Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wykluczenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wykluczenie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 października 2019

O (nie)oddawaniu głosu słów kilka / Zopár slov o (ne)hlasovaní


Dziś nietypowy dla mnie temat, bo – uwaga, uwaga – będzie o wyborach do parlamentu. Ale spokojnie, śmiało możecie czytać dalej niezależnie od poglądów, nie będzie tu o polityce :). Po prostu chciałabym się przyjrzeć różnym postawom związanym z uczestnictwem w wyborach, prezentowanym przez Polaków mieszkających za granicą, z którymi się zetknęłam.

1.       Głosuję.

W tej kategorii można by się zastanowić, dlaczego głosuję: bo to oczywiste, bo to mój obowiązek, bo to przywilej, a ja lubię korzystać z przywilejów, a może chcę się opowiedzieć przeciwko komuś, albo jednak za kimś. Tak czy siak wszystko sprowadza się do tego, że oddaję swój głos, dlatego tego punktu nie będę rozwijać. Dużo bardziej interesujące są dla mnie punkty następne.

2.       Nie głosuję, bo mam za daleko do lokalu wyborczego.

To wcale nie jest taki błahy argument, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka komuś, kto mieszka w kraju i ma punkt wyborczy 10 minut od domu. Tymczasem Polak za granicą może głosować wyłącznie osobiście, a na Słowacji jest jeden punkt wyborczy – w Bratysławie. Co w takim razie zrobić, gdy ktoś mieszka w miejscowości oddalonej o kilka godzin jazdy od słowackiej stolicy?

3.       Nie głosuję, bo nie mam na kogo.

Ten argument pojawia się też wśród głosujących w kraju, wśród mieszkających za granicą może mieć jednak odrobinę inny odcień. Bo ilu polityków realnie interesuje się sprawami Polonii? Ilu jest zaangażowanych w kulturę i edukację za granicą? Ilu dba o konkretne interesy międzynarodowe (związane z krajem, w którym przebywamy) albo wspiera powrót emigrantów do kraju? Te zagadnienia mogą być emigrantom bliższe niż tematy społeczne czy gospodarcze w Polsce, w związku z tym mogą mieć wpływ na to, czy emigrant będzie chciał oddać swój głos, czy jednak wybierze pozostanie w domu.

4.       Nie głosuję, bo nie mieszkam w kraju i nic nie wiem.

Jedni interesują się sytuacją polityczną (społeczną, gospodarczą, edukacyjną itd.) bardziej, inni mniej. Osoby mieszkające za granicą mają jednak dużo mniejszy dostęp do informacji niż ci, którzy są w kraju. Jasne, jest internet. Ale nie bombardują nas nagłówki w gazetach, gdy mijamy kiosk ruchu, nie słyszymy wiadomości z Polski, lecących w radiu, gdy czekamy w kolejce do lekarza, ani nie omawiamy najnowszych decyzji parlamentu z sąsiadem w ramach grzecznościowej small talk. Zamiast tego otaczają nas sprawy kraju, w którym mieszkamy, dotykają emocje „tubylców” związane z lokalną polityką, interesują nas sprawy związane z naszym miejscem zamieszkania, pracą itp. Żyjemy w zupełnie innym szumie informacyjnym. Co wtedy? Jeśli do tego wszystkiego nie lubimy albo nie mamy czasu szukać informacji na temat Polski, to głosować czy nie? Na kogo? Czym się kierować przy wyborze? To są konkretne pytania, które mogą się w takich okolicznościach pojawić.

5.       Nie głosuję, bo nie mieszkam w kraju i dlatego nie mam do tego prawa.

Ten argument szczególnie mną wstrząsnął, bo z całego serca się z nim nie zgadzam, staram się jednak zrozumieć i taki punkt widzenia. Prawo do bycia częścią wspólnoty polskiej i zabierania głosu odbierają emigrantom często sami Polacy mieszkający w kraju, więc może nie ma się co dziwić, że niektórzy emigranci przejmują tę perspektywę? Jeśli przedstawimy temat w taki sposób, że Polska jest sprawą tylko tych, którzy w niej mieszkają, a parlament decyduje o losie tylko tych, którzy żyją na terenie Polski, to faktycznie można uwierzyć, że nie jest się szczególnie uprawnionym do głosowania. Czy emigrant żyjący od 40 lat w USA, który nie widział kraju od lat 20, ma takie samo prawo do głosowania jak emigrant, który żyje w Anglii od lat 5 i każde święta spędza w Polsce? Jeśli ktoś z was zawahał się, odpowiadając na to pytanie, może jednak jest w stanie zrozumieć autora opinii wyrażonej w omawianym punkcie. Warto zastanowić się, co realnie oznacza „prawo do głosowania” i komu przysługuje.

Uff, dotarłam do końca tego zestawienia. Nie ukrywam, że nie było łatwo je opracować. Będę szczera – w moim domu rodzinnym niedziela wyborcza wyglądała tak: szliśmy całą rodziną do kościoła, potem do lokalu wyborczego zagłosować (nawet gdy jeszcze nie głosowałam, towarzyszyłam rodzicom), a potem do domu na jakiś pyszny obiad. Tak, jestem z „tych”, tych zawsze głosujących :). Mogę, więc głosuję. Jednak mieszkanie za granicą zmienia reguły gry, czy to się komuś podoba, czy nie, i warto o tym pamiętać. Nie wszystko jest czarno-białe i warto zrozumieć, co się kryje za różnymi odcieniami szarości. Pewnie nie dotarłam jeszcze do wszystkich, ale ciągle odkrywam kolejne i jest to wciągająca wiedza. Mam nadzieję, że zaciekawiłam i was.



Dnes ide o tému pre mňa netypickú, lebo – pozor, pozor – píšem o parlamentných voľbách. Pokojne však môžete čítať ďalej bez ohľadu na názory, nebude to o politike :). Chcela by som sa prizrieť rôznym postojom spojeným s účasťou na voľbách, ktoré vyjadrujú Poliaci v zahraničí, s ktorými som sa stretla.

1.       Volím.

Pri tejto kategórii by som mohla pouvažovať nad tým, prečo volím: lebo je to samozrejmé, lebo je to moja povinnosť, lebo je to moje privilégium a ja rada využívam svoje privilégiá, možno chcem vyjadriť svoj postoj proti niekomu alebo práveže za niekoho. Tak či onak, všetko sa končí tým, že odovzdávam svoj hlas, preto nebudem o tomto bode viac hovoriť. Oveľa zaujímavejšie sú pre mňa tie nasledujúce.

2.       Nevolím, pretože to mám ďaleko do volebnej miestnosti.

Vôbec to nie je taký prázdny argument, ako by sa mohlo na prvý pohľad zdať niekomu, kto býva v Poľsku a má svoju volebnú miestnosť 10 minút od domu. Avšak Poliak bývajúci v zahraničí môže voliť výlučne osobne, a na Slovensku je iba jedna volebná miestnosť – v Bratislave. Čo robiť, keď niekto býva vo vzdialenosti niekoľko sto kilometrov od hlavného mesta?

3.       Nevolím, lebo nemám koho.

Tento argument sa vyskytuje medzi voličmi tak v Poľsku, ako aj v zahraničí, no môže mať rôzny odtieň. Lebo koľko politikov sa reálne zaujíma o otázky Poliakov v zahraničí? Koľko z nich je zaangažovaných do kultúry a vzdelávania v zahraničí? Koľko z nich zaujímajú konkrétne medzinárodné záujmy (spojené s krajinou, v ktorej sa nachádzame) alebo podporuje návrat emigrantov do vlasti? Takéto otázky môžu byť emigrantom bližšie ako spoločenské či ekonomické otázky v Poľsku, a v tejto súvislosti môžu mať väčší vplyv na to, či emigrant bude chcieť odovzdať svoj hlas alebo predsa len zostane doma.

4.       Nevolím, pretože nebývam vo svojej krajine a nič neviem.

Niektorí ľudia sa zaujímajú o politickú situáciu (spoločenskú, ekonomickú, vzdelávaciu) viac, iní menej. Osoby bývajúce v zahraničí však predsa len majú menší prístup k informáciám ako tí, ktorí bývajú vo vlasti. Jasné, existuje internet. Ale nebombardujú nás titulky v novinách, keď prechádzame okolo stánku, nepočujeme správy z Poľska z rádia, keď čakáme v rade u lekára ani nerozprávame o najnovších hlasovaniach v parlamente so susedmi v rámci small talk. Namiesto toho nás obklopujú záležitosti štátu, v ktorom žijeme, týkajú sa nás emócie domácich spojené s lokálnou politikou, zaujímame sa o záležitosti spojené s našim miestom pobytu, prácou atď. Žijeme v úplne odlišnom informačnom šume. Čo vtedy? Ak navyše ešte nemáme vôľu alebo čas hľadať informácie o Poľsku, máme ísť voliť či nie? A koho? Čím sa riadiť pri hlasovaní? To sú konkrétne otázky, ktoré sa pri takých okolnostiach môžu objaviť.

5.       Nevolím, lebo nebývam vo svojej krajine a nemám na to právo.

Tento argument mnou zvlášť otriasol, lebo s ním z celého srdca nesúhlasím, snažím sa však pochopiť aj takúto perspektívu. Právo byť súčasťou poľskej spoločnosti a hlasovania vo voľbách berú emigrantom často aj samotní Poliaci, ktorí bývajú v Poľsku, preto sa nemožno čudovať, ak niektorí emigranti akceptujú takýto pohľad. Ak však predstavíme celý problém tak, že Poľsko je vec tých, ktorí v ňom bývajú a parlament rozhoduje o osudoch ľudí, ktorí žijú na území Poľska, skutočne možno uveriť, že emigrant nemá veľmi právo voliť. Má emigrant žijúci už 40 rokov v USA, ktorý naposledy vstúpil do Poľska pred 20 rokmi také isté právo voliť ako emigrant, ktorý žije v Anglicku 5 rokov a každé sviatky trávi v Poľsku? Ak ktokoľvek z vás pri odpovedi zaváhal, môže pochopiť autora názoru, o ktorom tu diskutujem. Treba sa zamyslieť nad tým, čo naozaj znamená „hlasovacie právo” a komu prináleží.

Uff, už som na konci zoznamu. Naozaj nebolo ľahké ho pripraviť. Budem úprimná – u nás doma volebná nedeľa vyzerala takto: išli sme všetci do kostola, potom do volebnej miestnosti hlasovať (aj keď som ešte nemala volebné právo, sprevádzala som rodičov) a potom domov na výborný obed. Tak, som jedná z tých, ktorí vždy volia :). Môžem, preto volím. Avšak život v zahraničí mení pravidlá hry, či sa to niekomu páči alebo nie, a treba na to pamätať. Nie je všetko čierno-biele a treba chápať, čo sa ukrýva za jednotlivými odtieňmi sivej. Iste som neodkryla všetky, ale stále odhaľujem nové a je to obohacujúce. Dúfam, že aj vás to tak zaujalo. 

poniedziałek, 27 maja 2019

Przecież Słowacja to to samo, co Polska / Predsa Slovensko je to isté ako Poľsko


Przecież Słowacja to to samo, co Polska. Język właściwie ten sam, kultura też ta sama. Przecież jeździsz do Polski co chwilę. Blisko masz, to nie to samo co drugi koniec świata. Przecież masz super, bo twoi rodzice mogą regularnie przyjeżdżać do wnuków. Loty są, pociągi są. Niczego ci nie brakuje. Nie masz prawa narzekać.


Gdy słyszę kolejny raz takie słowa, w część z nich sama zaczynam wierzyć, sama zaczynam sobie wyrzucać, że grzechem jest się skarżyć. Wtedy rośnie już nie tylko moje wewnętrzne rozdarcie, poczucie osamotnienia w przeżywaniu tęsknoty, ale dochodzą jeszcze wyrzuty sumienia. Tyle że to wszystko nieprawda. To wszystko, co w kilku prostych hasłach ujęłam w pierwszym akapicie, to zwyczajne sprowadzanie emigracji do jednego wzorca, totalne spłaszczanie problemu.

Moje przeżycia są moje. I mam do nich prawo.

W ostatnich tygodniach popsuł mi się komputer. Totalnie. Dysk do wymiany. I gdy wrócił z naprawy, przez 2 tygodnie bałam się go włączyć. Trochę dlatego, że jestem totalnie niekomputerowa i wizja instalowania wszystkich potrzebnych programów mnie przeraża. Trochę dlatego, że nie zrobiłam kopii zapasowej do większości materiałów i ciągle miałam o to do siebie pretensje. A trochę dlatego, że bywam fatalistką i przeczuwałam, że jak już przytrafiło mi się coś takiego, to na pewno nic dobrego mnie teraz nie czeka.

I stało się. Komputer naprawiony na Słowacji, więc logiczne, że wszystko – cały system – zostało zainstalowane po słowacku. A ja, gdy to zobaczyłam… Po prostu wpadłam w histerię. Rozpłakałam się, dosłownie zaczęłam wyć, tak się w tamtej chwili poczułam głęboko nieszczęśliwa i samotna, i tak bardzo przytłoczona tym wszystkim, co słowackie wokół mnie. Nie mogłam dojść do siebie po tym wszystkim jeszcze przez kilka następnych dni. Bzdura? Być może. Czy łatwo mi się o tym pisze? Ani trochę, ciągle pamiętam w sobie ból tamtej chwili, zdaję sobie też sprawę, że można to ocenić w bardzo różny sposób. Ale właśnie o tym chcę dziś powiedzieć – o tym, że każdy ma prawo przeżywać swoją emigrację w odmienny sposób. O tym, że nie ma tu jednego klucza, który da się przyłożyć do każdego. O tym, że emigracja nie jest dla każdego (tak! Na dodatek w szczerej rozmowie z M., gdy mieszkaliśmy jeszcze w Polsce, stwierdziłam, że mnie na emigrację nie stać, że moje serce tego nie uniesie). O tym, że emigracja bywa trudna, nawet gdy mieszkamy stosunkowo blisko swojego kraju, gdy mieszkamy w państwie zbliżonym kulturowo, gdy jesteśmy szczęśliwi w tym, co robimy, czy jak żyjemy.

Ja nie znam odpowiedzi, jak sobie z tym wszystkim poradzić. Mam jakieś swoje małe metody, ulubione miejsca, w których czuję się „u siebie”, swoje tradycje, drobiazgi typowo polskie, których się mocno trzymam w swojej codzienności. Wszystko to są sposoby, by jakoś trzymać się na powierzchni, by nie dać się porwać rozpaczy, gdy przyjdzie. Ale czasem zdarzy się coś takiego, co tak jak u mnie ten nieszczęsny komputer – przerwie gwałtownie tamę samokontroli. I co wtedy? Nie wiem. Chcę wam dziś po prostu powiedzieć, że i tak się może czasem zdarzyć. Próbuję to po prostu przyjąć, zaakceptować, przytulić własną słabość i smutek. Życie to szereg trudnych wyborów, ciągle trzymam się tych swoich.




Predsa Slovensko je to isté ako Poľsko. Jazyk viac menej taký istý, kultúra takisto. Predsa chodíš každú chvíľu do Poľska. Máš to blízko, nie je to na konci sveta. Máš sa predsa super, lebo tvoji rodičia môžu pravidelne cestovať za vnukmi. Sú letecké spojenia, aj vlaky. Nič ti nechýba. Nemáš právo sťažovať sa.


Keď počujem opätovne tieto slová, začínam im sčasti veriť, začínam si sama vyčítať, že je hriechom sťažovať sa. Vtedy už rastie nielen moje vnútorné rozorvanie a pocit osamelosti pri prežívaní smútku, ale začínajú sa k nim pridávať aj výčitky svedomia. Akurát, že to všetko je klam. To všetko, čo som niekoľkými jednoduchými heslami vyjadrila v prvom odseku je prosté zovšeobecňovanie emigrácie do jedného vzoru a úplné sploštenie problému.

Moje pocity sú moje. A mám na ne právo.

Nedávno sa mi pokazil počítač. Úplne. Bolo treba vymeniť disk. A keď sa vrátil z opravy, viac ako 2 týždne som sa ho bála zapnúť. Čiastočne preto, že som počítačový analfabet a perspektíva inštalovania všetkých potrebných programov ma desí. Čiastočne preto, že som si neurobila zálohu väčšiny materiálov a stále si to vyčítam. No a čiastočne preto, že som niekedy fatalistka a tušila som, že keď sa mi stalo niečo také zlé, určite ma teraz nič dobré nečaká.

Mala som pravdu. Počítač bol opravený na Slovensku, a je teda logické, že všetko – celý systém – bolo nainštalované po slovensky. A keď som to zbadala... proste ma chytila hystéria. Rozplakala som sa, doslova som začala revať, tak som sa v tej chvíli cítila hlboko nešťastná a sama, a tak veľmi zavalená tým všetkým slovenským, čo je okolo mňa. Niekoľko dní mi trvalo, kým som sa z toho dostala. Hlúposť? Možno. Pýtate sa, či sa mi o tom ľahko píše? Ani trochu. Stále sa pamätám na bolesť tej chvíle, uvedomujem si, že sa na to dá veľmi rôzne pozerať. No a práve o tom chcem dnes hovoriť – o tom, že každý má právo prežívať svoju emigráciu po svojom. O tom, že neexistuje jeden kľúč, ktorý pasuje každému. O tom, že emigrácia nie je pre každého (presne! Navyše, v úprimnom rozhovore s M., keď sme ešte bývali v Poľsku, som vyhlásila, že ja na emigráciu nemám, že moje srdce to neznesie). O tom, že emigrácia býva ťažká, aj keď bývame pomerne blízko k svojej krajine, aj keď bývame v prostredí s podobnou kultúrou, aj keď sme šťastní z toho, čo robíme či ako žijeme.

Ja nepoznám odpoveď na to, ako si s tým všetkým mám poradiť. Mám nejaké svoje malé metódy, obľúbené miesta, na ktorých sa cítim „ako doma”, svoje tradície, typicky poľské maličkosti, ktorých sa silno držím vo svojej každodennosti. Všetko sú to spôsoby na to, aby som sa nejako držala na hladine, aby som sa nedala pohltiť zúfalstvu, keď príde. Ale niekedy sa stane niečo také ako ten nešťastný počítač a násilne zbúra hrádzu sebakontroly. A čo vtedy? Neviem. Chcem vám dnes proste povedať, že aj to sa niekedy stáva. Skúšam to jednoducho prijať, akceptovať, osvojiť sa s vlastnou slabosťou a smútkom. Život je séria náročných rozhodnutí, stále sa držím tých svojich.

niedziela, 31 marca 2019

Obca / Cudzia


Życie za granicą rządzi się swoimi prawami. Można oczywiście nie nauczyć się języka, zamieszkać w polskiej dzielnicy (no, nie na Słowacji, ale są polskie dzielnice w niektórych państwach :)), zatrudnić w polskiej firmie i udawać, że właściwie nic się nie zmieniło, ale nie polecam. Jestem głęboko przekonana, że jednym z najważniejszych zadań imigranta jest znalezienie dla siebie miejsca w kraju, który wybrał i zaadaptowanie się.

Co właściwie przez to rozumiem? Na pewno podstawą jest język, ale na to potrzeba czasu. Jednak oprócz języka jest jeszcze kwestia poznania miasta i państwa, w którym się przebywa, otwarcia na kulturę, spotkania ze sztuką, kontaktu z rodzimymi mieszkańcami… Całkiem sporo możliwości. I wyzwań.

Każdy z nas ma inne zdolności przystosowania się, każdy stawia własne granice w innym miejscu, może być łatwiej, może być trudniej, krócej, dłużej, ale w tym całym wychodzeniu do nowego otoczenia zasadniczo chodzi o jedno – by wyeliminować poczucie obcości. Bo za granicą nie ma chyba nic gorszego, niż czuć się obco.

Tak naprawdę obcość ma w moim odczuciu aż trzy podstawowe źródła. Jednym jestem ja sama – za każdym razem, gdy odrzucam to, co mnie otacza, gdy nie rozumiem i nie chcę przyjąć tego, co inne na Słowacji. Nie o to chodzi, żeby wszystkim się zachwycać, co to, to nie ;). Ale najważniejsze są tu chęci, kolejne próby akceptacji tego, co wygląda inaczej niż w mojej ojczyźnie. W przeciwnym razie sama pcham się w objęcia obcości, sama oddalam od tego, co ma być moim domem, sama zaprzepaszczam to poczucie bycia częścią słowackiej całości, które przecież codziennie misternie buduję. Inna sprawa, że Słowaczką nie jestem i nigdy nie będę. Pewne kwestie kulturowe zawsze będą mnie odgradzać. I tu przechodzimy do drugiego źródła – gdy wykluczają mnie Słowacy. Jednym z jaskrawych przykładów tego wykluczenia jest wszędobylski język czeski. „Nie rozumiesz czeskiego? Jak możesz go nie rozumieć? No nie, na pewno rozumiesz!” – to standard w moich rozmowach ze Słowakami, gdy złoszczę się na czeskie filmy w telewizji lub czeskie gazety w kiosku. Jasne, że rozumiem czeski lepiej niż przeciętny Polak, ale ja nie mówię po czesku i póki co nie mam ochoty się tego języka nauczyć. Tyle że nie znając go, doświadczam pewnego rodzaju wykluczenia. A gdy Słowacy dziwią się, że mogę go nie rozumieć, gdy nie dostrzegają, że pewne rzeczy dla nich oczywiste dla mnie wcale takie oczywiste nie są – moje poczucie obcości tylko się pogłębia. I tu nie chodzi wyłącznie o ten nieszczęsny język czeski, ale też niektóre słowackie tradycje, zwyczaje, sztukę – to wszystko co dla „tubylca” jest codziennością. Ja tę codzienność nie zawsze rozumiem. I ilekroć Słowacy tego nie pojmują i nie próbują mi pomóc, włączyć mnie, przybliżyć pewnych kwestii – znajduję się poza nawiasem.

Jednak to chyba trzecie źródło obcości jest najbardziej przykre i dokuczliwe. Chodzi o te chwile, gdy wykluczają mnie Polacy. Gdy nie jestem dla nich dość polska, gdy żyję w ich odczuciu zbyt „słowacko”. Gdy ośmielam się mówić po słowacku wtedy, gdy według nich miałabym mówić po polsku, gdy czytam, czy oglądam coś, czego jako Polka nie miałabym, gdy mówię nie dość dobrze po polsku albo nie pamiętam jakiegoś polskiego zwyczaju. To boli. Tyle że to moje życie i to ja je muszę przeżyć tak, by być w nim jak najspokojniejsza, jak najszczęśliwsza w ramach, które ukształtowały moje wybory. I ci wszyscy Polacy, dla których jestem nie dość polska, i ci wszyscy Słowacy, dla których jestem nie dość słowacka, nie przeżyją go za mnie i często nie są w stanie zrozumieć jego realiów.

A realia są takie, że muszę żyć tak, by nie stracić własnej polskości, poczucia przynależności do własnej ojczyzny, a jednocześnie muszę umieć być częścią słowackiej wspólnoty, potrafić powiedzieć, że na Słowacji też jest mój dom. Tu nie ma prostych rozwiązań, które byłyby uniwersalne dla wszystkich ludzi znajdujących się w podobnym położeniu do mojego. Tu muszę kierować się własnym rozumem i sercem, muszę oceniać, co jest dla mnie dobre, a co nie, co jestem w stanie poświęcić, a z czego nigdy nie chcę rezygnować. I tu pojawia się zadanie dla tych, którzy mnie otaczają – by nie oceniać, by nie krytykować, by pomagać być zarówno dość polską, jak i dość słowacką. Bo skoro wybrałam to polsko-słowackie życie, to chcę w nim być szczęśliwa. Ale nie jestem tego w stanie osiągnąć sama, nie mogę być obca.


Pamiątka po bratysławskim tyglu kulturowym w latach międzywojennych - nagrobek słowacki, niemiecki i węgierski.

Život v zahraničí sa riadi svojimi vlastnými pravidlami. Samozrejme, nemusíte sa učiť jazyk, môžete bývať v poľskej štvrti (no, nie na Slovensku, ale v niektorých krajinách sú aj poľské štvrte :)), zamestnať sa v poľskej firme a predstierať, že sa v skutočnosti nič nezmenilo – to však neodporúčam. Som hlboko presvedčená o tom, že jednou z najdôležitejších výziev imigranta je nájsť si svoje miesto v krajine, ktorú si vybral, a adaptovať sa.

Čo pod tým vlastne rozumiem? Základom je určite jazyk, ale to chce veľa času. Okrem jazyka je tu ešte otázka spoznania mesta a krajiny, v ktorej žijem, otvorenosti voči kultúre, stretávania sa s umením a kontaktov s domácimi obyvateľmi... Skutočne veľa možností. A výziev.

Každý z nás má inú schopnosť prispôsobiť sa, každý si určuje svoje vlastné hranice na rôznych miestach. Môže nám byť ľahšie, môže byť ťažšie, kratšie, dlhšie, ale v tom celom otváraní sa na nové skutočnosti ide v zásade o jedno – zbaviť sa pocitu cudzoty. Lebo v zahraničí snáď nie je nič horšie ako keď sa cítime cudzo.

Cudzota má v skutočnosti z mojej perspektívy až tri základné zdroje. Jedným som ja sama – vždy, keď odmietam to, čo ma obklopuje, keď nerozumiem a nechcem prijať to, čo je iné na Slovensku. Nejde o to, aby som bola všetkým okúzlená, to určite nie ;). Najdôležitejšia je vôľa – opakovane skúšať akceptovať to, čo vyzerá inak ako v mojej vlasti. V opačnom prípade samu seba zatváram do pocitu cudzoty, sama sa vzďaľujem od toho, čo má byť mojim domovom, sama sa vzdávam toho pocitu, že som časťou slovenského celku, ktorý predsa každodenne prácne budujem. Iná vec, že Slovenkou nie som a nikdy nebudem. Niektoré kultúrne otázky pre mňa vždy budú predstavovať bariéru. A tu prechádzame k druhému zdroju – keď ma neprijímajú Slováci. Jedným z krikľavých príkladov takéhoto neprijatia je všadeprítomná čeština. „Nevieš po česky? Ako môžeš nevedieť? No nie, predsa isto rozumieš!” – to je klasika v mojich rozhovoroch so Slovákmi, keď sa hnevám na české filmy v televízii alebo české časopisy v novinovom stánku. Jasné, že rozumiem po česky lepšie ako priemerný Poliak, ale nehovorím česky a zatiaľ ani nemám chuť sa ten jazyk naučiť. Avšak keďže ho nepoznám, cítim sa v istom zmysle vylúčená. A keď sa Slováci čudujú, že nerozumiem, keď im nezapne, že niektoré veci, ktoré sú pre nich samozrejmé, pre mňa vôbec samozrejmé nie sú, vtedy sa môj pocit cudzoty len zosilňuje. A nejde len o tú nešťastnú češtinu, ale tiež o niektoré slovenské tradície, zvyky, o umenie – to všetko, čo je pre domorodca samozrejmosťou. Ja to nie vždy rozumiem. A vždy, keď to Slováci nechápu a nesnažia sa mi pomôcť, neskúšajú ma zapojiť a vysvetliť niektoré otázky, vyrastajú medzi nami bariéry.

Ten tretí zdroj cudzoty je však snáď zo všetkých najbolestivejší a najnepríjemnejší. Ide o tie chvíle, keď sa cítim cudzo kvôli Poliakom. Keď pre nich nie som dosť poľská, keď podľa nich žijem príliš „po slovensky”. Keď sa osmelím hovoriť po slovensky vtedy, keď by som podľa nich mala hovoriť po poľsky, keď čítam alebo pozerám niečo, čo by som ako Poľka nemala, keď nehovorím dosť dobre po poľsky alebo si nespomeniem na nejaký poľský zvyk. To bolí. Je to však môj život a ja ho musím prežiť tak, aby som v ňom bola čo najpokojnejšia a najšťastnejšia v takých hraniciach, ktoré vytvorili moje životné rozhodnutia. A tí všetci Poliaci, pre ktorých nie som dosť poľská a tí všetci Slováci, pre ktorých nie som dosť slovenská, za mňa ten život neprežijú a často nie sú schopní pochopiť jeho realitu.

A realita môjho života spočíva v tom, že musím žiť tak, aby som nestratila svoju poľskosť, pocit príslušnosti k svojej vlasti, a zároveň musím vedieť byť súčasťou slovenskej spoločnosti a dokázať povedať, že na Slovensku je tiež môj domov. Neexistujú jednoduché riešenia, ktoré by boli univerzálne pre všetkých ľudí v podobnej situácií. Musím sa riadiť vlastným rozumom a srdcom, musím vyhodnocovať, čo je pre mňa dobré a čo nie, čo dokážem obetovať a čoho sa nikdy nechcem vzdať. A to je aj úloha pre všetkých, ktorí sú v mojom okolí – aby ma neposudzovali, nekritizovali a pomáhali mi byť zároveň dosť poľskou ako aj slovenskou. Lebo keď som si už vybrala ten poľsko-slovenský život, chcem v ňom byť šťastná. Nedokážem to však sama, nesmiem sa cítiť cudzo.