środa, 30 grudnia 2020

Ciekawe czasy 2 / Zaujimavé časy 2

Dokładnie przed rokiem grudniowy tekst na moim blogu napisał M. i nazwał go „Ciekawe czasy”. Proroczy tytuł :). W tym roku nie pozostało mi nic innego, jak dodać do niego dwójkę. Piszę sequel, zapnijcie pasy!

Rok 2020 rozpoczęłam z przytupem, bo od zapalenia i usunięcia ósemki ;). Za to krótko potem dostałam fantastyczną propozycję współpracy z wydawnictwem Pascal (czego efektem była druga edycja przewodnika po Bratysławie) i byłam w siódmym niebie. W Szkole Polskiej planowałam w tamtym czasie konkurs czytelniczy i dokończenie generalnych porządków, które rozpoczęłam we wrześniu 2019 roku. Po cichu marzyłam też o jakimś wyjazdowym weekendzie z mężem, bo w końcu JM. skończył w styczniu rok i na przestrzeni 2020 można było pomyśleć o podrzuceniu go na chwilę dziadkom (oczywiście w pakiecie ze starszym rodzeństwem ;)).

Tymczasem w marcu przyszedł pierwszy kamień milowy tego roku. Wiadomo, pandemia. I pierwsza cenna lekcja – coś, co uznaje się za pewnik, nie zawsze tym pewnikiem będzie. Jak otwarta granica między Słowacją a Polską. I moi oddaleni o tysiąc kilometrów rodzice zawsze na wyciągnięcie ręki.

Wiosnę uniosłam z trudem. Do maja była z nami moja mama, która u nas po prostu utknęła (co dla nas było błogosławieństwem), ale przez 2 następne miesiące M. chodził do pracy, a ja miałam w domu całą naszą trójkę (plus własne obowiązki zawodowe).

W lecie trzeba było się zmierzyć z ograniczoną możliwością planowania i koniecznością zmiany podejścia do kolejnych pewników, takich jak coroczne wakacje na Węgrzech, które uwielbiamy. I cieszyć się tym, że w ogóle udało się pojechać do Polski i odwiedzić słowackich teściów. To była lekcja numer 2 – ostrożnie z planowaniem, bo czasem po prostu planować się nie da albo nasze plany nie dochodzą do skutku. I trzeba się z tym jakoś zmierzyć. Jednocześnie wakacje okazały się czasem odpoczynku, bycia razem, docenienia rodziny. Ta rodzina to chyba jedna z najważniejszych rzeczy, za które jestem w 2020 roku wdzięczna.

Jesień przyniosła trochę normalności i oddechu w pandemicznej rzeczywistości, bo nasze starszaki wróciły już na dobre do szkoły i przedszkola. Poza tym po 7 latach nareszcie dociągnęliśmy z M. do końca jedno wspólne marzenie i stworzyliśmy stronę internetową naszej firmy tłumaczeniowej, COMPREHENDO, s.r.o. No i M. zdecydował się na wspaniałe pół roku urlopu ojcowskiego. Gorzej było z moją pracą w Szkole Polskiej, bo w październiku znowu musieliśmy się przenieść do podziemia (czyt. do internetu ;)), ale z drugiej strony nauczyłam się dzięki temu mnóstwa nowych rzeczy - ogarniam podstawową edycję filmów wideo (serio! Ostatnio zrobiłam mojej teściowej koncert online jej klasy fortepianu, sami zobaczcie, jestem dumna z efektu :)), programy do obróbki zdjęć, do robienia grafik i plakatów. Zrobiła się ze mnie trochę taka pani od wszystkiego :). W gruncie rzeczy odnajdywałam się w tych wszystkich wyzwaniach, choć może coraz częściej wracało do mnie pytanie, czy wyobrażam sobie spędzenie życia na Słowacji.

Aż przyszedł drugi kamień milowy tego roku, podejrzenie nieuleczalnej choroby u MN. I ten mnie prawie zmiażdżył. Ale ostatecznie przyniósł też ze sobą najcenniejsze lekcje minionego roku. Po pierwsze przeszłość już była, przyszłości jeszcze nie ma, jest teraźniejszość. I to tu i teraz trzeba żyć. I starać się ten jeden konkretny dzień, który trwa, uczynić jak najszczęśliwszym, przeżyć go jak najlepiej, pomóc go przeżyć jak najlepiej swoim dzieciom. Myślenie o przyszłości przez parę listopadowych tygodni doprowadziło mnie na skraj rozpaczy. Ale – dzięki Bogu – było totalnie pozbawione sensu, co udało mi się w końcu po wielkich bojach z samą sobą zrozumieć. Za to druga prawda, którą przyniósł ten listopadowy kryzys, jest jeszcze cenniejsza. Miłość jest absolutnie najważniejsza, dzięki miłości można wszystko przetrwać. Nie mam pojęcia, co jeszcze przed nami, nie mam pojęcia, co nas czeka w związku z chorobą MN., jak będzie się rozwijać pandemia, kiedy uda nam się ponownie pojechać na Wybrzeże. Nie wiem, czy prędko „będzie lepiej” albo czy w ogóle „będzie dobrze”. Ale wiem, że to przetrwamy. Bo jesteśmy razem, bo się kochamy, bo otacza nas mnóstwo niesłychanie życzliwych nam osób i w nawet największym kryzysie nie będziemy sami. Wy, moi drodzy czytelnicy, również jesteście częścią tego kręgu i za to Wam dziękuję. Na 2021 rok życzę nam wszystkim tego jednego – miłości. I jestem wdzięczna za każdą jedną lekcję zdobytą w roku 2020, choć miały taką wysoką cenę.


Zdjęcie od wspaniałej mariamuhl.com

Presne pred rokom napísal decembrový text na mojom blogu M. a nazval ho Zaujímavé časy. Prorocký názov :). Tento mi neostáva nič iné, iba k nemu pridať dvojku. Píšem sequel, zapnite si pásy!

Rok 2020 som začala energicky, od zápalu a vytrhnutia osmičky ;). Krátko nato som však dostala úžasný návrh na spoluprácu s vydavateľstvom Pascal (čoho výsledkom bolo druhé vydanie sprievodcu po Bratislave) a bola som v siedmom nebi. V Poľskej škole som v tom čase plánovala čitateľskú súťaž a ukončenie takého generálneho upratovania, ktoré som začala v septembri 2019. Zároveň som potichu snívala o nejakom víkendovom výjazde s M., pretože, koniec koncov, JM mal v januári prvé narodeniny a počas roka 2020 by sa ho už dalo podhodiť na chvíľu starým rodičom (samozrejme, v multipacku so staršími súrodencami ;)).

Namiesto toho však v marci prišiel prvý tohtoročný míľnik. Samozrejme, pandémia. A s ňou aj prvá cenná lekcia – ak niečo považujeme za istotu, nemusí to ňou aj zostať. Ako napríklad otvorená hranica medzi Slovenskom a Poľskom. A moji rodičia, ktorí boli aj napriek tisícke kilometrov medzi nami vždy na dosah ruky.

Jar som zvládala iba ťažko. Do mája bola s nami moja mama, ktorá u nás jednoducho uviazla (čo bolo pre nás požehnaním), ale potom ešte dva mesiace M. chodil do práce a ja som mala doma naše tri deti (plus vlastné pracovné povinnosti).

V lete sme museli čeliť obmedzeným možnostiam plánovania a nutnosťou zmeny postoja k ďalším istotám, takým ako sú každoročné prázdniny v Maďarsku, ktoré milujeme. Museli sme sa tešiť z toho, že sa nám vôbec podarilo vycestovať do Poľska a navštíviť slovenských svokrovcov. To bola lekcia číslo 2 – opatrne s plánovaním, pretože niekedy sa to skrátka nedá alebo naše plány končia v koši. A treba sa s tým nejako zmieriť. Zároveň však pre nás boli prázdniny obdobím, keď sme si mohli oddýchnuť, byť spolu a doceniť rodinu. Práve rodina je snáď jedna z najdôležitejších vecí, za ktoré som v roku 2020 vďačná.

Jeseň priniesla trochu normálnosti a oddychu od pandemickej situácie, pretože naše staršie deti sa vrátili do školy a škôlky. Okrem toho sme po 7 rokoch konečne dotiahli s M. do konca jeden spoločný sen a vytvorili sme webstránku našej prekladateľskej firmy, COMPREHENDO, s.r.o. No a M. sa rozhodol pre rodičovskú dovolenku. Horšie to dopadlo s mojou prácou v Poľskej škole, pretože v októbri sme sa opäť museli stiahnuť do podzemia (čiže do online priestoru ;)), na druhej strane som sa však vďaka tomu naučila mnoho nových vecí – zvládam základnú úpravu videí (naozaj! Naposledy som mojej svokre pripravili online koncert jej klavírnej triedy, sami sa pozrite, som hrdá na tento výsledok :)), programy na úpravu fotiek, prípravu grafiky a plagátov. Stala som sa trošku takým dievčaťom pre všetko :). V zásade som sa zo všetkých tých výziev tešila, hoci sa ku mne čoraz častejšie vracala otázka, či si viem predstaviť strávenie života na Slovensku.

Potom prišiel druhý míľnik tohto roka, podozrenie na nevyliečiteľnú chorobu u našej MN. A to ma skoro zničilo. Napokon však priniesol tie najcennejšie lekcie z končiaceho sa roka. Po prvé, minulosť už nie je, budúcnosť ešte nie je, no je tu prítomnosť. A treba žiť tu a teraz. A snažiť sa, aby ten jeden konkrétny deň, ktorý trvá, bol čo najšťastnejší, čo najlepšie prežitý, a pomôcť aj deťom, aby to tak vnímali. Myšlienky na budúcnosť ma počas tých niekoľkých novembrových týždňov priviedli až na pokraj zúfalstva. Ale vďakabohu, boli úplne nezmyselné, čo sa mi napokon po dlhých bojoch vo svojom vnútri podarilo pochopiť. No a tá druhá pravda, ktorá vzišla z novembrovej krízy, je ešte hodnotnejšia. Láska je absolútne najdôležitejšia, vďaka láske sa dá všetko zvládnuť. Netuším, čo je ešte pred nami, netuším, čo nás čaká v súvislosti s chorobou MN, ako sa bude vyvíjať pandémia, kedy sa nám podarí opäť vycestovať k rodičom. Neviem, či „bude lepšie“ už čoskoro alebo či vôbec „bude dobre“. Viem však, že to zvládneme. Lebo sme spolu, lebo sa ľúbime, lebo je v našom okolí mnoho neuveriteľne žičlivých ľudí a ani počas najväčšej krízy nebudeme sami. Vy, drahí čitatelia, ste tiež súčasťou tohto okruhu ľudí, za čo Vám ďakujem. Do roku 2021 nám všetkým želám iba jedno – lásku. A som vďačná za každú lekciu, ktorú som sa naučila v roku 2020, hoci ich cena bola vysoká.

poniedziałek, 23 listopada 2020

Smak rozpaczy / Chuť zúfalstva

2 tygodnie temu rozpadł się świat, który znałam. Od 2 tygodni wiem, że musimy zbudować naszą rodzinną „normalność” od nowa, ale jeszcze bardzo daleka droga przed nami, na chwilę obecną nie mam bladego pojęcia, od czego zacząć. 2 tygodnie temu po raz pierwszy w życiu poznałam, jak smakuje rozpacz. Do wtedy nie wiedziałam, jakie to ciężkie, przenikające bez reszty uczucie. Przez te ostatnie tygodnie prawie nie było dnia, żebym nie płakała. Smutek stał się jakby częścią mojej twarzy, mam wrażenie, jakby wrył się głęboko w każde zagłębienie w skórze. W pierwszych dniach nawet nie płakałam, ale wyłam niczym zwierzę. Nie wiedziałam, że tak w ogóle potrafię. Najgorsze są poranki, bo gdy już uda mi się zasnąć i przespać noc, rano budzę się i wiem, że nic się nie zmieniło, znów budzę się w tym nowym świecie, choć chciałabym się obudzić w przeddzień tego, co zmieniło całe moje życie.

2 tygodnie temu dowiedzieliśmy się z M., że nasze ukochane dziecko może być poważnie chore. Na chorobę, która dzięki Bogu nie skraca życia, ale jest nieuleczalna i może mieć wielki wpływ na całą naszą przyszłość.

Po co o tym wszystkim piszę? Bo potrzebuję poczuć wsparcie. Nie chcę słyszeć, że będzie dobrze, bo nikt nie wie, jak będzie. Właściwie w ogóle z mało kim jestem w stanie teraz o tym wszystkim rozmawiać. Ale potrzebuję poczuć, uwierzyć, że sobie poradzimy. Nie mamy innego wyjścia, musimy sobie poradzić, ale potrzebuję wiedzieć, że nie jesteśmy sami. Jeśli jesteście wierzący – pomódlcie się za nas, jeśli nie – wyślijcie nam ciepłą myśl.

Piszę też o tym, bo i tak nie jestem w stanie myśleć i pisać o niczym innym. Po tych dwóch tygodniach udaje mi się już pomału być spokojniejszą, nie wyglądać zbyt daleko w przyszłość, żyć pomalutku każdego dnia „tu i teraz”, ale to bardzo, bardzo krucha równowaga.

W tym miejscu chcę też podziękować lekarzom ze szpitala na Kramárach za całą pomoc i opiekę nad naszą córką, dyrekcji szkoły, wychowawczyni i całej klasie za okazane zrozumienie i serce, naszej rodzinie za ogrom miłości i wsparcia i wszystkim bliskim, którzy są przy nas w tych trudnych chwilach, którzy unieśli moje łzy, którzy są gotowi towarzyszyć nam w naszym cierpieniu.

Trzymajcie kciuki za budowanie naszej nowej normalności. Stawiam pierwszą maleńką cegiełkę…

12.11.2020, urodziny MN.

Pred dvomi týždňami sa rozpadol svet, ktorý som poznala. Už dva týždne viem, že musíme nanovo vystavať našu rodinnú normálnosť, ale pred nami je ešte dlhá cesta, v tomto momente netuším, od čoho začať. Pred dvomi týždňami som po prvýkrát zistila, ako chutí zúfalstvo. Dovtedy som nevedela, aký ťažký, všeobjímajúci pocit to je. Počas tých ostatných týždňov takmer nebolo dňa, v ktorom by som neplakala. Smútok sa stal akoby súčasťou mojej tváre, mám pocit, akoby sa hlboko vryl do každej priehlbiny v mojej koži. Počas prvých dní som vlastne ani neplakala, ale vyla ako zviera. Nevedela som, že sa to tak vôbec dá. Najhoršie sú rána, lebo keď sa mi už podarí zaspať a prespať noc, ráno sa prebúdzam v tom novom svete, hoci by som sa chcela zobudiť v tom, kde ešte bolo všetko po starom.

Pred dvomi týždňami sme sa s M. dozvedeli, že naše milované dieťa môže byť vážne choré. Na chorobu, ktorá, vďakabohu, neskracuje život, ale je neliečiteľná a môže mať veľký vplyv na celú našu budúcnosť.

Prečo o tom všetkom píšem? Lebo potrebujem cítiť podporu. Nechcem počuť, že bude dobre, lebo nikto nevie, ako bude. Vlastne s málokým som schopná o tom všetkom teraz rozprávať. Ale potrebujem cítiť, uveriť, že si poradíme. Nemáme iné východisko, musíme to zvládnuť, ale potrebujem vedieť, že nie sme sami. Ak ste veriaci, pomodlite sa za nás, ak nie, pomyslite si o nás.

Píšem o tom tiež preto, že nedokážem myslieť a písať o niečom inom. Po tých dvoch týždňoch už pomaličky viem byť pokojnejšia, nevyzerať priďaleko do budúcnosti, prežívať pomaly každý deň tu a teraz, ale je to veľmi, veľmi krehká rovnováha.

Na tomto mieste by som tiež chcela poďakovať lekárom z nemocnice na Kramároch za pomoc a starostlivosť o našu dcéru, vedeniu jej školy a zvlášť triednej učiteľke a celej triede za preukázané pochopenie a veľké srdce, našej rodine za lásku a podporu a všetkým blízkym, ktorí sú pri nás v týchto ťažkých chvíľach, ktorí uniesli moje slzy a sú pripravení sprevádzať nás v našej bolesti.

Držte nám palce pri budovaní našej novej normálnosti. Staviam prvú tehličku...

sobota, 31 października 2020

3 veci, ktoré môžu Slovaci závidieť Poliakom / 3 rzeczy, których Słowacy mogą pozazdrościć Polakom

Septembrový príspevok bol pre mňa inšpiráciou a prinútil ma zamyslieť sa nad tým, čo môžeme na oplátku my na Slovensku závidieť Poľsku a Poliakom. Nájdu sa také veci? Rozhodne, a nie je ich málo. Vzal som si príklad z N. a tiež som si vybral tri.

1.       Vzťah k vlastnej histórii

Toto je úplná pravda, hoci niekedy je to dvojsečný meč. História Poľska je bohatá na udalosti aj osobnosti. Poľsko-litovská únia patrila k najvýznamnejším hráčom na európskej šachovnici v novoveku. Krvavé dvadsiate storočie sa na Poľsku podpísalo tak, že o tom vie celý svet a odborári zo Solidarity sa zaslúžene dostali aj do našich učebníc dejepisu. Mnohé súvisí s tým, že Poliaci mali takmer stále svoj vlastný štát a teda vystupovali akoby pod vlastnou značkou.

My na Slovensku s tým stále máme problém. Nejako sa nechceme prihlásiť sa k značke Uhorska či neskôr Rakúsko-Uhorska, hoci sme boli integrálnou súčasťou tohto celku po celé stáročia. Trochu lepšie nám to ide s Čechmi. Podľa mňa sa však smelo môžeme hlásiť k bohatej histórii Uhorska a Československa, nebáť sa jej a nepovažovať ju za niečo cudzie. Aj Slováci prispievali k sláve banských miest, porážke Turkov, rozvoju manufaktúr na Gemeri či športovým úspechom Československa. Mohli by sme si vziať z Poliakov príklad v tom, že budeme viac zorientovaní vo vlastnej histórii, viac s ňou identifikovaní a pripravení o nej diskutovať. S tým sa spája aj nutnosť vidieť svoje dejiny v ich plnej farebnosti, aj s čiernymi miestami.

2.       Starostlivosť o kultúrne dedičstvo

Je to ďalšia vec, ktorú ja osobne mimoriadne citlivo vnímam a zároveň v mnohom súvisí s tou predchádzajúcou. Je mi trošku smutno, keď sa prechádzam po slovenských mestách, vnímam ich slávnu históriu a rukami pohládzam jej hmotné dôkazy, a zároveň vidím ich spustnutosť alebo prinajmenšom zanedbanosť. Málokedy je vzácne miesto upravené do takej podoby, akú by si zaslúžilo (mojou obľúbenou výnimkou je napr. Skalica, odporúčam). V Poľsku je to podľa mňa celkom inak.

Možno aj kvôli vzťahu k histórii sú centrá poľských miest často krásne upravené a obnovené. Netýka sa to len výstavných veľkomiest typu Krakov či Vroclav. Aj malé mestá majú svoje čaro a vyzerajú ako zo škatuľky.

Tento rok sme boli na výlete v meste Sztum. Vygúglite si ho, je to malé mestečko v Pomoranskom vojvodstve. Svokrovci, známi cestovatelia po bližšom aj vzdialenejšom okolí, boli Sztumom zaskočení – pred pár rokmi to bolo zanedbané, ničím sa nevyznačujúce mesto, mesto ako každé iné. Dnes je pekne obnovené, upravené a je radosť sa v ňom prechádzať. Podobných príkladov by som mohol menovať niekoľko. Veľmi by som si želal, aby sme sa aj v tomto viac podobali našim severným susedom.

3.       More, naše more

S týmto asi nič neurobíme, more mať nebudeme. Hovorí sa, že slovenské more je v Chorvátsku. Darmo je, teplotu má prijateľnejšiu ako Baltik a akosi sme si v minulosti zvykli mieriť skôr na juh ako na sever.

Pomaličky sa to však mení a čoraz viac Slovákov mieri na letnú dovolenku aj k Baltiku. Určite je jedným z faktorov kvalita cestnej infraštruktúry v Poľsku, ktorú teda skutočne môžeme závidieť. Iným dôvodom môže byť aj neopozeranosť poľského pobrežia, krása tamojšej prírody, miest a pláží a s tým súvisiaca exotickosť (čo znie v prípade Poľska mimoriadne exoticky).

More teda mať nebudeme, ale môžeme aspoň ľahučko zmeniť smer a spraviť z poľského Baltiku trošku aj slovenské more. Môžeme ho Poliakom skutočne závidieť, ale môžeme si z neho aj kúsok vziať. Radi nás tam uvidia a dovolenka pri tomto mori, hoci aj trošku chladnejšom, rozhodne stojí za to.

 

Na záver by som si veľmi želal, aby sme sa začali o niečo viac spoznávať. Aby Poliaci nevnímali Slovákov len cez stereotypy a vice versa. My s N. a deťmi sa snažíme byť tak trochu vyslancami Poľska na Slovensku a Slovenska v Poľsku. Máme sa totiž čím obohatiť, môžeme sa v mnohom vzájomne inšpirovať a zlepšovať ten náš spoločný kúsok sveta. 

Zamek w Sztumie

Wrześniowy wpis stanowił dla mnie inspirację i skłonił do zastanowienia, czego – dla odmiany – możemy zazdrościć Polsce i Polakom my, Słowacy. Czy istnieją takie rzeczy? Zdecydowanie, i to wcale niemało. Za przykładem N. również wybrałem trzy.

1.       Stosunek do własnej historii

Absolutna prawda, choć czasami też miecz obosieczny. Historia Polski obfituje w wydarzenia i ważne postacie. Unia polsko-litewska należała do najbardziej znaczących graczy na europejskiej szachownicy w czasach nowożytnych. Krwawy wiek dwudziesty odcisnął swoje piętno na Polsce tak mocno, że wie o tym cały świat, a związkowcy z Solidarności zasłużenie znaleźli się również w naszych podręcznikach do historii. Wiele ma związek z tym, że Polacy prawie przez cały czas mieli swoje własne państwo i występowali jakby „pod własną marką”.

My, Słowacy, wciąż mamy z tym problem. Jakoś nie chcemy podciągnąć się pod markę Węgier albo późniejszych Austro-Węgier, chociaż przez wieki byliśmy integralną częścią tej całości. Trochę lepiej nam to wychodzi z Czechami. Według mnie możemy jednak śmiało poczuć się częścią bogatej historii Węgier i Czechosłowacji, nie bać się jej i nie odbierać jako czegoś obcego. Również Słowacy przyczynili się do sławy miast górniczych, pogromu Turków, rozwoju manufaktur w Gemerze i sukcesów sportowych Czechosłowacji. Moglibyśmy wziąć przykład z Polaków i być lepiej zorientowani we własnej historii, bardziej się z nią utożsamiać i być gotowi do dyskusji na jej temat. Wiąże się z tym konieczność spojrzenia na własne dzieje w pełnej palecie kolorów, uwzględniając też czarne karty.

2.       Troska o dziedzictwo kulturowe

To kolejny temat, na który osobiście jestem niezwykle wyczulony, a który pod wieloma względami łączy się z punktem opisanym powyżej. Trochę mi smutno, gdy spaceruję po słowackich miastach, rozmyślam o ich wspaniałej historii, rękoma dotykam jej materialnych pozostałości, a jednocześnie widzę opustoszenie tych miejsc lub – w najlepszym wypadku – zaniedbanie. Rzadko zabytkowe miejsce zostaje doprowadzone do takiego stanu, na który rzeczywiście zasługuje (mój ulubiony wyjątek to Skalica, polecam). Moim zdaniem w Polsce to wygląda zupełnie inaczej.

Być może także dzięki stosunkowi do historii centra polskich miast są często pięknie utrzymane i odnowione. Nie dotyczy to tylko wielkich, popularnych miast, takich jak Kraków czy Wrocław. Nawet małe miasteczka mają swój urok i wyglądają jak z obrazka.

W tym roku byliśmy na wycieczce w miejscowości Sztum. Sprawdźcie na Google, to niewielkie miasteczko w województwie pomorskim. Teściowie, znani podróżnicy po bliższej i dalszej okolicy, byli jego wyglądem zaskoczeni – jeszcze kilka lat temu miasto to było zaniedbane, przeciętne, po prostu jedno z wielu. Dzisiaj jest pięknie odrestaurowane, utrzymane, a spacer po nim to prawdziwa przyjemność. Podobne przykłady mógłbym mnożyć. Życzyłbym sobie, żebyśmy również pod tym względem byli bardziej podobni do naszych północnych sąsiadów.

3.       Morze, nasze morze

Na to raczej nic nie poradzimy, nie będziemy mieli morza. Mówi się, że słowackie morze znajduje się w Chorwacji. No cóż, temperaturę wody ma z pewnością przyjemniejszą niż Bałtyk, poza tym przyzwyczailiśmy się kiedyś kierować częściej na południe niż na północ.

Stopniowo ulega to jednak zmianie i coraz więcej Słowaków na miejsce swojego urlopu wybiera Bałtyk. Z pewnością jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest jakość infrastruktury drogowej w Polsce, której możemy naprawdę pozazdrościć. Innym powodem może być nietuzinkowość polskiego wybrzeża, piękno tamtejszej przyrody, miasteczek i plaż oraz związana z tym egzotyka (co w przypadku Polski brzmi szczególnie egzotycznie).

Zatem morza mieć nie będziemy, ale łatwo możemy zmienić kierunek i uczynić polski Bałtyk choć odrobinę słowackim morzem. Naprawdę możemy go Polakom zazdrościć, ale możemy też wziąć z niego kawałeczek dla siebie. Chętnie nas tam przywitają, a wakacje nad tym morzem, nawet jeśli troszkę chłodniejszym, zdecydowanie są tego warte.

 

Podsumowując, bardzo chciałbym, żebyśmy zaczęli się trochę lepiej poznawać. Aby Polacy nie postrzegali Słowaków wyłącznie przez pryzmat stereotypów i odwrotnie. My z N. i dziećmi staramy się być w pewnym sensie ambasadorami Polski na Słowacji i Słowacji w Polsce. Mamy bowiem czym się ubogacać, możemy się wzajemnie inspirować na wiele sposobów i ulepszać ten nasz wspólny kawałek świata.