sobota, 31 marca 2018

Dom / Domov


Marzec dobiega końca, a ja wciąż nie mogę się nadziwić, że minęło 5 pełnych lat, od kiedy zaczęłam pisać, a na moim blogu znajduje się już 60 wpisów dokumentujących to wszystko, co przeżyłam przez te lata, dobre i trudne strony życia z obcokrajowcem, na emigracji, wychowując dwukulturowe dzieciaki. Nie wiem, dlaczego zaczęłam pisać, serio (poza tym, że M. mnie do tego straszliwie zachęcał :)), ale wiem, co mi to pisanie dało. A dało mi szersze spojrzenie na to moje życie, czasem zmuszało do pozytywnego myślenia (a to nie jest moja najmocniejsza strona, M. by wam o tym chętnie poopowiadał ;)), czasem zmuszało do myślenia w ogóle – np. jak rozwiązać takie kwestie jak dwujęzyczne wychowanie, czy łączenie polskich i słowackich tradycji, sprawiło też, że poznałam całą masę ludzi znajdujących się w podobnej sytuacji, mogłam czasem, dzięki ich komentarzom czy mejlom, zajrzeć do ich domów, dowiedzieć się, jakie rozwiązania w nich stosują, a przede wszystkim uświadomiło mi, że nie jestem z tym całym polsko-słowackim galimatiasem sama. Dlatego wszystkim Wam serdecznie dziękuję za to, że ze mną jesteście i że stale motywujecie mnie do działania :).

Uczciliśmy to, tort był pyszny :).

A dzisiejszy post zainspirował cykl felietonów Filipa Springera ukazujący się od niedawna w Vogue.pl, dotyczący postrzegania tego, czym jest dom i co go tworzy. Czytam go z dużym zainteresowaniem, bo to chyba najtrudniejsza i najbardziej niejednoznaczna kwestia w całym moim polsko-słowackim życiu.

Może zabrzmi to odrobinę brutalnie, ale 7 lat temu, gdy zaręczałam się z M., nikt nie ostrzegł mnie, na jaką minę się tak naprawdę pakuję. Wśród moich przyjaciół nie było dwunarodowych małżeństw, wiedzy o kulturze słowackiej można było ze świecą szukać. Nie byliśmy z M. naiwni, wiedzieliśmy, że czeka nas solidna orka, ale uczciwie muszę przyznać, że na wieczne wchodzenie pod górę nie byłam przygotowana.

Bo ten przeklęty „rozkrok”, w którym stoimy między Polską a Słowacją, jest na całe życie. To nie jest wybór na rok czy 5 lat, to jest wybór na zawsze. A ja tę perspektywę mam, gdy myślę o M. i dzieciakach, ale nie mam jej, gdy wyobrażam sobie siebie na Słowacji. Ja tego dosłownie nie mogę zrobić. Przewijam w głowie film o 20 lat do przodu i stop, nie mogę, włączam cofanie. Widzę nas, widzę naszą rodzinę i tego jednego obrazu trzymam się najmocniej, jak umiem. Nie widzę siebie tu, gdzie teraz jestem. Z drugiej jednak strony mojego domu nie tworzy miejsce, nie tworzą cztery ściany, nie tworzy miasto, ani państwo. Nie mogą go tworzyć, to nie do pogodzenia z życiem, które wybrałam. Mój dom tworzą moi najbliżsi. Bo ja przy nich jestem zawsze w domu, nawet jeśli ten dom mam przez 12 godzin w samochodzie w drodze na Wybrzeże. Mojego domu nie tworzy wspólny język, kultura, osadzenie we wspólnej rzeczywistości – wspomnień, doświadczeń. W naszym domu te wymiary budujemy od zera. Gdy myślę: „dom”, mam przed oczami tylko i wyłącznie M. i dzieciaki, nasz dom trzyma się w posadach tylko dzięki miłości i nieustannemu „chceniu”.  Chcemy być razem, chcemy, żeby nam się udało, chcemy burzyć nasze wyobrażenia o idealnym życiu (np. mieszkaniu przez płot z rodzicami :)) na rzecz budowania realnego życia, chcemy szukać wspólnych płaszczyzn, chcemy brać nasze wspólne życie takie, jakie jest, chcemy umieć żyć w obydwu krajach, chcemy, chcemy, chcemy.

I chyba na tym chceniu skończę, bo co tu można więcej powiedzieć? Kochamy się. Chcemy. Tak każdego dnia powstaje nasz dom.





Marec sa pomaly končí a ja stále nemôžem vyjsť z úžasu nad tým, že už 5 rokov prešlo odkedy som začala písať, a na mojom blogu sa nachádza už 60 príspevkov dokumentujúcich to všetko, čo som prežila za tie roky, dobré i ťažké stránky života s človekom z inej krajiny, v zahraničí, pri výchove dvojkultúrnych detí. Neviem, prečo som začala písať, vážne (okrem toho, že M. ma k tomu veľmi povzbudzoval :)), ale viem, čo mi to písanie dalo. Dalo mi širší pohľad na ten môj život, niekedy ma prinútilo pozitívne myslieť (a to nie je moja silná stránka, M. by vám o tom vedel dlho rozprávať ;)), niekedy ma prinútilo premýšľať tak vo všeobecnosti – napr. ako vyriešiť také otázky ako je dvojjazyčná výchova či prepájanie poľských a slovenských tradícií. Spôsobilo tiež, že som spoznala mnoho ľudí, ktorí sa nachádzajú v podobnej situácii a vďaka ich komentárom či mejlom som mohla občas nazrieť do ich domácností a dozvedieť sa, aké riešenia majú oni a predovšetkým to, že nie som v celom tom poľsko-slovenskom galimatiáši sama. Preto vám všetkým srdečne ďakujem, že ste so mnou a stále ma motivujete k činnosti :).



Ten dnešný príspevok je inšpirovaný cyklom fejtónov Filipa Springera, ktorý sa objavil nedávno na Vogue.pl, pretože hovorí o vnímaní toho, čo je to domov a čo ho tvorí. Čítam ho s veľkým záujmom, pretože je to snáď najťažšia a najmenej jednoznačná otázka v celom mojom poľsko-slovenskom živote.

Možno to zaznie trochu brutálne, ale pred 7 rokmi, keď som sa zasnúbila s M., mi nikto nepovedal, aký bič som si na seba v skutočnosti uplietla. Medzi mojimi priateľmi neboli dvojnárodné manželstvá, informácie o slovenskej kultúre neboli veľmi dostupné. Neboli sme s M. naivní, vedeli sme, že nás čaká tvrdá práca, ale čestne sa priznávam, že na nekonečnú plavbu proti prúdu som nebola pripravená.

Pretože to, ako sme rozkročení medzi Poľskom a Slovenskom, je na celý život. Nie je to voľba na rok či na päť rokov, je to navždy. A ja tú perspektívu vnímam, keď myslím na M. a deti, ale nie vtedy, keď si samu seba predstavujem na Slovensku. Doslova to nedokážem. Pretáčam si v hlave film o dvadsať rokov dopredu a stop, nedokážem, musím sa vrátiť späť. Vidím nás, vidím našu rodinu a držím sa toho jedného obrazu tak silno ako viem. Nevidím sa tu, kde som teraz. Na druhej strane však môj domov netvorí miesto, netvoria ho štyri steny, mesto ani krajina. Nemôžu ho tvoriť, nie je to totiž v súlade so životom, ktorý som si vybrala. Môj domov tvoria moji najbližší. Lebo pri nich som vždy doma, hoci aj v momente, keď cestujem 12 hodín autom k baltskému pobrežiu. Môj domov netvorí spoločný jazyk, kultúra, existencia v spoločnej realite spomienok či skúseností. U nás doma to všetko budujeme od základov. Keď myslím na domov, mám pred sebou výlučne M. a deti, náš domov stojí iba vďaka vzájomnej láske a neustálemu chceniu. Chceme byť spolu, chceme, aby sa nám to podarilo, chceme rúcať naše predstavy o ideálnom živote (napr. o bývaní v susedstve rodičov :)) a namiesto toho budovať reálny život, chceme hľadať spoločné základy, chceme brať náš spoločný život taký, aký je, chceme dokázať žiť v oboch krajinách, chceme, chceme, chceme.

Pri tom chcení snáď treba skončiť, lebo čo viac možno povedať? Ľúbime sa. Chceme. Takto každodenne vzniká náš domov.

środa, 28 lutego 2018

Polska vs Słowacja


W dyskusji na fb pod ostatnim (styczniowym) postem autorstwa mojego męża padło pytanie o różnice między Polską a Słowacją. Czy już o nich kiedyś pisałam? W którym miejscu?

Szczerze przyznaję, przeczytawszy to pytanie, aż przetarłam oczy ze zdumienia (pozdrawiam serdecznie jego autorkę i dziękuję za inspirację do niniejszego posta :D). Jak to: gdzie piszę o różnicach? Przecież cały mój blog jest o różnicach! Przecież Słowacja to nie Polska i to jest generalnie jedna wielka różnica! ;) Gdy już trochę ochłonęłam z pierwszego szoku, zaczęłam się zastanawiać, jak to tak naprawdę z tymi różnicami jest. Dla mnie oczywiście, bo zdaję sobie sprawę, że samo życie na emigracji każdy człowiek może odbierać bardzo, bardzo różnie.

Wydaje mi się, że różnice dostrzegam znacznie wyraźniej. Bierze się to chyba stąd, że dobre rzeczy przyjmuję na zasadzie: „tak to powinno być”, „jest dobrze, czyli normalnie” i przykładam do nich mniejszą wagę niż do tych złych, które są „nie na miejscu”, są „do poprawki” i trzeba się z nimi jakoś zmierzyć. Stąd też mam często poczucie, że tych różnic jest znacznie więcej niż podobieństw. Może pomaga temu i to, że te faktycznie istniejące różnice są dość kluczowe?

1. Powierzchnia kraju i liczba ludności

W tym miejscu wystarczyłyby właściwie suche fakty (za Wikipedią):

Polska - 38 422 346 ludzi i 312 679 km² powierzchni
Słowacja - 5 445 802 ludzi i 49 035 km² powierzchni

Jakby się nie upierać – te liczby przekładają się na ogromną różnicę w postrzeganiu świata. Inaczej rozumiemy odległości, inaczej odbieramy, czym jest duże, a czym małe miasto, inaczej w tej przestrzeni widzimy siebie. Poza tym z liczbą ludności i powierzchnią kraju bezapelacyjnie wiąże się kwestia rynku. W Polsce już dużo większy i dużo lepszy wybór produktów, często wyraźnie tańszych. Banalny przykład – gdy wprowadzaliśmy się do naszego bratysławskiego mieszkania i potrzebowaliśmy mebli, dużo bardziej opłacało nam się kupić je w polskiej Ikei niż słowackiej. Przejazdy północ-południe mieliśmy i tak zaplanowane, więc ich kosztów nie traktowaliśmy jako nadprogramowych, a przy tej liczbie mebli, którą potrzebowaliśmy, zaoszczędziliśmy ponad 100 euro. A takich historii było już w naszym życiu więcej.

2. Język

No umówmy się – rodzina języków słowiańskich składa się z naprawdę wielu języków. Jasne – są pokrewne, jasne – jesteśmy w stanie się ich szybciej nauczyć, jasne – dzięki znajomości dwóch języków słowiańskich jeszcze lepiej rozumiemy nieznany nam trzeci, ALE… mimo wszystko to NIE są identyczne języki. I jeśli chodzi nam o to, żeby się „jakoś” dogadać, to oczywiście – bez większych problemów porozumiemy się jakoś w polsko-słowackiej rozmowie. Ale jeśli chcemy pomóc swojemu dziecku odrobić lekcje, w pracy zawodowej wykorzystywać ten drugi język nie tylko w mowie, ale i w piśmie, porozmawiać z osiemdziesięcioletnim dziadkiem swojego partnera o polityce, to NAPRAWDĘ nie wystarczy tylko ten nasz polski na Słowacji/słowacki w Polsce. Dodatkowo obcy język, choćby najbliższy i najlepiej znany, potrafi zmęczyć, potrafi sfrustrować. Nie cierpię tych chwil, gdy po miesiącu wakacji w Polsce wracam na Słowację i wszyscy wokół jakoś tak dziwnie mówią. Aha, po słowacku ;). Nie cierpię też, gdy po wielu miesiącach na Słowacji wracam do Polski, a w głowie mam same słowackie słówka. A już najbardziej nie znoszę oglądać olimpiady w słowackiej telewizji, bo mam wrażenie, że każda startująca zawodniczka pochodzi ze Słowacji (dla niewtajemniczonych: to przez to nieśmiertelne „-ova” dodawane do nazwiska KAŻDEJ kobiety ;)).

3. Charakter narodowy

To pojęcie bardzo pojemne i bardzo trudne do zdefiniowania. Poza tym bardzo mocno opiera się na generalizacji, a tu już zaczynamy stąpać po śliskim lodzie. Niemniej jednak jakbym tego punktu nie zatytułowała, różnice w podejściu do życia, do swojego kraju, do języka są wyraźnie odczuwalne. Wpływ na to wszystko ma chyba przede wszystkim historia naszych narodów i państw. Przykłady? Czechosłowacja nie istnieje od 1993 roku, ale na Słowacji wciąć pełno czeskich gazet w kioskach, filmów w telewizji, książek w księgarniach. Nie sądzę, żeby coś takiego mogło przejść w Polsce z jakimkolwiek sąsiednim słowiańskim językiem. Inna kwestia to święta narodowe, brak flag, prawie zupełny brak uroczystości poza państwowymi, społeczny marazm. Jak odczuwam tę różnicę jako Polka, pisałam już nie raz (tu i tu). A sposób postrzegania świata związany z miejscem zamieszkania? Słowacy są bardziej „wiejscy” niż „miejscy”, żyją w mniejszych miejscowościach i mam poczucie, że często są przez to bardziej otwarci, są bliżej drugiego człowieka, żyją jakby bardziej rodzinnie w swoich małych społecznościach, bardziej się angażują (ale to piszę ja, dziewczyna wychowana w milionowym Trójmieście i studiująca w Poznaniu, gdzie samych studentów było 100 000 :)).

4. Kuchnia

To, że Słowacy jedzą często na śniadanie kanapki i piją ciepłą herbatę, jak to bywa i w Polsce, nie znaczy jeszcze, że te nasze kuchnie są takie zbliżone :D. Najbardziej odczuwam to oczywiście w święta, gdy przed moim nosem stawia się kapustnicę ze śmietaną albo sałatkę cebulowo-ziemniaczaną, ale słynne bryndzowe haluszki to też niekoniecznie znany mi z Polski smak ;). Poza tym pojawia się tu ważna kwestia – pochodzę znad morza. M-O-R-Z-A. A nad morzem je się ryby :). Tego Słowacy już w ogóle nie mają (to, co można dostać w restauracji, to marna namiastka dań rybnych wychodzących spod ręki mojej mamy <3). Kuchnia jest oczywiście kwestią mocno regionalną, ale to, co rzuciło mi się w oczy na Słowacji, w skrócie wyglądałoby tak: dużo wędzonych serów, dużo kiełbas, zupełnie inne twarogi (straszliwie sypkie!), dużo fasoli i generalnie roślin strączkowych, maaało warzyw na obiad (prawie nie ma tu zwyczaju podawania do obiadu surówki), jeśli zupy, to raczej bardzo rzadkie, „zapchajbrzuchy” przed drugim daniem ;), dużo słodkich obiadów (w moim polskim domu w Wielki Piątek nie ma opcji, żeby zjeść na obiad ryż zapiekany z owocami albo chałkę z piekarnika z owocami i dżemem (jemy pulki i śledzie!), a na Słowacji to zupełnie normalne :)).

5. Morze vs góry

Znacie mnie :). Nie byłabym sobą, gdyby nie pojawił się ten punkt ;). To wcale nie ostatnia różnica, ale za to z mojego punktu widzenia niezwykle istotna. Cała rodzina mojego męża jest totalnie zbzikowana na punkcie gór. Tu wycieczka, tam wycieczka, tu relaks przy górskim wodospadzie, a tu ucieczka od świata w ciszę górskiego szlaku. Mój mąż z WIELKIM trudem przełyka fakt, że ja się na takie wycieczki absolutnie, ale to absolutnie nie piszę. Gdy tylko zostaję z dzieciakami na dłużej w Polsce, on już planuje z kim i w które słowackie góry pojechać. Chodzenie po górach to chyba słowacki sport narodowy :). A już na pewno najlepszy sposób na spędzenie weekendu ;). Gdy ja w odpowiedzi opowiadam o moich ukochanych kąpielach w polskim morzu, spotykam się zawsze z nieśmiertelnym: „Ale tam jest chyba za zimno na pływanie?” :D Moi drodzy, TO jest różnica nie do pogodzenia ;). Morze to nas raczej nigdy nie połączy ;).

Cóż, dotarliście ze mną do końca tych wynurzeń :). Nie sposób omówić wszystkie różnice, wiele skrywa się w takich drobiazgach dnia codziennego (np. dubbing vs lektor w telewizji ;)), niektóre trudno nazwać. Dostrzegam je jednak bardzo wyraźnie. Jak to ujął niedawno nasz dobry kolega: „Polacy – wy pieprzeni nacjonaliści” :D. I choć było to powiedziane z przymrużeniem oka (mam nadzieję!), to jednak ziarnko prawdy w tym jest :). Duma narodowa to nasza wielka zaleta i wielka słabość. I ja sobie z tą moją dumą z bycia Polką jakoś na tej Słowacji muszę radzić ;). Dzięki Bogu, że są też jednak podobieństwa! :)

Edynburg. Odrobina polskiego "nacjonalizmu" ;).


V diskusii na fb pod ostatným (januárovým) postom, ktorého autorom bol môj manžel, padla otázka o rozdieloch medzi Poľskom a Slovenskom. Písala som už o nich? Ak áno, kde?

Úprimne sa priznávam, že po prečítaní tej otázky som si až pretrela oči od prekvapenia (srdečne pozdravujem jej autorku a ďakujem za inšpiráciu k tomuto postu :D). Ako to: kde píšem o rozdieloch? Predsa celý môj blog je o rozdieloch! Predsa Slovensko nie je Poľsko a to je hneď jeden veľký rozdiel! ;) Keď som sa už otriasla z prvotného šoku, začala som premýšľať, ako to s tými rozdielmi v skutočnosti je. Samozrejme, ide o moje vnímanie, pretože je mi jasné, že život v inej krajine môže každý vnímať úplne inak.

Zdá sa mi, že rozdiely vnímam oveľa výraznejšie. Je to snáď spôsobené tým, že dobré veci vnímam štýlom „tak by to malo byť”, „je dobre, čiže je normálne” a pripisujem im menšiu pozornosť ako tým zlým, ktoré „nie sú v poriadku”, „treba ich zmeniť” či nejako „si s nimi poradiť”. Preto mám tiež často pocit, že rozdielov je oveľa viac ako podobností. Možno to zvýrazňuje aj skutočnosť, že rozdiely, ktoré existujú sú kľúčové.

1. Rozloha a počet obyvateľov

Na tomto mieste by snáď stačili aj suché fakty (podľa Wikipedie):

Poľsko - 38 422 346 obyvateľov a 312 679 km² rozlohy
Slovensko - 5 445 802 obyvateľov a 49 035 km² rozlohy

Akokoľvek sa na to pozeráme, tie čísla znamenajú obrovský rozdiel vo vnímaní sveta. Inak chápeme vzdialenosti, inak vnímame, čo je veľké a čo malé mesto, inak v tom priestore vidíme seba. Okrem toho, počet obyvateľov a rozloha sa automaticky odrážajú aj v otázke veľkosti trhu. V Poľsku je oveľa väčší a lepší sortiment výrobkov, často výrazne lacnejších. Banálny príklad – keď sme sa sťahovali do nášho bratislavského bytu a potrebovali sme nábytok, oveľa viac sa nám oplatilo kúpiť ho v poľskej IKEA ako v slovenskej. Cesty sever-juh sme mali naplánované, a tak sme tie dopravné náklady nevnímali ako nadbytočné, a pri tom objeme nábytku, ktorý sme potrebovali, sme ušetrili viac ako 100 euro. A takých príbehov bolo v našom živote viac.

2. Jazyk

Dohodnime sa najprv, že rodina slovanských jazykov má naozaj veľa členov. Jasné – sú príbuzné, jasné – sme schopní sa ich rýchlejšie naučiť, jasné – vďaka znalosti dvoch slovanských jazykov ešte lepšie rozumieme tretí, ALE... napriek všetkému to NIE sú identické jazyky. Pokiaľ ide iba o základné dorozumievanie, samozrejme, že sa bez väčších problémov dohodneme. Ale ak chceme pomôcť dieťaťu s domácou úlohou, ak chceme v práci použiť ten druhý jazyk nielen ústne, ale aj písomne, ak chceme hovoriť o politike s osemdesiatročným dedkom svojho partnera, SKUTOČNE nestačí iba naša slovenčina v Poľsku a poľština na Slovensku. Navyše, cudzí jazyk, akokoľvek blízky a dobre známy, dokáže unaviť a frustrovať. Neznášam tie chvíle, keď sa po mesiaci prázdnin v Poľsku vraciam na Slovensko a všetci okolo mňa tak zvláštne hovoria. Aha, po slovensky ;). Nemám rada, keď sa po mnohých mesiacoch na Slovensku vraciam do Poľska a v hlave mám samé slovenské slová. A celkom najviac neznášam sledovať olympiádu v slovenskej televízii, pretože mám pocit, že každá pretekárka na štarte je Slovenka (pre nováčikov: to kvôli nesmrteľnému „ová” pridávanému k priezvisku KAŽDEJ ženy ;)).

3. Národný charakter

Tento termín je veľmi obsiahly a ťažko definovateľný. Okrem toho, podporuje silné zovšeobecnenie, čiže začíname kráčať po tenkom ľade. Akokoľvek by som však nazvala tento bod, rozdiely v životnom štýle, vo vzťahu k vlastnej krajine a jazyku sú veľmi citeľné. Vplyv na to všetko má snáď predovšetkým rozdielna história našich národov a štátov. Príklady? Československo nefunguje od roku 1993, ale na Slovensku je stále v stánkoch plno českých magazínov, v televízii plno českých filmov a v kníhkupectvách plno českých kníh. Nemyslím si, že by také niečo bolo možné v Poľsku s akýmkoľvek slovanským susedom. Ďalej tu máme vzťah k štátnym sviatkom, žiadne vlajky, žiadne oslavy okrem štátom organizovaných, spoločenská apatia. Moje vnímanie tohto rozdielu ako Poľky som už opísala viackrát (tu aj tu). A spôsob vnímania sveta spojený s miestom pobytu? Slováci sú viac „vidiecki” ako „mestskí”, žijú v menších sídlach a mám pocit, že často sú vďaka tomu viac otvorení, sú bližšie k druhému človeku, žijú viac rodinne vo svojich malých komunitách, viac sa angažujú (ale píšem to ja, dievča, ktoré vyrástlo v miliónovom Trojmeste a študovalo v Poznani, kde len študentov bolo 100 000 :)).

4. Kuchyňa

To, že Slováci jedia na raňajky často obložený chlebík a pijú teplý čaj tak ako aj v Poľsku ešte neznamená, že sú naše kuchyne také blízke :D. Najviac to samozrejme pociťujem počas sviatkov, keď mám na tanieri kapustnicu so smotanou alebo cibuľovo-zemiakový šalát, hoci bryndzové halušky tiež v Poľsku veľmi nepoznáme ;). Okrem toho, je tu ešte jedna dôležitá vec – pochádzam od mora. M-O-R-A. A pri mori jedávame ryby :). To na Slovensku vôbec neplatí (to, čo môžete dostať v reštaurácii, je iba slabá náhrada za jedlá z rýb, ktorých autorkou je moja mama <3). Kuchyňa je samozrejme vec ovplyvnená regiónmi, ale to, čo mám pred očami, keď sa povie slovenská potravina, sú údené syry, klobásy, úplne iné tvarohy (strašne sypké), veľa fazule a strukovín vo všeobecnosti, mááálo zeleniny k hlavným jedlám (takmer neexistuje zvyk podávania zeleninového šalátu k hlavnému jedlu), a ak sú polievky, tak skôr veľmi riedke podávané pred druhým jedlom ;), veľa sladkých obedov (v mojom poľskom dome na Veľký Piatok nemožno zjesť na obed ryžový nákyp alebo žemľovku, jeme varené zemiaky so sleďom... na Slovensku je to úplne normálne :)).

5. More vs. hory

Poznáte ma :). Nebola by som to ja, keby sa neobjavil tento bod ;). Nie je to posledný rozdiel, ale z môjho pohľadu je veľmi dôležitý. Celá rodina môjho muža je fanúšikom hôr. Tu výlet, tam výlet, tu oddych pod horským vodopádom, tam útek od sveta do ticha lesného chodníka. Môj manžel VEĽMI ŤAŽKO prehĺta fakt, že ja absolútne nie som na také výlety. Keď zostávam s deťmi dlhšie v Poľsku, on už plánuje s kým a do ktorých slovenských hôr pôjde. Horská turistika je snáď slovenský národný šport :). Alebo minimálne najlepší spôsob na strávenie víkendu ;). Keď v rámci odpovede spomínam moje milované kúpanie v poľskom mori, stretávam sa s nesmrteľným „Ale tam je snáď príliš chladno na kúpanie!” :). Moji drahí, TO je rozdiel, ktorý sa nedá prekonať ;). More nás nikdy nespojí ;).

Tak a sme na konci týchto mojich myšlienok :). Nedá sa popísať všetky rozdiely, veľa z nich sa skrýva v každodenných drobnostiach (napr. dabing vs. lektor v televízii :)), niektoré sa ťažko nazývajú. Vnímam ich však veľmi výrazne. Ako to nedávno okomentoval náš dobrý kamarát: „Poliaci – vy zasraní nacionalisti” :D. A hoci to bolo povedané zo žartu (aspoň dúfam!), je v tom zrnko pravdy :). Národná hrdosť je naša veľká sila i slabina zároveň. A ja si s tou hrdosťou z poľskosti musím na Slovensku akosi poradiť ;). Vďakabohu, že niektoré veci sú aj podobné! :)


środa, 31 stycznia 2018

Rady skúseného partnera emigranta / Rady doświadczonego partnera emigranta

Vzťahy sú vo všeobecnosti riadne komplikované. Keď si ich k tomu ochutíte takým cudzokrajným korením ako ja (v mojom prípade azda kôprom, N. by ma iste prirovnala k rasci :)), je na čom pracovať. Dovoľte teda, aby som vám pri mojej premiére na tomto mieste odhalil môj recept na to, ako byť dobrým partnerom emigranta. Nie je to totiž vôbec ľahké. Niečo o tom viem, som ním už pár rokov – teda, pár rokov som partnerom emigrantky, či dobrým, to si netrúfam hodnotiť. Mojou pridanou hodnotou je snáď skutočnosť, že táto skúsenosť nie je jednostranná – bol som nejaký čas práve takým emigrantom, s ktorým to vôbec nebolo ľahké.

Nie každý emigrant odjakživa sníval o tom, že skončí za hranicami. N. teda určite nemala v hľadáčiku Slovensko a ja som si v živote nemyslel, že si raz budem môcť prečítať Pána Tragáčika v origináli. Ale stalo sa a dôležité životné rozhodnutia prinášajú vážne dôsledky (napr. život v Petržalke). Vážim si, že N. sa vzdala tepla domova a rozhodla sa už druhýkrát pre osud emigrantky. Preto si uvedomujem, že jej v prvom rade dlžím trpezlivosť. Zvyknúť si na cudzie mesto v cudzej krajine, nie najkrajšie na svete ani najpriateľskejšie voči mamičkám s deťmi, to chce čas. Hoci nad niektorými krokmi svojho emigranta krútim hlavou, som si vedomý toho, že potrebuje komfort postupného vyrovnávania sa s prostredím, komfort malých krokov. Snáď pričasto zaháľam s povzbudeniami a ponáhľam sa s kritikou, aj keď len podvedomou či neverbálnou. Trpezlivosť je však dar, ktorý stojí darcu často veľa sebazaprenia, no jeho ovocie za to stojí.

Lepšie ako s trpezlivosťou mi to určite ide s vnikaním do kultúry N. Poľský jazyk a kultúra, spoločnosť, geografia, história, šport, politika, to všetko nenásytne vstrebávam už od našich raných chvíľ. Verím, že je to výborný krok k tomu, aby sa N. necítila ako ostrov. Aby vedela, že sa orientujem v jej reáliách a dokážem s ňou držať krok, či už sa bavíme o Stochovi, Jagelovcoch, Bonieckom, májovom prevrate alebo Varšavskom povstaní. Užívam si to, že môžem plynule čítať v ďalšom jazyku. Každý týždeň si prečítam môj obľúbený poľský týždenník a v práci najčastejšie počúvam poľské rádio. Poľské sviatky svätíme snáď ešte o niečo intenzívnejšie ako slovenské (to je dané našimi rozdielnymi postojmi v tejto veci) a bonusom je odhaľovanie tajomstiev poľskej gastronómie – v tom som mimoriadne usilovný :). Naladenie sa na poľskosť mojej N. a jej rôzne aspekty prejavujúce sa predsa okrem vyššie uvedeného aj v našom každodennom živote, výchove detí a základných postojoch je nevyhnutné k tomu, aby sme dokázali vytvoriť domov s rovným postavením našich kultúr.

Napokon, partner emigranta by mal byť otvorený. Pokiaľ naozaj nezapustíme korene tak hlboko, že sa budú dať vyrvať iba za cenu nesmiernych obetí, som otvorený voči zmenám, ktoré nás možno čakajú. Tak, ako sme pred pár rokmi zdvihli kotvy z Poľska smerom na juh kvôli zaujímavej práci, zdvihneme ich opäť, ak k tomu bude dôvod. Sme trošku tuláci, ale mne to skutočne nevadí. Taký je život, ktorý som si sám vybral. Na to rozhodnutie som hrdý a nesiem ho ako štít proti všetkým úskaliam, ktoré na našej ceste stretávame. Byť verný rozhodnutiu, to je hodnota, za ktorou si stojím a ktorú svojej emigrantke ponúkam.

Koľko je zmiešaných manželstiev, toľko je problémov a spôsobov na ich riešenie. Niekto sa vzdá svojej kultúrnej identity a podriadi sa partnerovej, niekto buduje celkom novú v tretej krajine a premeriava tisícky kilometrov akoby nič. Z mojej perspektívy partnera emigrantky sú kľúčové uvedené tri postoje – byť trpezlivý, nasávať kultúrnu identitu N. a neuzamykať náš príbeh do úzkej priehradky. Nikdy to nebolo celkom jednoduché, no pri pohľade do spätného zrkadla vidím, že to vždy stálo za to. 

29.10.2011


Związki są na ogół mocno skomplikowane. Jeżeli dodatkowo przyprawicie je do smaku taką nietypową przyprawą jak ja (w moim przypadku to będzie koperek, N. z pewnością porównałaby mnie do kminku :)), jest nad czym pracować. Pozwólcie zatem, abym w moim premierowym wpisie na tym blogu odkrył przed wami mój przepis na to, jak być dobrym partnerem emigranta. Nie jest to bowiem wcale takie proste. Coś o tym wiem, jestem nim już od kilku lat – ściślej rzecz biorąc, od kilku lat jestem partnerem emigrantki, czy dobrym – nie mi to oceniać. Z pewnością moim atutem jest fakt, że doświadczenie to nie jest jednostronne – przez jakiś czas to ja byłem takim emigrantem, z którym wcale nie było łatwo.

Nie każdy emigrant od zawsze marzył o tym, by wylądować za granicami. N. z pewnością nie miała na swoim radarze Słowacji, a mi w życiu nie przyszło do głowy, że będę mógł kiedyś przeczytać Pana Samochodzika w oryginale. Jednak stało się, a ważne decyzje życiowe niosą ze sobą poważne konsekwencje (np. życie w Petržalce). Doceniam, że N. zrezygnowała z ciepła swojego domu i już drugi raz wybrała los emigrantki. Dlatego mam świadomość, że w pierwszej kolejności jestem jej winien cierpliwość. Oswojenie się z obcym miastem w obcym kraju, ani nie najpiękniejszym na świecie, ani nie najbardziej przyjaznym dla mam z dziećmi, wymaga czasu. Choć widząc niektóre kroki mojego emigranta, kręcę głową, zdaję sobie sprawę, że potrzebuje on komfortu stopniowego przystosowywania się do otoczenia, komfortu stawiania małych kroków. Być może zbyt często ociągam się z zachętą, a spieszę z krytyką, nawet jeśli tylko podświadomą czy niewerbalną. Jednak cierpliwość to dar, który wymaga często od obdarowującego wielu wyrzeczeń, ale przynosi owoce, dla których jest wart każdej ceny.

Na pewno lepiej niż z cierpliwością radzę sobie z przenikaniem do kultury N. Polski język, kultura, społeczeństwo, geografia, historia, sport, polityka, to wszystko pochłaniam łapczywie już od początku naszego związku. Wierzę, że to doskonały krok do tego, aby N. nie czuła się niczym wyspa. Aby wiedziała, że orientuję się w jej rzeczywistości i potrafię dotrzymać jej kroku niezależnie od tego, czy rozmawiamy o Stochu, Jagiellonach, Bonieckim, przewrocie majowym czy powstaniu warszawskim. Cieszy mnie, że mogę płynnie czytać w kolejnym języku. Co tydzień czytam mój ulubiony polski tygodnik, a w pracy słucham najczęściej polskiego radia. Święta polskie obchodzimy chyba jeszcze intensywniej niż słowackie (wynika to z różnego podejścia do tej kwestii), a jako bonus dodam odkrywanie tajemnic polskiej gastronomii – w tym temacie jestem wyjątkowo pilny :). Dostrojenie się do polskości mojej N. i jej różnych aspektów, przejawiających się (oprócz wyżej wymienionych sytuacji) również w naszym codziennym życiu, wychowaniu dzieci i światopoglądzie, jest niezbędne do tego, byśmy umieli stworzyć dom, w którym nasze kultury zajmą równe pozycje.

Wreszcie partner emigranta powinien być otwarty. O ile naprawdę nie zapuścimy korzeni na tyle głęboko, że będzie je można wyrwać tylko kosztem wielkich ofiar, jestem otwarty na zmiany, które być może przed nami. Tak jak przed paru laty podnieśliśmy kotwice i odpłynęliśmy z Polski na południe ze względu na ciekawą pracę, ponownie je podniesiemy, jeżeli będzie do tego powód. Jest w nas coś z włóczęgów, ale mi to naprawdę nie przeszkadza. Tak wygląda życie, które sam wybrałem. Jestem dumny z tej decyzji i niosę ją niczym tarczę wobec wszystkich pułapek, które spotykamy na naszej drodze. Bycie wiernym swojej decyzji to wartość, której się trzymam i którą ofiarowuję mojej emigrantce.

Ile mieszanych małżeństw, tyle problemów i sposobów na ich rozwiązanie. Ktoś zrezygnuje ze swojej tożsamości kulturowej i dopasuje się do partnera, ktoś zbuduje zupełnie nową w trzecim kraju i pokonuje tysiące kilometrów, jak gdyby nigdy nic. Z mojej perspektywy partnera emigrantki kluczowe są trzy wskazane kwestie – bycie cierpliwym, chłonięcie kulturowej tożsamości N. i niezamykanie naszej historii w ciasnej szufladce. Wszystko to nigdy nie należało do najprostszych rzeczy, ale gdy spojrzę wstecz, widzę, że zawsze było warto.