wtorek, 28 lipca 2015

8 złotych rad, czyli czego nie robić, rozmawiając z obcokrajowcem (we własnym języku) / 8 zlatých rád alebo čoho sa vyvarovať pri rozhovore s cudzincom (vo vlastnom jazyku)

Niedawno spotkałam się ze znajomą Słowaczką, żoną Polaka, mieszkającą w Polsce. Tematów do rozmowy zdecydowanie nam nie brakowało, bo nasze doświadczenia, choć w odwrotnej kombinacji, są niesamowicie zbliżone. Wyszłam ze spotkania z przekonaniem, że widzimy się zdecydowanie zbyt rzadko i… pomysłem na niniejszy post ;). K. zresztą nie tylko go zainspirowała, ale i miała później swój wkład w jego napisanie. Zatem… oto jest!

Pewnie wielu z nas zdarzyło się spotkać obcokrajowca, który rozmawiał z nami po polsku (w Polsce) lub po słowacku (na Słowacji). Zresztą, każdy z nas był też pewnie takim obcokrajowcem na jakichś wakacjach w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii czy Niemczech (to tylko wybór tych najpopularniejszych drugich języków ;) ), jednak dzisiejszy post nie jest o obcokrajowcu, który przyjechał do nas na wakacje, ale o takim, którego łączy z naszym krajem coś więcej (np. studia, partner itp.). Z perspektywy takiego obcokrajowca żyjącego w kraju swojego męża spotkałyśmy się z K. z przynajmniej kilkoma zachowaniami lub komentarzami miejscowych, które niekoniecznie były trafione. Przed Wami podsumowanie naszych doświadczeń – czego lepiej NIE mówić lub NIE robić, gdy rozmawiamy z obcokrajowcem we własnym języku ;).

1. Nie wyśmiewaj jego wymowy. Ok, czasami rozmowa z obcokrajowcem, który dopiero uczy się naszego języka, może być naprawdę zabawna. Może przekręcać słówka lub nie umieć niektórych wymówić. Ale jeśli obcokrajowiec ten nie jest naszym bliskim przyjacielem, to lepiej zachowajmy poziom i odpuśćmy sobie żarty, bo on się naprawdę stara, przyswajając nasz trudny język. Przykład? Polacy nie rozróżniają w mowie „h” od „ch”, co w języku słowackim zupełnie zmienia znaczenie wyrazu. Teraz już się z tego śmieję, ale gdy stawiałam pierwsze kroki na drodze posługiwania się językiem słowackim, wcale nie było mi do śmiechu, gdy ktoś znajomy zażartował, czy jestem hladná (=jestem głodna), czy chladná (=jest mi zimno), bo źle wymówiłam pierwszą literę. Zablokowało mnie to do tego stopnia, że później bałam się wymówić własne nazwisko (pisane przez „h” właśnie). To samo odnosiło się do żartów z mojego męża (Słowacy nie mają litery „ś” i z trudem opanowują jej wymowę), gdy nie zrozumiał go jakiś znajomy Polak. Nie rozumiesz? Zapytaj. Nie rozumiesz, ale domyślasz się znaczenia? Przejdź w rozmowie dalej. Naśmiewanie się naprawdę podcina skrzydła.

2. Nie poprawiaj pomyłek. Nie zrozummy się źle – do dzisiaj poprawiam mojego męża, a on mnie, gdy posługujemy się tym drugim językiem. Ale jest różnica, czy poprawia mnie mój mąż (który też świetnie opanował mój język), czy poprawia mnie ktoś obcy i robi to tylko dla własnej satysfakcji. Takie poprawianie może spowodować, że rozmówca traci wątek i ma jeszcze większą trudność z pozbieraniem myśli. Jest potrzebne do poprawy znajomości języka, ale jak to ładnie podsumowała K.: „Ważny jest sposób i wyczucie sytuacji”. Nie wymagajmy od razu perfekcji, nie tędy droga.

3. Nie ignoruj prośby o podpowiedź. Z tym spotykałam się bardzo często, gdy już posługiwałam się językiem słowackim całkiem płynnie. Jestem gadułą, potrafię mówić całkiem sporo ;). W trakcie rozmowy czasami zabrakło mi jakiegoś słowa i chciałam dowiedzieć się, jak ono brzmi. Gdy opisywałam jego znaczenie lub podawałam polski odpowiednik (czasem zrozumiały dla rozmówców), często przez grzeczność nie odpowiadali na moje pytanie, jak to powiedzieć po słowacku, tylko przytakiwali, że rozumieją i zachęcali do dalszego opowiadania. Takie sytuacje zdarzały się chyba najczęściej w rodzinie mojego męża, której członkowie okazywali mi po prostu ogromną życzliwość, gdy uczyłam się języka. Tylko że gdy pytam – to daję zielone światło do nauczenia mnie, chcę się dowiedzieć, chcę się rozwijać językowo, a nie usłyszeć: „rozumiemy, opowiadaj dalej” :). Jeśli obcokrajowiec jasno poprosi Cię o podpowiedź – po prostu mu odpowiedz, w takiej sytuacji nie będzie to wcale niegrzeczne :).

4. Nie porównuj dwóch języków. Tak, tak, słowacki i polski to taaakie podobne języki, że nauczenie się ich to z pewnością bułka z masłem. Tylko dlaczego Słowak czy Polak wygłaszający takie sądy, po prostu się ich nie nauczy? No właśnie. Polak mówiący po słowacku, czy Słowak mówiący po polsku wykonali ogromną pracę, by ten drugi język opanować. Im bliższe języki, tym trudniej jest w nich dojść do perfekcji, bo nakładamy na ten drugi kalki z własnego języka – związane z odmianą, szykiem zdania itp. Tymczasem język polski i słowacki należą do grupy języków słowiańskich, ale nie jest to tożsame z tym, że są identyczne. Warto docenić pracę, którą ktoś wykonał, by się ich nauczyć.

5. Nie posługuj się stereotypami. Stereotypy potrafią ułatwić komunikację, ale czasami naprawdę męczą i są po prostu niestosowne. Jasne, że ułatwiają nam życie, ale jeśli stoi przed nami obcokrajowiec z krwi i kości, to nie nakładajmy na niego zasłyszanych wzorów (w tym przypadku tego, co typowo polskie lub tego, co typowo słowackie), ale po prostu go poznajmy, bez zbędnych uprzedzeń.

6. Jeśli naprawdę nie wiesz, nie rób z siebie idioty, tylko spytaj. Jeśli nie wiesz, czy Słowacja leży nad morzem, a Polska ma jakieś góry poza Tatrami, to nie graj eksperta, ale zwyczajnie zapytaj. Wprawdzie ignorancja odnośnie najbliższego sąsiada nie jest zbyt fajna, ale dobrze wiemy, że sprzyja jej sposób nauczania o Polsce i Słowacji w szkole i polityka zagraniczna naszych państw. Dlatego spotkanie z obcokrajowcem warto wykorzystać do lepszego poznania jego kraju.

7. Nie powtarzaj po raz tysięczny, jak Twój rozmówca super radzi sobie z Twoim językiem. Coś, co na początku jest miłe, z czasem może zrobić się nieznośne. Jeśli mówię po słowacku od kilku lat, to naprawdę nie warto mi ciągle powtarzać, jak sobie super radzę, bo byłoby co najmniej dziwne, gdybym radziła sobie słabo po takim czasie. Język słowacki to w tej chwili mój drugi język, słyszę go na co dzień w domu, więc logiczne, że przyswoiłam go na niezłym poziomie. Jeśli spotykam kogoś po raz pierwszy – pochwała z jego ust jest naprawdę miła (bo to jednak drugi język, a nie ojczysty :)), ale jeśli znamy się od dawna, to takie pochwały są po prostu bez wartości.

8. Nie naśmiewaj się z jego języka. W internecie krąży mnóstwo słówek pseudosłowackich i pseudopolskich, które są pseudozabawne. Skoro już znasz Polaka lub Słowaka i koniecznie musisz zaspokoić swoją ciekawość, po prostu spytaj go, jak w jego języku brzmi słowo „nietoperz” czy „gołąb”, a nie powtarzaj zasłyszanych z internetu lub czyichś opowiadań bzdur. To tylko utrwala niepotrzebne stereotypy i obraża rozmówcę.

Ufff, skończyłam odrobinę ostro :). Ale to, co najważniejsze w tym wszystkim, jest bardzo pozytywne – znajomy obcokrajowiec to ogromna szansa na poznanie nowego człowieka, nowego kraju, nowej kultury. Może poszerzyć nasze horyzonty, rozwinąć nas, nauczyć czegoś nowego. Warunek jest tylko jeden – odniesiemy się do siebie z szacunkiem i będziemy na siebie nawzajem naprawdę otwarci. Warto!


Nedávno som sa stretla so známou, Slovenkou, manželkou Poliaka bývajúcou v Poľsku. Rozhodne nám nechýbali témy k rozhovoru, pretože naše skúsenosti, hoci v opačnej kombinácii, sú neuveriteľne podobné. Odišla som od nej s presvedčením, že sa rozhodne vídame príliš zriedka a.. s nápadom na dnešný príspevok ;). Koniec koncov, K. bola pri ňom nielen inšpiráciou, ale tiež pomohla svojim dielom k jeho napísaniu. A teda... tu je!

Určite sme už mnohí stretli cudzinca, ktorý s nami rozprával po poľsky (v Poľsku) alebo po slovensky (na Slovensku). Koniec koncov, každý z nás už určite bol takým cudzincom počas nejakých prázdnin vo Veľkej Británii, Španielsku či Nemecku (to je len výpočet najpopulárnejších druhých jazykov ;)), avšak dnešný post nie je o cudzincovi, ktorý pricestoval na prázdniny, ale o takom, ktorého s našou krajinou spája niečo viac (napr. štúdium, partner, atď.). Z perspektívy takého cudzinca, žijúceho v krajine svojho manžela, sme sa s K. stretli s niekoľkými situáciami alebo komentármi miestnych, ktoré neboli veľmi vhodné. Ponúkame Vám sumár našich skúseností – čo radšej Nevravieť alebo Nerobiť, keď rozprávame s cudzincom vo vlastnom jazyku ;).

1. Nevysmievaj sa z jeho výslovnosti. Ok, niekedy môže byť rozhovor s cudzincom, ktorý sa ešte iba učí náš jazyk, skutočne zábavný. Môže prekrúcať slovíčka alebo niektoré nevie správne vysloviť. Pokiaľ však tento cudzinec nie je naším blízkym priateľom, radšej si zachovajme nadhľad a nechajme si žarty, pretože on sa naozaj snaží osvojiť si náš ťažký jazyk. Príklad? Poliaci vo výslovnosti nerozlišujú medzi „h” a „ch”, čo môže v slovenčine úplne zmeniť význam slova. Teraz sa už na tom smejem, ale keď som robila svoje prvé kroky na pôde slovenčiny, vôbec mi nebolo smiešne, keď sa niekto zabával na tom, či som hladná alebo chladná, pretože som zle vyslovila prvé písmenko. Zablokovalo ma to natoľko, že som sa neskôr bála vysloviť vlastné priezvisko (začínajúce sa práve písmenom „h”). To isté platilo o žartoch z môjho manžela (Slováci nemajú písmenko „ś” a ťažko zvládajú jeho výslovnosť), keď ho niekto z Poľska nerozumel. Nerozumieš? Opýtaj sa. Nerozumieš, ale vieš si domyslieť, o čo ide? Pokračuj v rozhovore. Výsmech naozaj demotivuje.

2. Neopravuj chyby. Aby sme sa správne pochopili, dodnes opravujem môjho manžela a on mňa, keď používame jazyk toho druhého. Ale je rozdiel, či ma opravuje môj manžel (ktorý sa tiež veľmi dobre naučil po poľsky), alebo či ma opravuje niekto cudzí a robí to iba pre svoje uspokojenie. Také opravovanie môže spôsobiť, že rozprávač stratí niť a má ešte väčší problém so sústredením sa na zmysel. Je to potrebné, ak chceme zlepšiť svoj jazyk, ale ako to pekne povedala K.: „Dôležitý je spôsob a vycítenie situácie.” Nepožadujme hneď dokonalosť, to nie je tá správna cesta.

3. Neignoruj prosbu o pomoc. S tým som sa stretávala veľmi často, keď som už používala slovenčinu pomerne plynulo. Som ukecaná, dokážem hovoriť pomerne dlho ;). Počas rozhovoru mi niekedy vypadlo nejaké slovíčko a chcela som sa dozvedieť, ako znie. Keď som začala opisovať jeho význam alebo povedala poľské slovo s tým istým významom (niekedy zrozumiteľné pre ostatných), ľudia mi často zo slušnosti neodpovedali na moju otázku, ako to povedať po slovensky, ale pritakávali, že rozumejú a povzbudzovali ma, aby som pokračovala. Také situácie sa stávali snáď najčastejšie v rodine môjho manžela, ktorej členovia ma jednoducho zahŕňali veľkou žičlivosťou, keď som sa učila jazyk. Ale keď sa pýtam, dávam zelenú, aby som sa niečo naučila, chcem sa niečo dozvedieť, chcem sa rozvíjať po jazykovej stránke, a nie vypočuť si: „rozumieme, hovor ďalej” :). Pokiaľ Ťa cudzinec výrazne poprosí o pomoc, jednoducho mu odpovedz, v takejto situácii to vôbec nebude znieť neslušne.

4. Neporovnávaj dva jazyky. Áno, áno, slovenčina a poľština, to sú dva tááááké podobné jazyky, že naučiť sa ten druhý musí byť najľahšia vec na svete. Prečo však Slovák či Poliak, ktorý niečo také tvrdí, neovláda ten druhý jazyk? No práve. Poliak hovoriaci po slovensky aj Slovák hovoriaci po poľsky vykonali veľkú prácu, aby ten druhý jazyk zvládli. Čím bližšie sú jazyky, tým ťažšie je ovládnuť ich dokonale, pretože používame slová z nášho vlastného jazyka, skloňujeme i tvoríme vety ako v našom jazyku. Poľština a slovenčina sú síce oba slovanské jazyky, ale to neznamená, že sú identické. Treba si vážiť námahu, ktorú niekto vykonal pri ich učení.

5. Nepoužívaj stereotypy. Stereotypy dokážu zjednodušiť komunikáciu, ale niekedy sú skutočne únavné a skrátka nevhodné. Jasné, že nám uľahčujú životy, ale pokiaľ pred nami stojí cudzinec z mäsa a kostí, nenavliekajme naňho vzorce, o ktorých sme niekde počuli (v tomto prípade sa týkajú toho, čo je typicky poľské a čo typicky slovenské), ale jednoducho ho spoznajme, bez predsudkov.

6. Pokiaľ niečo naozaj nevieš, nerob zo seba hlupáka a opýtaj sa. Pokiaľ nevieš, či Slovensko leží nad morom a či má Poľsko nejaké iné pohorie okrem Tatier, nehraj sa na experta, ale normálne sa spýtaj. Nevedomosť týkajúca sa najbližšieho suseda síce nie je príliš príjemná, ale dobre vieme, že tomu napomáha spôsob učenia sa o Poľsku i Slovensku v školách a zahraničná politika našich štátov. Preto je veľmi potrebné využiť stretnutie s cudzincom a lepšie spoznať jeho krajinu.

7. Neopakuj tisíckrát ako cudzinec, s ktorým hovoríš, vynikajúco ovláda Tvoj jazyk. Niečo, čo je zo začiatku milé, môže postupne prerásť do nepríjemnosti. Pokiaľ hovorím po slovensky už niekoľko rokov, skutočne nie je najvhodnejšie celý čas mi opakovať, ako mi to ide, pretože by bolo prinajmenšom divné, keby mi to nešlo po takom dlhom čase. Slovenčina je môj druhý jazyk, počúvam ho doma každý deň, je teda logické, že som si ho osvojila na celkom dobrej úrovni. Pokiaľ niekoho stretneme po prvý raz, pochvala z jeho úst je skutočne milá (predsa len, je to druhý jazyk, nie materinský :)), ale pokiaľ sa poznáme už dlho, sú takéto pochvaly o ničom.

8. Nevysmievaj sa z jeho jazyka. Po internete blúdi množstvo pseudopoľských a pseudoslovenských slovíčok, ktoré su pseudovtipné. Pokiaľ poznáš nejakého Poliaka či Slováka a skutočne sa musíš na niektoré z nich opýtať kvôli ukojeniu svojej zvedavosti, jednoducho sa spýtaj, ako v jeho jazyku znie slovo „kamzík” či „svokra” a neopakuj hlúposti, s ktorými si sa stretol na webe alebo ktoré Ti povedal nejaký kamarát. To len zbytočne umocňuje stereotypy a uráža druhého človeka.

Ufff, skončila som trošku ostro :). Ale to najdôležitejšie je veľmi pozitívne – kamarát cudzinec môže byť príležitosťou na spoznanie nového človeka, novej krajiny, novej kultúry. Môže rozšíriť naše horizonty, rozvinúť nás, naučiť niečo nové. Je len jedna podmienka – správajme sa k sebe s rešpektom a buďme k sebe navzájom skutočne otvorení. Stojí to za to!

wtorek, 30 czerwca 2015

Egzamin / Skúška

W Polsce dziś wyniki egzaminów maturalnych, a u mnie w życiu egzamin z małżeństwa. Kilka etapów mam już za sobą, coś zaliczone na ocenę celującą, coś na dobrą, ale ciągle jeszcze mogę oblać całość.

Pisałam Wam o podejmowaniu decyzji, pisałam Wam o nadchodzących zmianach, a dziś trochę więcej konkretów. Pod koniec ubiegłego roku, po trzech latach rozważań i smakowania obydwu ojczyzn, dwóch latach życia na Słowacji i roku spędzonym Polsce podjęliśmy z M. decyzję, że chcemy osiąść na stałe właśnie w Polsce. To nie była decyzja tylko i wyłącznie racjonalna, tak się jej chyba nie da podjąć, a przynajmniej nie w naszym przypadku. To była decyzja głowy i serca. Tymczasem miesiąc później pojawiła się w życiu M. propozycja pracy z kategorii „nie do odrzucenia”. Na Słowacji. I on ją początkowo odrzucił. W tym właśnie momencie podeszłam do mojego egzaminu.

Nie było mi wcale łatwo przekonać jego (i siebie) do otwarcia tematu na nowo. A jednak udała mi się ta sztuka. Dziś żartuję, że wspięłam się na wyżyny bycia dobrą żoną. Ale wcale nie jest to takie dalekie od prawdy. Temat wrócił, zdecydowaliśmy się na tę pracę (tak, cała nasza rodzina) i pozostało czekać, czy dojdzie ona do skutku. Minął styczeń, luty, marzec i nic. Cisza. Życie w zawieszeniu między planowaniem przyszłości a czekaniem. Aż tu nagle w kwietniu – bum! Stanowisko będzie, konkurs na nie za 3 tygodnie, rozpoczęcie pracy, jeśli się uda, za 4 tygodnie. Ponad 900 kilometrów od naszego dotychczasowego domu.

I M. pojechał. Pracę dostał. Przeprowadził się do Bratysławy. A ja zostałam z naszą córką sama. Szukamy mieszkania i żyjemy na 3 domy, mój, jego i naszych teściów (bo tam mamy pokój, gdzie zmieścimy się wszyscy, nie jak u niego). Czy jest mi łatwo? Nie jest, w ogóle. Czy żałuję? Czasami chciałabym, żeby wróciło to, co było. Czy w którymś momencie zachowałabym się inaczej? Nie. Bo mój mąż dostał szansę, żeby się fantastycznie rozwinąć, zyskać nowe doświadczenie, pełniej realizować się zawodowo i chcę go w tym wesprzeć. A że oznacza to, że muszę zostawić wszystko, co robiłam w ciągu ostatniego roku? Po prostu taką decyzję podjęliśmy, muszę być konsekwentna, muszę umieć się pożegnać, nawet jeśli czasem mam wrażenie, że kończy się „pół świata”.

Jak patrzą na nas inni? Jedni się cieszą, że będziemy w Bratysławie (to Słowacy), jedni się smucą, że nie będziemy na Wybrzeżu (to Polacy), innym jest to obojętne. Mało kto chce zajrzeć do środka tego wszystkiego, spytać, jak my się z tym wszystkim czujemy. A obojgu nam jest trudno. I żadne z nas ani się tak do końca nie cieszy, ani tak do końca nie smuci. Najbardziej budujący komentarz? Mojego przyjaciela. Który napisał mi bardzo króciutko: „Podziwiam cię”. Dodał mi tym skrzydeł, gdy akurat nurkowałam w dół.

Przeprowadzka dopiero przede mną. Życie na takie odległości, spotkania co 2 tygodnie i bycie z małą, która była przyzwyczajona do bycia z tatą na co dzień – in progress. Daję radę. Nie mam wyjścia. Nigdy w życiu nie oblałam egzaminu, nigdy w życiu nie dostałam chyba nawet jedynki ze sprawdzianu  – to co, teraz ma mi się nie udać? Co to to nie. Trzymajcie kciuki.


V Poľsku sú dnes zverejňované výsledky maturitných skúšok, no a v mojom živote prebiehajú skúšky z manželstva. Niekoľko etáp mám už za sebou, niečo s vynikajúcim výsledkom, niečo len s dobrým, ale ešte stále ich nemusím spraviť.

Písala som Vám o rozhodovaní sa, písala som Vám o nadchádzajúcich zmenách, dnes bude viac faktov. Počas minulého leta, po troch rokoch premýšľania a ochutnávania oboch krajín, dvoch rokoch života na Slovensku a roku v Poľsku, sme sa s M. rozhodli, že sa chceme definitívne usadiť práve v Poľsku. To nebolo iba racionálne rozhodnutie, tak sa to snáď ani nedá, prinajmenšom nie v našom prípade. Bolo to rozhodnutie hlavy a srdca. Avšak o mesiac sa v živote M. objavila pracovná ponuka, „aká sa neodmieta”. Na Slovensku. No a on ju najprv odmietol. Práve v tom momente sa začala moja skúška.

Vôbec nebolo ľahké presvedčiť ho (ani seba samu), aby sme tému opäť otvorili. Napriek tomu sa mi to však podarilo. Dnes žartujem, že som dosiahla vrchol v umení manželstva. Vôbec to však nie je tak ďaleko od pravdy. Téma sa vrátila, rozhodli sme sa pre tú prácu (áno, celá naša rodina), a zostalo nám už len čakať, či sa to stane realitou. Prešiel január, február, marec, a stále nič. Ticho. Život vo vákuu medzi plánovaním budúcnosti a čakaním. Až tu náhle v apríli – bum! Pracovné miesto bude vytvorené, výber bude za tri týždne, začiatok, ak sa podarí, za štyri týždne. Viac ako 900 kilometrov od nášho doterajšieho domova.

A M. šiel. Prácu dostal. Presťahoval sa do Bratislavy. A ja som zostala s našou dcérkou sama. Hľadáme byt a žijeme na tri domovy, môj, jeho a mojich svokrovcov (lebo tam máme izbu, kde sa všetci zmestíme, nie ako uňho). Či je mi ľahko? Nie je, vôbec nie. Či ľutujem? Niekedy by som chcela, aby sa vrátilo to, čo bolo. Či by som sa v niektorej chvíli správala inak? Nie. Lebo môj manžel dostal príležitosť, aby sa úžasne rozvinul, získal nové skúsenosti, viac profesionálne realizoval a chcem ho v tom podporiť. A že to znamená, že musím zanechať všetko to, čo som robila počas minulého roka? Tak sme sa proste rozhodli, musím byť vytrvalá, musím sa vedieť rozlúčiť, hoci niekedy mám pocit, že sa mi stráca "pol sveta".

Ako sa na nás pozerajú iní? Niektoré sa tešia, že budeme v Bratislave (Slováci), iní smútia, že nebudeme na pobreží (Poliaci), iným je to jedno. Málokto chce nazrieť dnu, spýtať sa, ako to všetko prežívame. A obom nám je ťažko. Ale ani jeden z nás neprežíva čistú radosť či čistý žiaľ. Najpovzbudzujúcejší komentár? Môjho priateľa. Napísal mi veľmi krátko: „Obdivujem ťa”. Dal mi tým krídla, keď som sa akurát rýchlo približovala k zemi.

Sťahovanie je ešte len predo mnou. Život na také vzdialenosti, stretnutia každé dva týždne a bytie s malou, ktorá bola zvyknutá na tatuša každodenne – in progress. Poradím si. Nemám iné východisko. Vždy som urobila všetky skúšky, nikdy v živote som snáď nedostala päťku ani len z písomky. Takže čo? Teraz mám zlyhať? Tak to nie. Držte palce.


sobota, 30 maja 2015

A. czy B.? / A. či B.?

Wspominałam Wam już kiedyś, że moja córka w pierwszym roku życia miała jakieś 10 000 przebytych kilometrów na liczniku? Na szczęście pokonała je nie tylko samochodem (nasza kieszeń nie wytrzymałaby chyba kosztów paliwa ;)), ale zarówno licznik naszego pierwszego, jak i kolejnego samochodu dobitnie pokazuje, że coś w naszej rodzinie jest na rzeczy, jeśli chodzi o podróże ;).

Wielu naszych znajomych z małymi dziećmi boi się dalekich podróży z nimi. A my? A my wolimy się nad tym nie zastanawiać ;). I w gruncie rzeczy lubimy myśleć, że nie mamy wyboru – chyba trochę zaklinamy w ten sposób rzeczywistość ;). Bo skoro MUSIMY kursować między Słowacją a Polską, to nie ma, że boli – po prostu wsiadamy w samochód i jedziemy. I piszę to, siedząc pośrodku sterty ubrań, butów i walizek, bo niedługo kolejna podróż ;). Szczerze? Nie jest wcale tak łatwo, lekko i przyjemnie. Chyba najbardziej boję się, że małą dopadnie raz choroba lokomocyjna (moja zmora z dzieciństwa!). Ale póki co MN. pomaga nam, jak może. Często albo śpi, albo jest do rany przyłóż („często” oczywiście nie równa się „zawsze” ;)). Najwięcej podróży przebyliśmy z nią w nocy, jutro szykuje się pierwsza od dłuższego czasu w ciągu dnia. Mamy przygotowane płyty z muzyką, audiobooki dziecięce, ulubiony śpiewnik, z którego mała zna prawie każdą piosenkę, książki obrazkowe, słowackie książki do czytania (bo mama w aucie kategorycznie odmawia czytania, to nie na mój błędnik ;)). Znam świetne hasła odwracające uwagę („Teraz wołamy sarenki! Może wyjdą z lasu”, „Oooo, krowa! To szukamy następnej”, „Zobacz, jaki czerwony tir nas mija. A następny niebieski. I jeszcze biały!”… ;)). No i mam dobre jedzenie (na moje dziecko działa w 99% przypadków). Nic, tylko wyruszyć w kolejną podróż.

Nie mam potrzeby wychowania małego obieżyświata. Chciałabym jednak, żeby udało nam się w naszej córce zaszczepić tę swoistą otwartość i potrzebę odwiedzania i Polski, i Słowacji. By nie zrażały jej długie godziny w autobusie (to za tych kilkanaście lat, gdy puścimy ją samą ;)), by nie zniechęcała się na sam widok walizki i nie krzywiła na myśl o kilometrach do przebycia. By odkryła w sobie to przekonanie, że musi jechać, ale nie dlatego, że ktoś jej każe, tylko dlatego, że ona tak czuje, tam gdzieś w samym środku swojej istoty. Dziś mała się po prostu cieszy, że jedzie do starkej A. lub babci B. Oby tak samo cieszyła się za tych kilka lat.

Už som Vám spomínala, že moja dcérka mala po prvom roku života na svojom tachometri okolo 10 000 kilometrov? Našťastie ich prekonala nielen autom (naša peňaženka by zrejme nevydržala ten nápor cien palív ;)), ale počet najazdených kilometrov na našom prvom aj druhom aute je dokonalým svedkom toho, že pokiaľ ide cestovanie, naša rodina má čo povedať ;).

Veľa našich známych s malými deťmi sa bojí dlhých spoločných ciest. A my? My nad tým radšej nepremýšľame ;). Pravda je taká, že radi o tom premýšľame v tom zmysle, že nemáme na výber – možno tým akosi zaklíname skutočnosť ;). Lebo keďže MUSÍME migrovať medzi Slovenskom a Poľskom, nebolí nás to – jednoducho nasadneme do auta a ideme. A píšem to sediac v strede kopy šiat, topánok a kufrov, pretože o chvíľu je tu ďalšia cesta ;). Úprimne? Vôbec nie je tak ľahko, jednoducho a príjemne. Najviac sa snáď bojím toho, že malú raz prepadnú nevoľnosti z cestovania (moja nočná mora z detstva!). Zatiaľ nám však MN. pomáha, ako len môže. Často alebo spí, alebo sa správa veľmi pekne (často, samozrejme, neznamená vždy). Najviac ciest sme s ňou absolvovali v noci, zajtra nás čaká prvá počas dňa po dlhom čase. Máme pripravené hudobné cédečka, detské audioknižky, obľúbený spevník, z ktorého malá vie takmer všetky pesničky, obrázkové knižky, slovenské knižky na čítanie (lebo mama v aute kategoricky odmieta čítať, to nie je na moju hlavu ;)). Poznám tiež skvelé vety na odvrátenie pozornosti („Teraz voláme na srnky! Možno vyjdú z lesa”, „Óóóóó, krava! Teraz hľadajme ďalšiu”, „Pozri aký červený nákladiak ide oproti. A teraz modrý. A ešte biely!”... ;)). No a mám dobré jedlo (na moje dieťa to funguje v 99% prípadov). Nič nám nechýba, môžeme vycestovať.

Necítim potrebu vychovať malého všadebola. Chcela by som však, aby sa nám podarilo vštepiť našej dcérke tú výnimočnú otvorenosť a potrebu navštevovania Poľska i Slovenska. Aby ju neodrádzali dlhé hodiny v autobuse (to za tých niekoľko rokov, keď ju pustíme samú ;)), aby ju neznechucoval samotný pohľad na kufor a aby sa nemračila pri myšlienke na ďalšie kilometre, ktoré je treba precestovať. Aby v sebe našla to presvedčenie, že musí ísť, ale nie preto, lebo jej to niekto káže, ale preto, že ona to tak cíti, kdesi tam v samom stredobode svojej osobnosti. Dnes sa malá jednoducho teší, lebo ide k starkej A alebo k babci B. Kiežby sa tak isto tešila o tých niekoľko rokov.