czwartek, 27 grudnia 2018

Čo viac dať / Czego więcej dać


Takto koncom roka zvyknú noviny a rôzne iné internety bilancovať. Osobnosti a antiosobnosti roka, najlepšie knižky, filmy, albumy, najsmutnejšie udalosti, kto známy umrel a komu sa narodilo dieťa a podobne. Ja nie som veľmi typ ani na bilancie a už vôbec nie na nejaké predsavzatia, ale uvedomujem si, že v tomto roku sa mi v živote zopakovalo, hoci v menšom rozsahu, obdobie, ktoré zvyknem radiť medzi najvýznamnejšie. Takto pred piatimi rokmi sme začínali žiť v Poľsku, ja som opustil prácu a zostal som doma. Ja, N., MN. a občas nejaká príležitostná práca. Dvojročná materská dovolenka.

Myslím si, že ten čas bol veľmi dôležitý vo formovaní môjho vzťahu s dcérkou. Bol som pri všetkých jej “prvýchkrátoch”. Na vlastné oči som videl, ako rastie, ako vie čoraz viac, ako chytá prvé knižky, najprv do úst, neskôr aj do rúk, ako robí prvý krok a ako formuje prvé slová. Prešiel som nespočetnekrát mestom, kde sme bývali, s kočiarikom, prečítal pri tom iks knižiek. Nebol som a už som ani nezostal otcom pomáhačom, čo vypomáha v domácnosti podobne ako pani, ktorá príde raz za čas umyť okná. Odvtedy dobre viem, kde je moje miesto a že ho mám veľmi rád.

No a v súvislosti s tým celým poľsko-slovenským svetom to bol tiež čas, keď sme malú obdarovávali rovnocenne oboma jazykmi. Mal som to šťastie, že som nemusel odchádzať každý deň do práce a sledovať ju ráno pri odchode, ako sa prebúdza, a večer po príchode, ako pozerá večerníček a pomaličky smeruje do postieľky. Myslím si, že aj vďaka tomu a našej domácej jazykovej politike (každý vo svojom jazyku) je MN. výborná v oboch jazykoch a malý DJ. sa k tomu veľkými krokmi približuje. Klobúk dolu pred všetkými, ktorí niečo podobné dosiahnu aj bez toho komfortu, ktorý sme mali my.

V tomto roku mal DJ. tretie narodeniny a asi niekde na prelome augusta a septembra som čítal vo svojom obľúbenom poľskom týždenníku o otcovských dovolenkách, takých naozajstných, platených, zo zamestnania (lebo pred tými piatimi rokmi som bol zamestnaný sám u seba a nie na oficiálnej materskej). S malou dušičkou som sa spýtal svojho šéfa, čo by na niečo také povedal. No a podarilo sa! Hoci iba na dva mesiace, počas ktorých som sa zaviazal čo-to v práci potiahnuť, ale mohol som byť doma! Tentokrát s malým DJ.

Priznávam, opäť to bol krásny čas. Najprv som N. liezol doma dosť na nervy, lebo som nabúral všetky rutinné postupy, kde má čo byť, čo sa má kedy odohrať, kto čo spraví a podobne. Ale postupne sa to vyrovnalo. Chodili sme na detské ihriská, do fantastického materského centra, kde sa DJ. zaľúbil do tety Lenky, boli sme vláčikom u tety Anky, chodili sme na prechádzky a v zásade všetko sme robili spolu. Okrem toho sme chodili všelikade aj s MN. a N. mala pokoj v príprave na príchod maličkého. Ako to ja zvyknem zhodnotiť, bol to oveľa intenzívnejší čas ako predtým. Nestihol som si počas celej svojej “dovolenky” pozrieť ani jeden seriál na Netflixe, s životopisom Pilsudského sa borím už od začiatku materskej, ale prežil som krásny, intenzívny čas so svojimi deťmi, a to je celkom na nezaplatenie. Teším sa na tretiu edíciu :).

Želám všetkým priateľom a čitateľom, aby sme v Novom roku, ktorý vítame, vedeli dať našim blízkym to najvzácnejšie - náš čas a našu pozornosť. Aj na jednu, aj na druhú stranu Tatier nech zavíta duch radosti a pokoja, vďaka ktorému môžeme byť ešte kúsok lepší nielen cez sviatočné obdobie, ale po celý rok. No a my sa Vám ozveme najbližšie už v rozšírenej zostave :).




Pod koniec roku w gazetach i różnych innych internetach można znaleźć mnóstwo podsumowań. Osobowość i antyosobowość roku, najlepsze książki, filmy, albumy, najsmutniejsze wydarzenia, kto ze znanych ludzi umarł, a komu narodziło się dziecko itp. Podsumowania to niespecjalnie moja działka, podobnie zresztą jak jakieś postanowienia, ale mam świadomość, że w tym roku w moim życiu powtórzył się – chociaż w mniejszym wymiarze – okres, który uważam za jeden z najbardziej znaczących. Pięć lat temu o tej porze zaczynaliśmy żyć w Polsce, zrezygnowałem z pracy i zostałem w domu. Ja, N., MN. i od czasu do czasu jakieś zlecenia. Dwuletni urlop wychowawczy.

Uważam ten czas za bardzo ważny z perspektywy kształtowania mojej relacji z córką. Byłem przy jej wszystkich „pierwszych razach”. Na własne oczy widziałem, jak rośnie, jak odkrywa coraz więcej, jak sięga po pierwsze książki, najpierw by trzymać je w buzi, potem w ręku, jak stawia pierwsze kroki i jak wymawia pierwsze słowa. Niezliczoną ilość razy przespacerowałem się z wózkiem po okolicy, w której mieszkaliśmy, przeczytałem podczas tych wędrówek milion książek. Nie byłem i nigdy nie stałem się ojcem pomocnikiem, który pomaga w domu niczym pani, która przyjdzie od czasu do czasu umyć okna. Od tamtego czasu dobrze wiem, gdzie jest moje miejsce i jak bardzo je sobie cenię.

W związku z tym całym polsko-słowackim światem był to też czas, w którym obdarowaliśmy małą po równo obydwoma językami. Miałem to szczęście, że nie musiałem wychodzić codziennie do pracy i obserwować przed wyjściem, jak mała się budzi, a wieczorem po powrocie, jak ogląda dobranockę i zmierza pomalutku do spania. Myślę, że również dzięki temu i naszej domowej polityce językowej (każde posługuje się swoim językiem) MN. radzi sobie wspaniale z obydwoma językami, a mały DJ. zmierza w tym samym kierunku wielkimi krokami. Czapki z głów przed wszystkimi, którzy osiągają podobny efekt bez tego komfortu, który mieliśmy w naszych początkach my.

W tym roku DJ. obchodził trzecie urodziny i jakoś na przełomie sierpnia i września czytałem w moim ulubionym polskim tygodniku o urlopach ojcowskich, takich prawdziwych, płatnych, załatwionych w miejscu pracy (ponieważ 5 lat temu byłem zatrudniony sam u siebie, nie miałem oficjalnego urlopu wychowawczego). Z duszą na ramieniu spytałem swojego szefa, co by na coś takiego powiedział. I udało się! Chociaż tylko na dwa miesiące, podczas których zobowiązałem się do kontynuowania niektórych projektów w pracy, jednak mogłem być w domu! Tym razem z małym DJ.

Przyznaję, ponownie był to piękny czas. Najpierw działałem N. na nerwy, ponieważ zburzyłem całą rutynę dnia codziennego; gdzie co ma leżeć, kiedy co ma mieć miejsce, kto co robi itp. Ale stopniowo wszystko się poukładało. Chodziliśmy z DJ. na place zabaw, do fantastycznego centrum rodzinnego, gdzie DJ. zakochał się w cioci Lence, pojechaliśmy pociągiem do cioci Anki, chodziliśmy na spacery i właściwie wszystko robiliśmy razem. Poza tym zabieraliśmy w różne w miejsca też MN., dzięki czemu N. mogła w spokoju przygotować wszystko na narodziny kolejnego członka rodziny. Jak to oceniam? Był to znacznie intensywniejszy czas niż przedtem. Podczas całego „urlopu” nie zdążyłem obejrzeć na Netfliksie ani jednego serialu, z biografią Piłsudskiego męczę się już od początku mojej przerwy w pracy, ale przeżyłem piękny, intensywny czas ze swoimi dziećmi, co jest absolutnie bezcenne. Cieszę się na trzecią edycję! :)

Życzę wszystkim przyjaciołom i czytelnikom, abyśmy w Nowym Roku, który niedługo przywitamy, umieli dać naszym bliskim to najcenniejsze – nasz czas i uwagę. Zarówno na jedną, jak i na drugą stronę Tatr niech zawita duch radości i pokoju, dzięki któremu możemy być odrobinę lepsi nie tylko w czasie świąt, ale przez cały rok. My tymczasem odezwiemy się do Was ponownie już w powiększonym składzie :).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz