Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca za granicą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca za granicą. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 maja 2022

Do usłyszenia! / Dopočutia!

Zaczęłam pisać tego bloga w marcu 2013 roku. Mieszkałam wtedy od 1,5 roku w Nitrze i miałam 5-miesięczną córkę. Na przestrzeni tych 9 lat, podczas których urodziłam jeszcze dwóch synów i przeprowadziłam się jeszcze 2 razy, podzieliłam się z Wami tym moim polsko-słowackim galimatiasem 110 razy, z wieloma z Was spotykałam się też na fanpejdżu mojego bloga na FB.

I od kilku miesięcy zastanawiam się, co dalej.

Dziękuję Wam za każdy jeden komentarz, wiadomość, lajk. Dostałam od Was mnóstwo wsparcia, poczucia, że nie jestem sama w tym moim polsko-słowackim wszechświecie, dzięki blogowi poznałam też moją cudowną londyńską przyjaciółkę. To naprawdę fantastyczne uczucie stworzyć taką społeczność w sieci.

Dziś jednak jestem w zupełnie innym miejscu. W ostatnich miesiącach rozkładam pomalutku skrzydła. Przetłumaczyłam książkę dla dzieci (pewnie nie omieszkam się nią pochwalić kiedyś na fanpejdżu, jak już zostanie wydana :)), prowadzę scholę dziecięcą, uczę śpiewu i fortepianu, pisuję do dwóch czasopism, w tym jednego ogólnopolskiego, robię masę ciekawych projektów dla uczniów Szkoły Polskiej w BA. I ciągle mam apetyt na więcej, gdy mój najmłodszy syn pójdzie do przedszkola.

W ostatnich miesiącach moje drogi skrzyżowały się też z drogami trzech przewspaniałych kobiet i po raz pierwszy zaczynam zapominać, co znaczy samotność na obczyźnie, a czuję, że wypuszczam korzenie, które mają szanse spleść się z ich korzeniami. Moje życie nabiera coraz żywszych kolorów.

Kształt mojego bloga już od jakiegoś czasu nie jest taki, jak bym chciała. Dlatego muszę sobie dać czas na przemyślenie, co dalej. Czy zamknąć go zupełnie, czy też zainwestować w niego swój czas i środki, by był taki, o jakim marzę. Dla siebie i dla Was.

Dlatego właśnie żegnam się z Wami na blogu do września. Nie mówię: „do widzenia”, to raczej: „do usłyszenia, spotkajmy się po wakacjach!” :). Fanpejdża nie zostawiam, jeśli moje dzieci wyskoczą z jakimś kwiatkiem językowym w ciągu letnich miesięcy, pewnie możecie się go tam spodziewać :). Jeśli czujecie się ze mną związani, poczekajcie na mnie, a jeśli spotkaliście się ze mną tylko na chwilę, to też fajnie, dzięki za to spotkanie. Trzymajcie za mnie kciuki!



Tento blog som začala písať v marci 2013. Bývala som vtedy už 1,5 roka v Nitre a mala som 5-mesačnú dcéru. Počas tých 9 rokov, keď som porodila ešte dvoch synov a dvakrát sa presťahovala, som sa s Vami o ten svoj poľsko-slovenský galimatiáš podelila 110-krát, s mnohými z Vás som sa stretla aj na stránke blogu na FB.

A už niekoľko mesiacov premýšľam, čo ďalej.

Ďakujem Vám za každý jeden komentár, správu, lajk. Dostala som od Vás mnoho podpory, pocit, že nie som sama v tom svojom poľsko-slovenskom svete, vďaka blogu som tiež našla svoju úžasnú londýnsku priateľku. Je to skvelý pocit, tvoriť také spoločenstvo online.

Dnes som však celkom inde. V ostatných mesiacoch pomaly rozťahujem krídla. Preložila som knižku pre deti (isto sa ňou raz pochválim na fejsbuku, keď už bude vydaná :)), vediem detský zbor, učím spev a klavír, píšem do dvoch časopisov, z toho jedného poľského, robím veľa zaujímavých projektov pre žiakov z Poľskej školy v BA. A stále mám chuť na viac, keď môj najmladší syn pôjde do škôlky.

V ostatných mesiacoch sa moje cesty skrížili s cestami troch skvelých žien a prvýkrát začínam zabúdať o samote v zahraničí, cítim, že zapúšťam korene, ktoré sa môžu spliesť s ich koreňmi. Môj život nadobúda živšie farby.

Forma môjho blogu už dlhšie nie je taká, ako by som chcela. Preto si musím dať čas na premyslenie, čo ďalej. Či s ním celkom skončiť, či doň zainvestovať svoj čas a prostriedky, aby bol taký, o akom snívam. Pre seba aj pre Vás.

Preto sa s Vami do septembra na blogu lúčim. Nevravím „dovidenia”, ale skôr „dopočutia, stretnime sa po prázdninách!” :). FB stránku neopúšťam, ak deti prídu počas letných mesiacov s nejakou jazykovou perlou, určite sa o ňu podelím :). Ak ste si na mňa zvykli, počkajte na mňa, ak ste so mnou boli iba chvíľku, tiež super, ďakujem za to stretnutie. Držte mi palce!

sobota, 31 sierpnia 2019

Grunt pod nogami / Pevná pôda pod nohami


Sierpień się kończy, powinnam drżeć z nerwów. MN. idzie w poniedziałek do pierwszej klasy słowackiej podstawówki, co z racji naszej dwukulturowości jeszcze niedawno przyprawiało mnie o solidny ból brzucha (dzieliłam się tym kiedyś z wami o tutaj), DJ. rozpoczyna przygodę z przedszkolem i nie wiem, co to ze sobą przyniesie, a ja na 99% zaczynam dodatkową pracę (po parę godzin w miesiącu), więc całe nasze życie rodzinne czeka solidne przemeblowanie. Krótko mówiąc, dzieje się. Ja tymczasem jestem… spokojna. Przynajmniej jak na siebie ;).

Nie, nie jest tak, że nagle znikły wszystkie moje obawy związane ze szkołą słowacką, przestałam się niepokoić o naszego prawie czterolatka, który ciągle miesza języki, i nie ma we mnie ani krzty strachu przed wyjściem z mojego bezpiecznego świata do ludzi. Wszystkie te odczucia są i mają się dobrze :). Tego lata odkryłam jednak coś ważnego, coś, co pozwoliło mi złapać trochę więcej równowagi.

Po 8 latach naszego polsko-słowackiego życia nagle dotarło do mnie, że nasze zwyczaje, tradycje okrzepły, poczułam, że mniej się miotam w życiu między krajami, a bardziej tę rzeczywistość przyjmuję i zwyczajnie lubię. Nie jest pozbawiona wad, to jasne, ale jest nasza, innej nie mamy i nie będziemy mieli.

Weźmy takie wakacje: nasz lipiec jest polski, a sierpień słowacko-węgierski. I lubię to. Lubię ten czas nad polskim morzem, lubię chwile na wsi u słowackich dziadków i wreszcie kocham nasze coroczne rodzinne wakacje na Węgrzech. Czuję, że wszystko jest na swoim miejscu, że całkiem zgrabnie poukładaliśmy ten nasz galimatias. I to dotyczy przeróżnych aspektów naszego wspólnego życia – kwestii łączenia tradycji, kwestii dwujęzycznego i dwukulturowego wychowania dzieci, kwestii szanowania własnej odmienności itp. itd.

Nie sprawia to oczywiście, że w naszym życiu nie ma żadnych znaków zapytania. Są. Ale przede wszystkim jest ten tak bardzo potrzebny spokój.

Chyba ten dzisiejszy post pozostanie taki bez zakończenia. Ale nie byłam na niego przygotowana, tak naprawdę chciałam dziś pisać zupełnie o czymś innym, chciałam napisać, jak wspaniale naładowałam baterie na Węgrzech, gdzie spędziłam ostatnie 5 dni, jak bardzo podoba mi się ten kraj, i jak ważny jest dla mnie czas spędzony z rodziną. Tymczasem w miarę przelewania kolejnych słów na papier (ok, ekran monitora) i niekończącego się przeredagowywania kolejnych akapitów doszłam do tego, co powyżej. I trwam w zadziwieniu. Ależ to kojące! Zwłaszcza ta myśl, że okrzepliśmy. Wszystkim w takich relacjach jak nasza właśnie tego życzę.





August sa končí, mala by som byť celá nervózna. MN nastupuje v pondelok do prvého ročníka slovenskej základnej školy, čo mi z dôvodu našej dvojakej kultúry spôsobovalo ešte nedávno poriadne bolesti brucha (raz som sa s vami o to podelila na tomto mieste), DJ začína dobrodružstvo v škôlke a neviem, čo to so sebou prinesie a ja na 99% začínam s prácou na čiastočný úväzok (pár hodín v mesiaci), nuž celý náš rodinný život čaká zásadná prestavba. Skrátka, dejú sa veci. A ja som... pokojná. Prinajmenšom na svoje pomery ;).

Nie, nie je to tak, že náhle zmizli všetky moje obavy spojené so slovenskou školou, že som sa prestala znepokojovať naším temer štvorročným chlapcom, ktorý stále mieša jazyky, a že v sebe nemám ani odrobinu strachu pred vychádzaním z môjho bezpečného sveta medzi ľudí. Všetky tie pocity žijú a majú sa dobre :). Počas tohto leta som však odhalila niečo dôležité, čo mi umožnilo získať trochu viac stability.

Po 8 rokoch nášho poľsko-slovenského života mi náhle svitlo, že naše zvyky a tradície sa stabilizovali, pocítila som, že sa menej tackám v živote medzi našimi krajinami a viac tú každodennosť akceptujem a proste mám rada. Nie je bezchybná, to je jasné, ale je naša, inú nemáme a nebudeme mať.

Zoberme si napríklad prázdniny: náš júl je poľský a august slovensko-maďarský. A mám to tak rada. Mám rada ten čas pri poľskom mori, mám rada chvíle na dedine u slovenských starých rodičov a napokon mám veľmi rada našu každoročnú rodinnú dovolenku v Maďarsku. Cítim, že všetko je na svojom mieste, že sme si celkom šikovne uložili ten náš galimatiáš. A to sa týka najrôznejších aspektov nášho spoločného života – otázky spájania tradícií, otázky dvojjazyčnosti a dvojkultúrneho vychovávania detí, otázky rešpektu voči našim odlišnostiam atď.

Neznamená to samozrejme, že v našom živote už nie sú otázniky. Sú. Ale predovšetkým prišiel ten tak veľmi potrebný pokoj.

Ten dnešný post asi nechám takto bez ukončenia. Nebola som naň pripravená, v skutočnosti som chcela písať o niečom úplne inom, chcela som napísať, ako skvelo som si nabila baterky v Maďarsku, kde som strávila ostatných päť dní, ako veľmi sa mi páči tá krajina a aký dôležitý je pre mňa čas strávený s rodinou. Avšak pri sťahovaní ďalších myšlienok na papier (ok, obrazovku počítača) a nekonečnom prepisovaní ďalších a ďalších odsekov som prišla na to, čo som napísala vyššie. A stále som z toho prekvapená. Aké to je upokojujúce! Najmä tá myšlienka o stabilite. Všetkým, ktorí sú v takých zväzkoch ako je ten náš, práve niečo podobné želám!

niedziela, 30 czerwca 2019

Puzzle / Puzzle


Ostatnio ledwo nadążałam za własnym życiem. Praca, rodzina, dom, sprawy większe i mniejsze, mniej i bardziej naglące. Do tego jeszcze zmiany, zmiany – MN. dostała się do wymarzonej szkoły, a DJ. do przedszkola (żeby nie tęskniono w nim za bardzo za MN. ;)). Jeden JM. bez zmian (nie licząc kolejnych kilogramów i pierwszego zęba) – to dalej nasze najspokojniejsze i najpogodniejsze dziecko ;). Innymi słowy – życie. Ale raz jest łatwej, a raz trudniej, a w ostatnim czasie było zdecydowanie trudniej. Z opresji nienadążania wybawili mnie dopiero moi rodzice – przyjechali na zakończenie roku szkolnego do swojej wnuczki, a przy okazji pomogli mi dogonić rzeczywistość (dzięki ich obecności mogłam sobie nawet pozwolić na specjalny „bonus” i odwiedzić pewien budynek rządowy w charakterze lektora języka polskiego :)). Ich wsparcie było jak zwykle nieocenione.

Ta moja życiowa minigonitwa zbiegła się w czasie z wysypem przeróżnych akcji. Zakończenie kursu języka angielskiego, zakończenie roku w przedszkolu, zakończenie roku w Szkole Polskiej, Dzień Rodziny na zakończenie roku szkolnego w naszym kościele, ostatni występ grupy tanecznej itp. Typowy czerwiec w życiu rodziny ;). Spotkania, spotkania, spotkania. Akademie, występy, popisy, poczęstunek i mnóstwo rozmów.

Z jednej strony męcząco, z drugiej miło, wzruszająco, wesoło. I… zaskakująco. Co mnie tak bardzo zadziwiło podczas tych spotkań? Zadziwiło mnie, jak bardzo stałam się częścią tego wszystkiego. Nagle odkryłam, że wrosłam w nasze bratysławskie otoczenie dużo głębiej, niż myślałam, i że mam lub mogę mieć swoiste „zaplecze” nie tylko we własnym domu.

Nie zawsze jest łatwo być obcokrajowcem. Nie zawsze lubię się od razu ujawniać z moim pochodzeniem, nie w każdym towarzystwie czuję się swobodnie, nie zawsze chcę być „tą Polką”. Tymczasem zwłaszcza podczas Dnia Rodziny w kościele, do którego chodzimy, i podczas zakończenia roku szkolnego w Szkole Polskiej, poczułam się „u siebie”. Poczułam, że gdzieś przynależę, że coś wspólnie buduję razem ze spotkanymi tam ludźmi. Autentycznie cieszę się na powrót do nich po wakacjach, cieszę się na kolejne spotkania, na kolejne szanse do zacieśnienia relacji. Bo czuję się w tych miejscach bezpiecznie, bo niezależnie od tego, jakim językiem się tam posługuję, mogę być sobą i czuję się przyjęta.

W tym całym czerwcowym zamieszaniu, w tej całej mieszance frustracji i innych trudnych emocji, które przeżywałam, to odkrycie było źródłem niesamowitego spokoju. Tak, jakby kolejny puzzel mojego życia trafił na swoje miejsce. I wiecie co? Coraz bardziej podoba mi się ta układanka. Układam więc dalej :).


Akademia z okazji 15-lecia Szkoły Polskiej i zakończenie roku szkolnego

V poslednej dobe ledva stíham žiť svoj život. Práca, rodina, domácnosť, väčšie aj menšie záležitosti, niektoré urgentné, niektoré menej. K tomu ešte zmeny – MN. sa dostala do vysnívanej školy a DJ. do škôlky (aby im tam nebolo veľmi ľúto za MN. ;)). Iba JM. bez zmien (nepočítam ďalšie kilogramy a prvý zub) – stále je to naše najpokojnejšie a najpohodovejšie dieťa ;). Inak povedané – život. Ale raz je to ľahšie, raz ťažšie a v poslednej dobe to bolo rozhodne ťažšie. Spod tlaku z nestíhania ma oslobodili až moji rodičia – pricestovali na ukončenie školského roka k svojej vnučke a pri tej príležitosti mi umožnili dobehnúť prítomný čas (vďaka ich prítomnosti som si dokonca mohla dovoliť špeciálny bonus a navštíviť istú vládnu budovu ako lektor poľštiny :)). Ich podpora bola ako vždy nedoceniteľná.

Tá moja životná mininaháňačka nadišla v tom istom čase ako celý rad najrôznejších akcií. Ukončenie kurzu angličtiny, ukončenie školského roka v škôlke, ukončenie školského roka v Poľskej škole, Deň rodiny pri príležitosti ukončenia školského roka v našom kostole, posledné vystúpenie z tanečnej školy atď. Typický jún v živote rodiny ;). Stretnutia, stretnutia, stretnutia. Akadémie, vystúpenia, ukážky, občerstvenia a veľa rozhovorov.

Na jednej strane je to únavné, na druhej milé, vzrušujúce, veselé. A... prekvapujúce.  A čo ma tak prekvapilo počas tých stretnutí? Prekvapilo ma, do akej miery som sa stala súčasťou toho všetkého. Náhle som zistila, že som vrástla v naše bratislavské okolie oveľa hlbšie, ako som si myslela, a že mám alebo môžem mať akési „zázemie” nielen vo svojom dome.

Nie vždy je ľahké byť cudzincom. Nie vždy hneď rada odhaľujem svoj pôvod, nie v každej spoločnosti sa cítim slobodne, nie vždy chcem byť „tou Poľkou”. Avšak najmä počas toho Dňa rodiny v kostole, kam chodíme a počas ukončenia školského roka v Poľskej škole som sa cítila ako doma. Cítila som, že niekam patrím, že niečo spoločne budujem s ľuďmi, ktorých tam stretávam. Naozaj sa teším na návraty po prázdninách, teším sa na ďalšie stretnutia, na ďalšie šance na prehĺbenie vzťahov. Cítim sa totiž na tých miestach bezpečne, lebo nezávisle od toho, aký jazyk používam, môžem byť sama sebou a som prijatá.  

V tom celom júnovom zmätku, v tej celej zmesi frustrácie a iných ťažkých emócií, ktoré som prežívala, znamená toto odhalenie zdroj neuveriteľného pokoja. Akoby ďalší dielik skladačky puzzle môjho života zapadol na správne miesto. A viete čo? Čoraz viac sa mi tá skladačka páči. Pokračujem teda v skladaní :).

środa, 27 lutego 2019

Bez pracy nie ma kołaczy / Bez práce nie sú koláče


Miniony miesiąc nie był dla mnie łaskawy. Zmagałam się z koszmarnym zapaleniem skóry, byłam na antybiotykach, musiałam się też zmierzyć z wielkim zawodem w życiu osobistym. Ślady na skórze pozostaną jeszcze przez parę miesięcy, ślady na sercu pewnie dłużej, ale mimo wszystko w tych ostatnich dniach lutego patrzę w przyszłość z pewną dozą optymizmu. Optymizm nie jest moją najmocniejszą stroną, obawiam się, że mój mąż, czytając te słowa, uniesie tylko brew z powątpiewaniem, ale nie wycofuję się z nich – mimo wszystko jest we mnie jakaś nadzieja, nadzieja na dobre jutro. Chyba po prostu dojrzewam :).

Po tym w gruncie rzeczy optymistycznym wstępie pora jednak przejść do tematu mniej optymistycznego, którym chcę się dziś z wami podzielić :). Chodzi on za mną już od jakiegoś czasu, wiem też, że nurtuje niektórych z was, zwłaszcza tych, którzy są w podobnej sytuacji życiowej do mojej. Otóż z życiem za granicą prawie nierozerwalnie łączy się praca za granicą. Mieszkam w stolicy, więc siłą rzeczy oferta dla obcokrajowców jest tu bogatsza niż w innych regionach. Nieznajomość słowackiego też nie stanowi tu problemu (choćby moja ukochana B. – wymyśliła sobie Bratysławę i zaraz się w niej znalazła, mimo że wcześniej nie miała ze Słowacją zbyt wiele wspólnego; w pracy porozumiewała się po angielsku i po francusku). Język polski dla niektórych pracodawców jest wystarczającym atutem. Zawody, do których potrzebne jest wykształcenie techniczne, też stoją otworem. Czyli nie ma się czego obawiać.

Co jednak, gdy nasze talenty i umiejętności nie są przekładalne na rzeczywistość innego kraju? Oczywiście można wykonywać jakąkolwiek pracę, ale jak to się ma do samorealizacji, do spełniania w wykonywanym zawodzie?

Nie zrozumcie mnie źle, nie chcę tu nikogo zniechęcać, podziwiam i kibicuję wszystkim, którzy potrafią się odnaleźć za granicą, nawet gdy nie było to ich marzenie „od zawsze”. W życiu na pewno warto być elastycznym, w gruncie rzeczy moja „kariera” tłumacza języka słowackiego jest niezłym przykładem na potwierdzenie tej tezy. Niemniej jednak nie umiem pozbyć się bolesnego przekonania, że wraz z przeprowadzką na Słowację musiałam zakopać moje największe talenty i nie jest łatwo z tym żyć. Bo to, w czym czułam się mocna i w czym się spełniałam, związane było właśnie z językiem polskim na stricte polskim gruncie. Jedna kwestia to po prostu posługiwanie się słowem – szybkie riposty, twórcze skojarzenia, dobre oko do błędów językowych i niezłe pióro, do tego duża wrażliwość na odpowiedni dobór słów. To umiejętności, które mogą mieć szerokie zastosowanie, mi natomiast pomagały przede wszystkim w dobrej komunikacji. Jednak na Słowacji są mi na nic, przynajmniej w rozmowie. I wyraźnie czuję, że język słowacki mnie z czegoś ograbia, może z jakiegoś uroku, który mam, gdy posługuję się językiem polskim. Dzięki Bogu, że M. zna mój język ojczysty! ;) Druga kwestia wiąże się z muzyką. Przez wiele lat śpiewałam w różnych zespołach w kościele, prowadziłam warsztaty muzyczne dla dzieci i młodzieży, moja głowa jest jak olbrzymia studnia pełna polskich piosenek chrześcijańskich. No właśnie. Polskich. Na Słowacji moja wiedza w tym zakresie jest kompletnie bezużyteczna. A ja to naprawdę kochałam robić. Gdzieś z tyłu głowy wiązałam z tym nawet swoją przyszłość.

M. zawsze mi powtarza, by skupiać się na możliwościach, które są przede mną. Święta racja. W gruncie rzeczy to fantastyczna sprawa, że udało mi się opanować język słowacki na tyle, by móc go tłumaczyć na polski. I ten mój talent do polskiego też tu przecież pomaga, bo nie oszukujmy się – zdarzało mi się widzieć tak fatalne tłumaczenia, że zastanawiałam się, jak w ogóle jakiś Polak mógł je popełnić :). Ale z pewnymi marzeniami trudno jest się pożegnać, a niektórych po prostu nigdy nie da się zapomnieć. Wyjazd za granicę to coś więcej niż zwykła zmiana adresu i języka, może zmienić całego człowieka. Trzeba patrzeć w przyszłość, jasne, trzeba być elastycznym, też prawda, ale dochodzenie do tego to nieraz długi i żmudny proces, polegający na ciosaniu samego siebie.



Končiaci sa mesiac nebol pre mňa príliš láskavý. Bojovala som s nepríjemným zápalom kože, bola som na antibiotikách a musela som sa zmieriť s veľkým sklamaním v osobnom živote. Stopy na pokožke nezmiznú ešte pár mesiacov, stopy na srdci isto aj dlhšie, napriek všetkému však v týchto ostatných februárových dňoch pozerám do budúcnosti s istou dávkou optimizmu. Optimizmus nie je moja silná stránka, obávam sa, že môj manžel pri čítaní týchto slov pochybovačne zdvihne obočie, no neberiem ich späť – napriek všetkému je vo mne akási nádej, nádej na lepší zajtrajšok. Asi proste dozrievam :).

Po tomto v zásade optimistickom úvode nastal čas prejsť na menej optimistickú tému, o ktorú sa chcem s vami dnes podeliť :). Prenasleduje ma už nejaký ten čas, viem tiež, že trápi niektorých z vás, zvlášť tých, ktorí sú v podobnej životnej situácii ako ja. Život v zahraničí je takmer nevyhnutne spojený s prácou za hranicou. Bývam v hlavnom meste, už len kvôli tomu je pracovný trh pre cudzincov oveľa priaznivejší ako v iných regiónoch. Nedokonalá slovenčina tiež nemusí byť problém (napr. moja milá B. – zmyslela si, že pôjde do Bratislavy a vzápätí sa v nej ocitla, napriek tomu, že predtým nemala so Slovenskom veľa spoločného; v práci hovorila po anglicky a po francúzsky). Poľština je pre niektorých zamestnávateľov dostatočná konkurenčná výhoda. Pozície, ktoré si vyžadujú technické vzdelanie, sú tiež dostupné. Netreba sa teda ničoho báť.

Čo však, ak naše talenty a schopnosti nie sú prenosné do reálií inej krajiny? Samozrejme, možno vykonávať akúkoľvek prácu, ale čo to má spoločné so sebarealizáciou vo vybranom povolaní?

Nechápte ma zle, nechcem nikoho znechutiť. Obdivujem všetkých tých, ktorí sa dokážu realizovať za hranicou, aj keď to nie je ich sen „odjakživa”. V živote musí byť človek určite flexibilný, koniec koncov, moja „kariéra” prekladateľa slovenského jazyka je dobrým príkladom potvrdzujúcim túto tézu. Neviem sa však zbaviť bolestného presvedčenia, že spolu so sťahovaním na Slovensko som musela zakopať svoje najväčšie talenty a žijem s tým iba neľahko. Pretože to, v čom som sa cítila byť silná a v čom som sa realizovala, bolo spojené práve s poľským jazykom a Poľskom. Na jednej strane ide o dobrú jazykovú výbavu – rýchle reakcie, tvorivé asociácie, dobré oko na jazykové chyby a celkom dobrý štýl. Patrí k tomu aj veľká citlivosť pri vhodnom výbere slov. To sú schopnosti, ktoré môžu mať široké využitie, mne pomáhali najmä v dobrej komunikácii. Na Slovensku sú mi však na nič, prinajmenšom pri rozhovore. Silne cítim, že slovenčina ma o niečo okráda, snáď o akési čaro, ktoré dokážem vzbudiť pri používaní poľštiny. Vďakabohu, že M. pozná môj materinský jazyk! ;) Druhá otázka je spojená s hudbou. Dlhé roky som spievala v rôznych zboroch v kostole, viedla som hudobné tvorivé workshopy pre deti a mládež, moja hlava je ako studňa plná poľských kresťanských piesní. A o to ide. Poľských. Na Slovensku sú tieto moje vedomosti úplne zbytočné. A ja som to naozaj robila veľmi rada. Akosi podvedome som s tým tiež spájala svoju budúcnosť.

M. mi vždy opakuje, že sa mám sústrediť na možnosti, ktoré sú predo mnou. Svätá pravda. V podstate je to fantastické, že sa mi podarilo zvládnuť slovenský jazyk natoľko, že ho môžem prekladať do poľštiny. A ten môj talent na poľštinu pri tom tiež pomáha, lebo pravda je taká, že už som videla aj také preklady, pri ktorých som premýšľala, ako mohol Poliak niečo také spáchať :). Ale s niektorými snami je ťažké sa rozlúčiť a na niektoré sa skrátka nedá zabudnúť. Sťahovanie do zahraničia je viac ako iba prostá zmena adresy a jazyka, dokáže totiž zmeniť celého človeka. Jasné, treba hľadieť dopredu a byť flexibilný, avšak kým sa tam človek dostane, čaká ho neraz dlhý a náročný proces, spočívajúci v okresávaní seba samého.