wtorek, 24 grudnia 2013

Szczodrak / Štedrák

Štedrák to takie szczególne ciasto, pieczone na Słowacji tylko raz w roku, na Štedrý Večer, czyli w Wigilię Bożego Narodzenia. Spolszczyłam jego nazwę na „szczodrak”, bo to nic innego, jak szczodry wypiek – kilkuwarstwowy, bogaty w różne smaki, pachnący hojnością wigilijnej nocy – nocy, gdy otrzymujemy mnóstwo darów, tak materialnych, jak i duchowych.
Święta Bożego Narodzenia na Słowacji są dla mnie stale jeszcze na wpół znajome, a na wpół nieodkryte, ale chciałabym dzisiaj – gdy spędzam ten czas w Polsce – razem z Wami zajrzeć przez dziurkę od klucza do domu moich słowackich rodziców, by przypomnieć sobie grudniowe dni 2012 roku i to pomieszanie różnych wrażeń i uczuć, którego wtedy doświadczyłam – po raz pierwszy spędzając święta nie tylko bez moich rodziców, ale i w innym kraju.
Słowacka wieczerza wigilijna zaczyna się znajomo – przeczytaniem Ewangelii i wspólną modlitwą. Potem następuje jednak pierwszy nieznany mi kiedyś akcent (który dziś jest już stałym elementem naszych rodzinnych Wigilii niezależnie od kraju, w którym je spędzamy) – specjalne życzenia, wygłaszane przez najstarszego członka rodziny. W domu mojego męża to zaszczytne zadanie przypada w udziale babci. Co roku padają te same słowa: „Vinšujem Vám tieto slávne sviatky, Adama a Evy, Krista Pána narodenie, aby Vám dal Pán Boh zdravie, šťastie, hojné Božské požehnanie a po smrti kráľovstvo nebeské obsiahnuť” (Życzę Wam w te uroczyste święta: Adama i Ewy, Narodzenia Chrystusa Pana, aby Pan Bóg dał Wam zdrowie, szczęście, hojne błogosławieństwo, a po śmierci Królestwo Niebieskie). Jest to wyjątkowo podniosła chwila.
Skoro zaczynają się życzenia, można by spodziewać się rozdania między obecnych opłatka… I faktycznie, głowa rodziny (to już słowacki tata :)) zaczyna rozdawać obecnym opłatki, ale… takie brązowe, z czosnkiem i miodem :). Na Słowacji (przynajmniej w regionie, z którego pochodzi mój mąż) nie ma tradycji składania sobie nawzajem życzeń i dzielenia się przy tym opłatkiem. Jest za to tradycja jedzenia takich dużych, okrągłych opłatków posypanych kawałkami czosnku i polanych miodem :). Brzmi być może odrobinę ekstremalnie, ale powiem Wam, że chociaż nie lubię miodu, tak przygotowanymi opłatkami zajadam się z wielkim smakiem :) (w tym miejscu muszę jednak dodać, że nie mogłabym przeżyć świąt bez tego naszego białego, dobrze znanego opłatka… Zatem w ubiegłym roku przynajmniej w jednym domu na Słowacji dzielenie się białym opłatkiem również miało miejsce :)).
Po rozdaniu opłatków następuje dzielenie się owocami – ponownie pierwsze skrzypce gra tu głowa rodziny. Kroi owoce na kawałki i rozdaje pozostałym członkom rodziny. To taki bardzo czytelny i piękny symbol dawania i dzielenia się tym, co mamy. Również i ten zwyczaj powtórzymy w tym roku w Polsce :).
Potem przychodzi wreszcie pora na wigilijną kolację. Wprawdzie w ubiegłym roku jako świeżo upieczona mama pozostawałam jeszcze na specjalnej diecie (nie dla mnie były grzybki, kapusta i ciężkie smażone jedzenie), ale zapewnienia mojego męża o tym, jak obfita jest na Słowacji wieczerza wigilijna, sprawiały, że aż mi ślinka ciekła. Jakież było moje zdumienie, gdy okazało się, że w wigilijnym menu jest tylko kapuśniak z grzybami i śmietaną na pierwsze danie i smażony karp z sałatką cebulowo-ziemniaczaną na drugie :). Przyznajcie sami, że przy polskich tradycyjnych dwunastu potrawach, rybach pod każdą postacią, pierogach z kapustą i grzybami, kluskach z makiem etc. etc., wyglądało to naprawdę skromnie :). Do dziś wspominam ową „obfitość” z rozbawieniem (choć z drugiej strony przyznaję – odeszłam od stołu najedzona, więc skoro na Słowacji było obficie, to jak jest przy polskim stole? ;)), ale wszystko było bardzo pyszne (choć jako mama karmiąca zamiast smażonej ryby dostałam zdrowszą pieczoną, a zamiast sałatki cebulowo-ziemniaczanej – zwykłe purée ;)).
Cóż, skoro odeszliśmy już najedzeni od stołu, pozostało tylko jedno :)… No, w moim rodzinnym domu jest jeszcze dłuuuuugie kolędowanie, ale ponieważ w mojej słowackiej rodzinie 24 grudnia tradycyjnie kolęduje się po południu w szpitalu, w domu się już nie śpiewa. Zatem zostały nam… prezenty :). Tu na szczęście wszystko znajome :). Chociaż… nie do końca, bo choć prezenty tak jak i u nas można znaleźć pod migocącą choinką, to nie przynosi ich Gwiazdor (jak w moim polskim domu), ale… sam Jezusek :). Wczoraj dowiedziałam się zresztą, że Jezusek tradycyjnie też ubiera w domach choinki, bo dzieci widzą je przyozdobione dopiero 24 grudnia rano :). Ot, taki ciekawy zwyczaj :). Nie pytajcie jednak, kto w naszym polsko-słowackim domu przynosi prezenty :).
Ponieważ jednak cały opisany powyżej wieczór to Wigilia, musi po nim nastąpić coś jeszcze. Musi nastąpić Boże Narodzenie. I ma miejsce, naprawdę, już od północy, na mszy nazywanej właśnie „północną” (Polnočná).

A ten opisany na wstępie szczodrak? Jest dla mnie pewnym symbolem. Jego bogactwo oddaje różnorodność, jaka stała się naszym udziałem, gdy połączyliśmy z M. polską i słowacką tradycję. Jest on też dowodem na to, jak te tradycje doskonale mogą się przenikać, bo… polska rodzina po poznaniu szczodraka przed dwoma laty, nie mogła się w tym roku doczekać, kiedy M. przywiezie ze Słowacji kolejną blachę :).


Štedrák je taký výnimočný koláč, pečený na Slovensku iba raz v roku, na Štedrý večer. Je skutočne štedrý – niekoľkovrstvový, bohatý na rôzne chute, voňajúci hojnosťou svätej noci – noci, v ktorej dostávame množstvo darov, tak materiálnych, ako aj duchovných.
Vianoce na Slovensku sú pre mňa ešte stále napoly známe, napoly neodkryté, ale dnes – keď trávim tento čas v Poľsku – by som chcela spolu s Vami nazrieť cez kľúčovú dierku do domu mojich slovenských rodičov a pripomenúť si tak decembrové dni v roku 2012 a tú zmes rôznych dojmov a pocitov, ktoré som vtedy prežila, tráviac prvýkrát sviatky nielen bez mojich rodičov, ale aj v inom štáte.
Slovenská Štedrá večera sa začína známym spôsobom – prečítaním evanjelia a spoločnou modlitbou. Potom však prichádza prvý element, ktorý mi bol kedysi neznámy (a ktorý je dnes už stálym prvkom našich rodinných Vianoc, bez ohľadu na krajinu, kde ich trávime) – špeciálny vinš, odriekaný najstarším členom rodiny. V domácnosti môjho manžela tá čestná úloha pripadá starkej. Každý rok znejú tie isté slová: „Vinšujem Vám tieto slávne sviatky, Adama a Evy, Krista Pána narodenie, aby Vám dal Pán Boh zdravie, šťastie, hojné Božské požehnanie a po smrti kráľovstvo nebeské obsiahnuť” Je to výnimočne vznešená chvíľa.
Keďže sme už pri vinšoch, mohli by sme predpokladať lámanie oplátok medzi prítomnými... A fakticky, hlava rodiny (tu je to už slovenský tato :)) začína rozdávať prítomným oplátky, ale... také hnedé, s cesnakom a medom :). Na Slovensku (či prinajmenšom v regióne, odkiaľ pochádza môj manžel) neexistuje tradícia vzájomného vinšovania pri lámaní oplátky. Je však tradícia jedenia takých veľkých, okrúhlych oplátiek, posypaných kúskami cesnaku a poliatych medom :). Znie to možno trošku extrémne, ale poviem Vám, že hoci nemám rada med, takto pripravenými oplátkami sa napchávam s veľkou chuťou :) (tu však musím dodať, že by som nemohla prežiť sviatky bez tej našej bielej, dobre známej oplátky... a tak sa minulý rok lámanie oplátky odohralo prinajmenšom v jednom dome na Slovensku :)).
Po rozdaní oplátiek prichádza delenie sa ovocím – opäť tu prvé husle hrá hlava rodiny. Krája ovocie na kúsky a rozdáva ostatným členom rodiny. To je taký veľmi zreteľný a krásny symbol dávania a delenia sa tým, čo máme. Rovnako tak i tento zvyk uskutočníme tento rok v Poľsku :).
Potom prichádza konečne čas na večeru. Pravdupovediac, minulý rok som ako čerstvá mama bola ešte na špeciálnej strave (hríby, kapusta a ťažké vyprážané jedlá neboli nič pre mňa), ale ubezpečenia môjho manžela o tom, aká bohatá je Štedrá večera na Slovensku zapríčinili, že sa mi až slinky zbiehali. Aké bolo moje prekvapenie, keď sa ukázalo, že na večernom menu je iba kapustnica s hríbami a so smotanou ako prvé jedlo a vyprážaný kapor s cibuľovo-zemiakovým šalátom ako druhé jedlo :). Sami uznajte, že pri poľských tradičných dvanástich jedlách, rybách na každý spôsob, pirohách s kapustou a hríbmi, makovými pupákami, atď, atď, to vyzeralo skutočne skromne :). Dodnes spomínam na tú „bohatú večeru” s úsmevom (hoci na druhej strane priznávam, že od stola som odišla najedená, nuž ak na Slovensku je bohato, ako je potom pri poľskom stole? ;)), ale všetko bolo veľmi chutné (hoci ako dojčiaca mama som namiesto vyprážanej ryby dostala zdravšiu, pečenú, a namiesto cibuľovo-zemiakového šalátu obyčajné pyré ;)).
Nuž, a keďže sme už odišli najedení od stola, zostalo iba jedno :)... No, u mojich rodičov je ešte dĺĺĺĺĺĺĺĺhé koledovanie, ale keďže v mojej slovenskej rodine sa 24.12. tradične koleduje popoludní v nemocnici, doma sa už nespieva. Zostali nám teda... darčeky :). V tomto bode je našťastie všetko známe :). Hoci... nie tak celkom, lebo aj keď darčeky, rovnako ako u nás, možno nájsť pod rozsvieteným stromčekom, neprináša ich Gwiazdor (ako u mňa doma v Poľsku), ale... sám Ježiško :). Včera som sa mimochodom dozvedela, že Ježiško tiež podľa tradície zdobí stromček, lebo  deti ho vidia ozdobený až 24-tého ráno :). Nuž, taký zaujímavý zvyk :). Nepýtajte sa však, kto prináša darčeky v našom poľsko-slovenskom dome :).
Keďže je celý večer opísaný vyššie Vigíliou, musí po ňom prísť ešte niečo. Musí prísť Božie narodenie. A naozaj prichádza, už od polnoci, na omši, nazývanej práve Polnočná.

A ten štedrák opísaný na úvod? Je to pre mňa určitý symbol. Jeho bohatstvo pripomína rôznorodosť, ktorá sa stala našim údelom, keď sme spojili s M. poľskú a slovenskú tradíciu. Je tiež dôkazom, že tie tradície sa môžu dokonale prelínať, lebo... po tom, ako poľská rodina spoznala štedrák pred dvomi rokmi, nemohla sa dočkať, kedy M. privezie zo Slovenska ďalší plech :).

wtorek, 12 listopada 2013

Pierwsze urodziny / Prvé narodeniny

To był dość pochmurny poniedziałek. W telewizji dawali tego dnia finał ATP World Tour Finals, Federer kontra Djoković. Na polskich stronach internetowych – echa wydarzeń z 11 listopada, na słowackich – powszednie wiadomości: dziura budżetowa, posiedzenie rządu, wypadki. Dzień wcześniej byliśmy jeszcze z M. na imprezie u przyjaciela, oglądaliśmy jego zdjęcia z dzieciństwa. A tego dnia pojechaliśmy rano do szpitala. O 11:46 przyszła na świat nasza córka.
Dużo mam w głowie pomysłów na posty. Ale tego listopadowego wpisu nie mogłam odstąpić żadnemu innemu tematowi. Listopad należy do małej. Tyle że zastanawiając się nad tym, co właściwie napisać, uświadomiłam sobie, że nie ma co pisać o małej, że jej pierwsze urodziny to tak naprawdę moje pierwsze urodziny – nie tylko jako mamy, ale i po prostu, odmienionego człowieka.
Dla niej ten dzień nie różnił się od innych, no, może dostała więcej smakołyków do zjedzenia. Dla mnie to data niezwykła. Ale… cholernie trudno jest pisać o miłości. Niby to coś, co kształtuje, co towarzyszy każdemu dniowi, co daje siły, ale jak już przyjdzie co do czego, to pod palcami same banały. Ugryźć temat tak po prostu? Kocham. Szalenie. Boję się. Też szalenie. Troszczę. Ze wszystkich sił. Wkurzam. Gdy tracę cierpliwość. Płaczę jak głupia. Gdy mija rok od narodzin mojego dziecka.
Ale zmieniam się nie tylko w stosunku do małej. Uśmiecham się bardziej otwarcie do ludzi – jak ona może, to ja też. Walczę o siebie – muszę walczyć o jej dobro, więc czemu nie o swoje? Próbuję marzyć – bo chcę, by i ona potrafiła, a od kogo ma się tego nauczyć, jak nie od swojej mamy. I wreszcie – mam energię do życia, do działania, po prostu mi się chce.

Wszystko dzięki niej, ale nie o niej. O mnie.

Bol to dosť pochmúrny pondelok. V televízii v ten deň dávali finále ATP World Tour Finals, Federer proti Djokovičovi. Na poľských stránkach boli ozveny udalostí 11. novembra, na slovenských všeobecné správy: diera v rozpočte, zasadnutie vlády, nehody. Deň predtým sme boli s M. ešte na návšteve u priateľa, pozerali sme si jeho fotky z detstva. A v ten deň ráno sme šli do nemocnice. O 11:46 prišla na svet naša dcérka.
V hlave mám veľa myšlienok na témy blogu. Ale ten novembrový som nemohla odstúpiť žiadnej inej. November patrí malej. Avšak pri rozmýšľaní o tom, čo vlastne napísať, som si uvedomila, že nebudem písať o malej, ale že jej prvé narodeniny sú v skutočnosti mojimi prvými narodeninami - nielen ako mamy, ale tak všeobecne, zmeneného človeka.
Pre ňu tento deň nebol iný, no, možno dostala viac sladkostí. Pre mňa je tento dátum neobvyklý. Ale... ukrutne ťažko je písať o láske. Malo by to byť niečo, čo formuje, čo sprevádza každým dňom, čo dodáva silu, ale keď už k tomu príde, človeku sa spod klávesnice rinú banality. Uchopiť tému priamočiaro? Milujem. Šialene. Bojím sa. Tiež šialene. Starám sa. Zo všetkých síl. Hnevám sa. Keď strácam trpezlivosť. Plačem ako hlúpa. Keď plynie rok od narodenia môjho dieťaťa.
Ale mením sa nielen vo vzťahu k malej. Usmievam sa na ľudí viac slobodne - keď môže ona, ja môžem tiež. Bojujem o seba - musím bojovať o jej dobre, nuž prečo nie o svoje? Skúšam snívať - pretože chcem, aby to aj ona vedela, a od koho sa má učiť, ak nie od svojej mamy. A napokon - mám energiu do života, do činnosti, jednoducho sa mi chce.

Všetko to kvôli nej, ale nie o nej. O mne.

środa, 30 października 2013

Powrót do przeszłości / Návrat do minulosti

Moje życie jest… nudne. Zwykłe, powszednie, monotonne. Tyle że ono jest takie niezmienne tylko na poziomie fundamentów i tę jego stabilność traktuję jako coś niesamowicie cennego. Bo wszystko inne może się zmieniać, moje życie może pędzić jak szalone, mogę mieszkać w Polsce, mogę mieszkać na Słowacji, mogę mieć jedno dziecko, mogę mieć piątkę, mogę pracować zawodowo albo mogę siedzieć w domu, ale podstawa jest stała. Śmieję się, że nudna, ponieważ nic się tu nie dzieje, nic już nie zmienia, ale chcę się tak nudzić do końca życia :). Tą podstawą jest dla mnie mój mąż. Fundamentem – moje małżeństwo, moja rodzina.
Wczoraj minęły 2 lata od naszego ślubu. Dziś M. obchodzi kolejne urodziny. Stąd ten post – post z dedykacją. A oprócz tego taki mały powrót do przeszłości.
2 lata temu w naszej Księdze Ślubnej napisałam:
M., mój Superman w gumiakach. Intelektualista zakochany we wsi, Juraju Staňo
i we mnie (chociaż do dziś zdarza mi się zastanawiać nad kolejnością ;))... Racjonalista potrafiący poruszyć mnie do głębi swoimi łzami. Mężczyzna starający się zrozumieć moje niezrozumiałe histerie. Anioł, przy którego cierpliwości mój diabelski charakter staje się możliwy do zniesienia. Nerwus, który jakimś cudem rzadko bywa nerwowy przy mnie. Idealista-pracoholik niepotrafiący robić niczego na pół gwizdka. Niedzielny tenisista ciągle przepytujący otoczenie, kto z nim dziś zagra. Bibliofil, który nie dorobił się jeszcze porządnej biblioteczki, choć byłoby co do niej wstawić. Prawdziwy muzyk, który nie potrafi wykonywać muzyki bez emocji. Rycerz nie bardzo znający się na zbrojach. Przepisowy kierowca, który mimo to zarobił więcej mandatów ode mnie. Przyjaciel zawsze dający z siebie wszystko. Erudyta słusznie przekonany o własnej wartości. Mistrz słowa, który tak jak nikt potrafił mnie kiedyś uwieść samą rozmową. Człowiek bez reszty oddany swojej rodzinie. Dar od Boga. Mój mąż.
Czy coś się zmieniło od tego czasu?
Dziś już wiem, jaka jest kolejność miłości mojego męża :) – do pierwszej trójki przebojem wdarła się nasza córka, a Jurko pozostanie na zawsze w jego sercu, ale dziewczyn nie wyprzedzi. Z niedzielnego tenisisty w międzyczasie stał się regularny tenisista, ale niestety od przeprowadzki na Wybrzeże już nawet przysłowiowa niedziela przestała wchodzić w grę (ktokolwiek widział, ktokolwiek wie o potencjalnym partnerze do tenisa, niech koniecznie da znać :)). Biblioteczki dorobiliśmy się wspólnej – angielsko-czesko-polsko-słowackiej :). Mandatów na koncie M. – jeszcze więcej ;).

A reszta?... A reszta bez zmian. Taka nudna. Taka moja. Taka kochana.


Môj život je... nudný. Obyčajný, všedný, monotónny. Akurát, že je taký nemenný iba na úrovni základov a tú jeho stabilitu považujem za niečo výnimočne cenné. Pretože všetko ostatné sa môže meniť, môj život môže utekať ako blázon, môžem bývať v Poľsku, môžem bývať na Slovensku, môžem mať jedno dieťa, môžem ich mať päť, môžem pracovať, môžem sedieť doma, ale základ je stály. Smejem sa, že nudný, lebo nič sa s ním nedeje, nič sa viac nemení, ale chcem sa takto nudiť do konca života :). Tým základom je pre mňa môj manžel. Fundamentom je moje manželstvo, moja rodina.
Včera uplynuli dva roky od našej svadby. Dnes oslavuje M. ďalšie narodeniny. Preto ten blog – s venovaním. A okrem toho taký malý návrat do minulosti.
Pred 2 rokmi som v našej Svadobnej knihe napísala:
M., môj Superman v gumákoch. Intelektuál zamilovaný do vidieka, Juraja Staňa
a do mňa (hoci dodnes sa mi stáva, že sa pozastavujem nad poradím :))... Racionalista, ktorý ma dokáže hlboko pohnúť svojimi slzami. Muž snažiaci sa porozumieť moje nezrozumiteľné hystérie. Anjel, pri trpezlivosti ktorého sa môj diabolský charakter stáva znesiteľným. Nervák, ktorý akýmsi zázrakom býva pri mne iba zriedka nervózny. Idealista-workoholik, ktorý nerobí nič polovičato. Nedeľný tenista, pýtajúci sa stále okolia, kto si s ním dnes zahrá. Bibliofil, ktorý ešte nemá vlastnú knižnicu, no bolo by čo do nej postaviť. Opravdivý hudobník, ktorý nedokáže hrať či spievať bez emócii. Rytier, ktorý sa veľmi nevyzná v zbraniach. Predpisový šofér, ktorý však dostal viac pokút odo mňa. Priateľ, ktorý dá vždy zo seba všetko. Vzdelanec správne presvedčený o svojej hodnote. Majster slova, ktorý ma ako nikto dokázal zviesť samotným rozhovorom. Človek bezo zvyšku oddaný svojej rodine. Dar od Boha. Môj manžel.

Zmenilo sa niečo odvtedy?

Dnes už viem, aké je poradie lások môjho muža :) – do prvej trojice vtrhla naša dcérka, a hoci Jurko zostane navždy v jeho srdci, dievčatá nepredbehne. Z nedeľného tenistu sa medzičasom stal pravidelne hrajúci, ale nanešťastie od presťahovania na Pobrežie sa už aj tá nedeľa vytratila (ak ktokoľvek vie o potenciálnom partnerovi na tenis, nech dá určite vedieť :)). Ku knižnici sme sa dopracovali spoločnej – anglicko-česko-poľsko-slovenskej :). Pokút na M. konte je ešte viac ;).

A zvyšok?... A zvyšok je bez zmien. Taký nudný. Taký môj. Taký milovaný.