sobota, 31 października 2020

3 veci, ktoré môžu Slovaci závidieť Poliakom / 3 rzeczy, których Słowacy mogą pozazdrościć Polakom

Septembrový príspevok bol pre mňa inšpiráciou a prinútil ma zamyslieť sa nad tým, čo môžeme na oplátku my na Slovensku závidieť Poľsku a Poliakom. Nájdu sa také veci? Rozhodne, a nie je ich málo. Vzal som si príklad z N. a tiež som si vybral tri.

1.       Vzťah k vlastnej histórii

Toto je úplná pravda, hoci niekedy je to dvojsečný meč. História Poľska je bohatá na udalosti aj osobnosti. Poľsko-litovská únia patrila k najvýznamnejším hráčom na európskej šachovnici v novoveku. Krvavé dvadsiate storočie sa na Poľsku podpísalo tak, že o tom vie celý svet a odborári zo Solidarity sa zaslúžene dostali aj do našich učebníc dejepisu. Mnohé súvisí s tým, že Poliaci mali takmer stále svoj vlastný štát a teda vystupovali akoby pod vlastnou značkou.

My na Slovensku s tým stále máme problém. Nejako sa nechceme prihlásiť sa k značke Uhorska či neskôr Rakúsko-Uhorska, hoci sme boli integrálnou súčasťou tohto celku po celé stáročia. Trochu lepšie nám to ide s Čechmi. Podľa mňa sa však smelo môžeme hlásiť k bohatej histórii Uhorska a Československa, nebáť sa jej a nepovažovať ju za niečo cudzie. Aj Slováci prispievali k sláve banských miest, porážke Turkov, rozvoju manufaktúr na Gemeri či športovým úspechom Československa. Mohli by sme si vziať z Poliakov príklad v tom, že budeme viac zorientovaní vo vlastnej histórii, viac s ňou identifikovaní a pripravení o nej diskutovať. S tým sa spája aj nutnosť vidieť svoje dejiny v ich plnej farebnosti, aj s čiernymi miestami.

2.       Starostlivosť o kultúrne dedičstvo

Je to ďalšia vec, ktorú ja osobne mimoriadne citlivo vnímam a zároveň v mnohom súvisí s tou predchádzajúcou. Je mi trošku smutno, keď sa prechádzam po slovenských mestách, vnímam ich slávnu históriu a rukami pohládzam jej hmotné dôkazy, a zároveň vidím ich spustnutosť alebo prinajmenšom zanedbanosť. Málokedy je vzácne miesto upravené do takej podoby, akú by si zaslúžilo (mojou obľúbenou výnimkou je napr. Skalica, odporúčam). V Poľsku je to podľa mňa celkom inak.

Možno aj kvôli vzťahu k histórii sú centrá poľských miest často krásne upravené a obnovené. Netýka sa to len výstavných veľkomiest typu Krakov či Vroclav. Aj malé mestá majú svoje čaro a vyzerajú ako zo škatuľky.

Tento rok sme boli na výlete v meste Sztum. Vygúglite si ho, je to malé mestečko v Pomoranskom vojvodstve. Svokrovci, známi cestovatelia po bližšom aj vzdialenejšom okolí, boli Sztumom zaskočení – pred pár rokmi to bolo zanedbané, ničím sa nevyznačujúce mesto, mesto ako každé iné. Dnes je pekne obnovené, upravené a je radosť sa v ňom prechádzať. Podobných príkladov by som mohol menovať niekoľko. Veľmi by som si želal, aby sme sa aj v tomto viac podobali našim severným susedom.

3.       More, naše more

S týmto asi nič neurobíme, more mať nebudeme. Hovorí sa, že slovenské more je v Chorvátsku. Darmo je, teplotu má prijateľnejšiu ako Baltik a akosi sme si v minulosti zvykli mieriť skôr na juh ako na sever.

Pomaličky sa to však mení a čoraz viac Slovákov mieri na letnú dovolenku aj k Baltiku. Určite je jedným z faktorov kvalita cestnej infraštruktúry v Poľsku, ktorú teda skutočne môžeme závidieť. Iným dôvodom môže byť aj neopozeranosť poľského pobrežia, krása tamojšej prírody, miest a pláží a s tým súvisiaca exotickosť (čo znie v prípade Poľska mimoriadne exoticky).

More teda mať nebudeme, ale môžeme aspoň ľahučko zmeniť smer a spraviť z poľského Baltiku trošku aj slovenské more. Môžeme ho Poliakom skutočne závidieť, ale môžeme si z neho aj kúsok vziať. Radi nás tam uvidia a dovolenka pri tomto mori, hoci aj trošku chladnejšom, rozhodne stojí za to.

 

Na záver by som si veľmi želal, aby sme sa začali o niečo viac spoznávať. Aby Poliaci nevnímali Slovákov len cez stereotypy a vice versa. My s N. a deťmi sa snažíme byť tak trochu vyslancami Poľska na Slovensku a Slovenska v Poľsku. Máme sa totiž čím obohatiť, môžeme sa v mnohom vzájomne inšpirovať a zlepšovať ten náš spoločný kúsok sveta. 

Zamek w Sztumie

Wrześniowy wpis stanowił dla mnie inspirację i skłonił do zastanowienia, czego – dla odmiany – możemy zazdrościć Polsce i Polakom my, Słowacy. Czy istnieją takie rzeczy? Zdecydowanie, i to wcale niemało. Za przykładem N. również wybrałem trzy.

1.       Stosunek do własnej historii

Absolutna prawda, choć czasami też miecz obosieczny. Historia Polski obfituje w wydarzenia i ważne postacie. Unia polsko-litewska należała do najbardziej znaczących graczy na europejskiej szachownicy w czasach nowożytnych. Krwawy wiek dwudziesty odcisnął swoje piętno na Polsce tak mocno, że wie o tym cały świat, a związkowcy z Solidarności zasłużenie znaleźli się również w naszych podręcznikach do historii. Wiele ma związek z tym, że Polacy prawie przez cały czas mieli swoje własne państwo i występowali jakby „pod własną marką”.

My, Słowacy, wciąż mamy z tym problem. Jakoś nie chcemy podciągnąć się pod markę Węgier albo późniejszych Austro-Węgier, chociaż przez wieki byliśmy integralną częścią tej całości. Trochę lepiej nam to wychodzi z Czechami. Według mnie możemy jednak śmiało poczuć się częścią bogatej historii Węgier i Czechosłowacji, nie bać się jej i nie odbierać jako czegoś obcego. Również Słowacy przyczynili się do sławy miast górniczych, pogromu Turków, rozwoju manufaktur w Gemerze i sukcesów sportowych Czechosłowacji. Moglibyśmy wziąć przykład z Polaków i być lepiej zorientowani we własnej historii, bardziej się z nią utożsamiać i być gotowi do dyskusji na jej temat. Wiąże się z tym konieczność spojrzenia na własne dzieje w pełnej palecie kolorów, uwzględniając też czarne karty.

2.       Troska o dziedzictwo kulturowe

To kolejny temat, na który osobiście jestem niezwykle wyczulony, a który pod wieloma względami łączy się z punktem opisanym powyżej. Trochę mi smutno, gdy spaceruję po słowackich miastach, rozmyślam o ich wspaniałej historii, rękoma dotykam jej materialnych pozostałości, a jednocześnie widzę opustoszenie tych miejsc lub – w najlepszym wypadku – zaniedbanie. Rzadko zabytkowe miejsce zostaje doprowadzone do takiego stanu, na który rzeczywiście zasługuje (mój ulubiony wyjątek to Skalica, polecam). Moim zdaniem w Polsce to wygląda zupełnie inaczej.

Być może także dzięki stosunkowi do historii centra polskich miast są często pięknie utrzymane i odnowione. Nie dotyczy to tylko wielkich, popularnych miast, takich jak Kraków czy Wrocław. Nawet małe miasteczka mają swój urok i wyglądają jak z obrazka.

W tym roku byliśmy na wycieczce w miejscowości Sztum. Sprawdźcie na Google, to niewielkie miasteczko w województwie pomorskim. Teściowie, znani podróżnicy po bliższej i dalszej okolicy, byli jego wyglądem zaskoczeni – jeszcze kilka lat temu miasto to było zaniedbane, przeciętne, po prostu jedno z wielu. Dzisiaj jest pięknie odrestaurowane, utrzymane, a spacer po nim to prawdziwa przyjemność. Podobne przykłady mógłbym mnożyć. Życzyłbym sobie, żebyśmy również pod tym względem byli bardziej podobni do naszych północnych sąsiadów.

3.       Morze, nasze morze

Na to raczej nic nie poradzimy, nie będziemy mieli morza. Mówi się, że słowackie morze znajduje się w Chorwacji. No cóż, temperaturę wody ma z pewnością przyjemniejszą niż Bałtyk, poza tym przyzwyczailiśmy się kiedyś kierować częściej na południe niż na północ.

Stopniowo ulega to jednak zmianie i coraz więcej Słowaków na miejsce swojego urlopu wybiera Bałtyk. Z pewnością jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest jakość infrastruktury drogowej w Polsce, której możemy naprawdę pozazdrościć. Innym powodem może być nietuzinkowość polskiego wybrzeża, piękno tamtejszej przyrody, miasteczek i plaż oraz związana z tym egzotyka (co w przypadku Polski brzmi szczególnie egzotycznie).

Zatem morza mieć nie będziemy, ale łatwo możemy zmienić kierunek i uczynić polski Bałtyk choć odrobinę słowackim morzem. Naprawdę możemy go Polakom zazdrościć, ale możemy też wziąć z niego kawałeczek dla siebie. Chętnie nas tam przywitają, a wakacje nad tym morzem, nawet jeśli troszkę chłodniejszym, zdecydowanie są tego warte.

 

Podsumowując, bardzo chciałbym, żebyśmy zaczęli się trochę lepiej poznawać. Aby Polacy nie postrzegali Słowaków wyłącznie przez pryzmat stereotypów i odwrotnie. My z N. i dziećmi staramy się być w pewnym sensie ambasadorami Polski na Słowacji i Słowacji w Polsce. Mamy bowiem czym się ubogacać, możemy się wzajemnie inspirować na wiele sposobów i ulepszać ten nasz wspólny kawałek świata.

środa, 30 września 2020

3 rzeczy, których Polacy mogą pozazdrościć Słowakom (a z dwóch mogą wziąć przykład) / 3 veci, ktoré môžu Poliaci závidieť Slovákom (a z dvoch si vziať príklad)

 1.       Formy żeńskie

Podczas gdy w Polsce na temat stosowania form żeńskich rzeczowników trwają niekończące się dyskusje konserwatystów z progresywistami, tradycjonalistów z postępowcami, językoznawców ze zwykłymi użytkownikami języka, kobiet z mężczyznami, starych z młodymi, czy prawicy z lewicą (uzupełnijcie dowolną parą pasującą do obrazu niezgadzających się ze sobą stron), na Słowacji nikt się nie zastanawia, czy sięgnąć po nie, czy nie. Jeżeli rzeczownik ma formę męską, to ma też formę żeńską, proste. Kobieta została wybrana na stanowisko prezydenta? Super, Słowacy mają prezydentkę (a nie panią prezydent). Kobieta prowadzi autobus? Świetnie, jest vodičką, a nie kobietą kierowcą. Kobieta obroniła pracę magisterską? Gratulacje, zdobyła tytuł magisterki (a nie magistra, w końcu jest kobietą). Gdy co wrażliwsi Polacy wciąż reagują nerwowo na  takie określenia jak „gościni”, „polityczka”, czy „widzka”, a każdy nowy dla ucha feminatyw wzbudza mnóstwo kontrowersji, Słowacy udowadniają, że to nie żadna feministyczna fanaberia i niezrozumiałe dążenie do zbędnej symetrii językowej, ale zjawisko, które może być całkowicie naturalne i powszechne. I choć sama nie jestem w pełni oswojona z niektórymi polskimi rzeczownikami z końcówką żeńską – jestem bardzo na tak!

2.       Przerwa obiadowa

Można by powiedzieć, że głodnemu chleb na myśli, skoro piszę te słowa w porze obiadu, ale nie, nie, to wcale nie jedyny powód, dla którego przytaczam właśnie to zjawisko :). Tak naprawdę od lat zachwycam się „kulturą obiadową” Słowaków. O co właściwie chodzi? Otóż już od przedszkola Słowacy uczą się, że zjedzenie gorącego posiłku w ciągu dnia jest ważne i należy znaleźć na niego czas. Na Słowacji w przedszkolu czy szkole obiad jedzą wszyscy. Nie tacy, których rodzice pracują do nocy, ale naprawdę wszyscy. Po prostu jedna godzina lekcyjna jest przeznaczona właśnie na ten ważny, tutaj najczęściej dwudaniowy, posiłek. I na szkole wcale się nie kończy, ponieważ przerwa obiadowa jest uwzględniona także w czasie pracy, stołówki w zakładach pracy to rzecz całkowicie normalna, a znacząca większość restauracji (pewnie jakieś 99%) ma w swojej ofercie tzw. menu, to jest specjalny wybór dań obiadowych (zwykle jeden rodzaj zupy i 3-4 propozycje dania głównego), serwowanych w godzinach 11:00-15:00 (gdzieś dłużej, gdzieś krócej) w atrakcyjnej cenie (od nawet 3 euro za obiad do około 6). To naprawdę ma sens.

3.       Położenie stolicy

Przyznaję, z tym punktem było najtrudniej. Zakładam, że większość moich czytelników powiedziałaby bez wahania: „Tatry”! Niektórzy, lepiej znający Słowację, zaproponowaliby słynną Kofolę. Moje serce wyrywało się natomiast w kierunku wspaniałego słowackiego folkloru. Tyle że chodzenia po górach nie lubię (sic!), napojów gazowanych też nie (sic! sic!), a o folklorze pisałam już nie raz i nie dwa :). Postawiłam zatem na niesamowite położenie słowackiej stolicy tuż przy zachodnich i południowych sąsiadach, a wcale nie tak daleko od tych położonych na północny zachód. Wiecie, że z miejsca, w którym mieszkam, mam mniej więcej 5 minut samochodem do granicy słowacko-austriackiej, 10 do granicy słowacko-węgierskiej, a po godzinie jazdy jestem już w Czechach? Z perspektywy bezpieczeństwa narodowego być może nie jest to idealny układ, ale z perspektywy podróżniczej – absolutnie wspaniały! (proszę, zapomnijcie na moment o panującej wokół epidemii koronawirusa i wyobraźcie sobie, jak cudownie jest podróżować po wielokulturowej i wielojęzycznej okolicy, gdy wszyscy wokół są zdrowi :)). Jest czego zazdrościć!

A Wy? Co podziwiacie u naszych południowych sąsiadów (pytanie do Polaków) lub czego mogą Wam zazdrościć sąsiedzi z północy (pytanie do Słowaków)? :)


Przykładowe dzienne menu znalezione w internecie

1.       Ženské formy

Kým v Poľsku trvajú na tému používania ženských foriem podstatných mien nekončiace sa diskusie konzervatívcov s progresívcami, tradicionalistov s milovníkmi pokroku, jazykovedcov s obyčajnými používateľmi jazyka, žien s mužmi, starých s mladými či pravice s ľavicou (doplňte ľubovoľný vhodný  pár vzájomne nesúhlasiacich strán), na Slovensku nikto nerozmýšľa, či po ne siahnuť alebo nie. Ak má podstatné meno mužskú formu, môže mať aj  ženskú, jednoduché. Do funkcie prezidenta bola zvolená žena? Super, Slováci majú prezidentku (a nie Pani Prezydent ako v Poľsku). Riadi žena autobus? Výborne, je vodička a nie kobieta kierowca (doslovne: žena vodič). Obhájila magisterskú prácu? Blahoželáme, získala titul magisterky (a nie magistra, ide predsa o ženu). Zatiaľ čo citlivejší Poliaci stále reagujú hnevom na také slová ako „gościni” (hostka), „polityczka”, či „widzka” (diváčka) a každé nové feminatívum vyvoláva množstvo kontroverzii, Slováci dokazujú, že to nie je žiadny feministický vrtoch a nepochopiteľná snaha o zbytočnú jazykovú symetriu, ale jav, ktorý môže byť úplne prirodzený a bežný. A síce som si ešte celkom nezvykla na niektoré poľské podstatné mená s ženskou koncovkou, som rozhodne za!

2.       Prestávka na obed

Dalo by sa povedať, že hladnému sa o chlebe sníva, keďže píšem tieto slová v čase obeda, ale nie, nie je to jediný dôvod, prečo píšem práve o tomto jave :). V skutočnosti som už celé roky v úžase nad „obedovou kultúrou” Slovákov. O čo vlastne ide? O to, že už od materskej školy sa Slováci učia, že konzumácia teplého obeda je počas dňa dôležitá a treba si naň nájsť čas. Na Slovensku v škôlke aj v škole obedujú všetci. Nielen tí, ktorých rodičia pracujú do noci, ale naozaj všetci. Jedna školská hodina je jednoducho určená práve na toto dôležité, najčastejšie dvojchodové jedlo. A školou sa to vôbec nekončí, pretože prestávka na obed sa zohľadňuje aj počas pracovného dňa, jedálne v zamestnaní nie sú ničím výnimočným a veľká väčšina reštaurácií (možno až 99 %) má vo svojej ponuke tzv. menu, čiže špeciálny výber obedových jedál (zvyčajne jeden druh polievky a 3-4 možnosti na hlavné jedlo), ktorý sa podáva približne medzi 11:00 a 15:00 (niekde kratšie, niekde dlhšie) za výhodnú cenu (približne od 3 do 6 EUR). To je naozaj zmysluplné.

3.       Poloha hlavného mesta

Priznávam, že s týmto bodom to bolo najťažšie. Predpokladám, že väčšina mojich čitateľov by bez váhania povedala: „Tatry”! Niektorí, ktorí Slovensko poznajú lepšie, by možno navrhli slávnu Kofolu. Moje srdce zas volalo o úžasnom slovenskom folklóre. Turistiku však nemám rada (!), bublinkové nápoje tiež nie (!!) a o folklóre som už neraz písala :). Vsadila som teda na neuveriteľnú polohu slovenského hlavného mesta, hneď pri západných aj južných susedoch a skutočne blízko aj tých severozápadných. Viete, že z miesta, na ktorom bývam, mám približne 5 minút autom na slovensko-rakúsku hranicu, 10 na slovensko-maďarskú a po necelej hodine jazdy som už v Česku? Z hľadiska národnej bezpečnosti to možno nie je ideálna poloha, ale z hľadiska cestovania – úplne skvelá! Zabudnite pritom prosím na moment na aktuálnu pandémiu koronavírusu a predstavte si, aké krásne je cestovanie po mnohokultúrnom a mnohojazyčnom okolí, keď sú všetci navôkol zdraví :). Je čo závidieť!

A Vy? Čo Vás privádza do úžasu u našich južných susedov (otázka na Poliakov) alebo čo Vám môžu závidieť susedia zo severu (otázka na Slovákov)? :)


poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Mýty o Poľsku / Mity o Polsce

 Často sa mi stáva, že keď spomeniem Poľsko, ľudia reagujú krásnymi stereotypmi. Nie je to nič mimoriadne, mimovoľne tak zrejme väčšina z nás reaguje na iné krajiny či regióny. Podľa našich rokmi zakonzervovaných mýtov sú napríklad Taliani mizerní angličtinári, Francúzi mizerní všetko okrem francúzštiny, Angličania chladní a Španieli ohniví. Nemecké výrobky sú vynikajúce, maďarské jedlo pikantné, Čechom sa všetko darí vďaka povestnému šťastíčku a, samozrejme, v Škótsku použijú jedno čajové vrecúško aj päťkrát.

Čo sa týka Poľska, registrujem zopár najčastejšie sa vyskytujúcich mýtov. A čo s mýtmi? Treba ich nabúrať :).

1. Poľské cesty sú mizerné.

Tento rok oslavujem desiate výročie, odkedy jazdím do Poľska ďalej ako po Nowy Targ. Prvá cesta bola do Poznane v januári 2010, potom sa pritrafili aj iné smery a najčastejší je, samozrejme, priamo na sever, k moru. Zo začiatku cesty okrem diaľníc vyzerali naozaj ako tankodrómy, pamätám si na deravé vozovky v okolí Łęczyce, šialene dlhý prejazd cez Łódź či slalom medzi jamami vo Włocławku. Môj rekord na trase Rumia – Nitra bol 22 hodín :). Ale všetko sa zmenilo. Zo severu na juh vedie až na krátku výnimku vynikajúco vybavená, kvalitná diaľnica, na čistých odpočívadlách nájdete čisté toalety aj sprchy a pekné detské ihriská. Na Slovensku nevieme spojiť Bratislavu s Košicami už desiatky rokov a mne sa taká priemerná cesta k svokrovcom skrátila o niekoľko hodín.

2. Poľské jedlo je síce lacné, ale nekvalitné.

Nuž áno, niektoré je lacné a nekvalitné, ale môžem všetkých ubezpečiť, že väčšina je lacnejšia ako na Slovensku a vysoko kvalitná. Celkom o niečom inom je skutočnosť, čo dovážame na Slovensko a čo kupujeme, to je už však naša zodpovednosť. Žil som v Poľsku nejaký ten piatok a môžem s čistým svedomím povedať, že poľské potraviny sú prvotriedne, takisto ako tie naše, a že takisto ako sa nájdu pochybné slovenské výrobky, nájdu sa aj poľské. Už sa teším, keď opäť príde svokor s plným kufrom potravín :). Ako knihomoľ si tiež dovolím poznamenať, že nielen potraviny, ale aj knihy sú v Poľsku omnoho lacnejšie. Aj preto veľa čítam po poľsky.  

3. Poliakovi vždy porozumieš.

No nie, neporozumieš. Možno na tej základnej úrovni, keď sa človek potrebuje dohodnúť na cene koženej bundy na trhu alebo si objednať v reštaurácii. Ale ak chceme preniknúť trošku viac na hlbinu rozhovoru, je to ťažšie. Poznám to z vlastnej skúsenosti. S N. sme začali po anglicky, lepšie sa nám v nej vyjadrovali vlastné pocity a boli sme si viac istí, že druhá osoba rozumie, čo chceme povedať a nedomýšľa si niečo iné. Dalo sa nám skrátka vyjadrovať presnejšie. Do svojich vlastných jazykov sme začali prepínať pomaličky, počas jednej cesty z Poznane cez Drážďany a Karlove Vary na Slovensko, a to od najzákladnejších slovíčok. Dnes máme jazyky toho druhého na takej úrovni, že sa nebojíme nepochopenia, ale chvíľu nám to trvalo. Poľština so slovenčinou majú veľmi podobné základy, no tiež veľa tzv. „false friends“, slovíčok, ktoré vyzerajú rovnako či veľmi podobne, no znamenajú niečo celkom iné. Zopár ich nájde aj v časti Językowo, nech sa páči, nazrite :).

4. V poľskom mori sa nedá kúpať.

Obľúbený mýtus, keďže moja N. pochádza zo severu. V predstave väčšiny Slovákov, ktorých stretávam, sú poľské pláže opustené miesta, kde kočujú akurát uzimení otužilci a vietor rozfukuje po okolí kryštáliky ľadu. Nie je to celkom tak :). Keď som prvýkrát zavítal v lete k moru, myslel som si, že som niekde na stredomorskej pláži, všade bolo plno ľudí, pohostinských prevádzok, lodiek, skrátka, cestovný ruch na vysokej úrovni. Miestni si hľadajú cestičky, ako sa vyhnúť dôležitejším cestným spojeniam a ubytovanie treba objednávať hodnú chvíľu vopred.

Nenapísal som však znenie mýtusu „poľské more je chladné“, lebo teda pre našinca zvyknutého na turecké či grécke polievočky je určite chladnejšie. Neznamená to však, že sa v ňom nedá kúpať. Ba práve naopak, aj ja, hoci nie som veľmi vodný živel, som sa doň niekoľkokrát ponoril a naše deti sa v ňom čvachcú jedna radosť. Čoraz viac Slovákov si hľadá cestu k poľskému moru, čo vidím napr. na ponuke zľavomatu (aj keď som sa dobre zabavil na ponuke označenej „Dovolenka v prímorskom mestečku Gdyňa – prímorské mestečko by bolo na Slovensku jednou z metropol).

Mýty a legendy sa najlepšie búrajú vlastnou skúsenosťou. Aj keď je cestovanie aktuálne dosť obmedzené, pozývam všetkých k spoznávaniu našich susedov, keď nie reálne, tak aspoň virtuálne. Máme si navzájom čo povedať :).


Kiedy wspominam o Polsce, często zdarza się, że ludzie odpowiadają na to pięknymi stereotypami. Nie ma w tym nic niezwykłego, większość z nas wydaje się odruchowo reagować na inne kraje czy regiony właśnie w taki sposób. Przykładowo zgodnie z naszymi przez lata utrwalanymi mitami Włosi słabo sobie radzą z językiem angielskim, Francuzi słabo sobie radzą ze wszystkim z wyjątkiem języka francuskiego, Anglicy są zimni, a Hiszpanie ogniści. Niemieckie produkty są doskonałe, węgierskie jedzenie pikantne, Czechom wszystko wychodzi dzięki przysłowiowemu szczęściu, a w Szkocji, wiadomo, jedną torebkę herbaty zalewa się nawet pięć razy.

Co do Polski – zwróciłem uwagę na kilka najczęściej występujących mitów. A co z mitami? Trzeba je zburzyć :).

1. Polskie drogi są fatalne.

W tym roku mija dziesięć lat, od kiedy jeżdżę do Polski dalej niż do Nowego Targu. Pierwsza podróż odbyła się do Poznania w styczniu 2010 roku, potem zdarzały się też inne kierunki, a najczęstszy, wiadomo, prowadzi prosto na północ, nad morze. Początkowo drogi z wyjątkiem autostrad faktycznie były podziurawione jak sito, pamiętam dziurawą jezdnię w okolicy Łęczycy, szalenie długi przejazd przez Łódź czy slalom między dziurami we Włocławku. Mój rekord przejazdu na trasie Rumia – Nitra wyniósł 22 godziny :). Ale wszystko się zmieniło. Z północy na południe prowadzi (z wyjątkiem krótkiego odcinka) świetnie wyposażona, dobrej jakości autostrada, na czystych MOP-ach znajdują się czyste toalety i prysznice oraz piękne place zabaw. Na Słowacji od kilkudziesięciu lat nie jesteśmy w stanie połączyć Bratysławy z Koszycami, tymczasem przeciętna podróż do moich teściów skróciła się o kilka godzin.

2. Polskie jedzenie jest wprawdzie tanie, ale złej jakości.

Cóż, zdarza się też jedzenie tanie i kiepskiej jakości, ale zapewniam Was, że większość produktów spożywczych jest tańsza niż na Słowacji i znakomitej jakości. Odrębną sprawą jest to, co importujemy na Słowację i co kupujemy, ale to już kwestia własnej odpowiedzialności. Mieszkałem w Polsce przez jakiś czas i mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że polskie produkty są pierwszorzędnej jakości, podobnie jak nasze, jednocześnie podobnie jak u nas trafią się produkty wątpliwej jakości, tak samo i w Polsce. Już się cieszę na przyjazd teścia z pełnym bagażnikiem jedzenia :). A jako mól książkowy pozwolę sobie jeszcze zauważyć, że nie tylko produkty spożywcze, ale też książki są w Polsce dużo tańsze. M. in. dlatego tak dużo czytam po polsku.

3. Zawsze zrozumiesz Polaka.

No nie, nie zrozumiesz. Może na podstawowym poziomie, gdy potrzebujesz się dogadać w kwestii ceny skórzanej kurtki na rynku albo zamówić obiad w restauracji. Ale jeżeli chcemy wejść na trochę głębszy poziom rozmowy, sprawa jest trudniejsza. Znam ten temat z własnego doświadczenia. Na początku rozmawialiśmy z N. po angielsku, łatwiej nam było wyrażać własne uczucia w tym języku i mieliśmy większą pewność, że druga strona zrozumie, co chcemy powiedzieć i nie dopowie sobie czegoś innego. Innymi słowy język angielski pozwalał nam wyrazić się precyzyjniej. Na swoje własne języki przestawialiśmy się stopniowo, szczególnie podczas jednej podróży z Poznania przez Drezno i Karlowe Wary na Słowację, zaczynając od najbardziej podstawowych słówek. Dziś znamy języki drugiej strony na takim poziomie, że nie boimy się niezrozumienia, ale chwilę nam to zajęło. Polski i słowacki mają bardzo podobne podstawy, ale też sporo tzw. „false friends”, słówek, które wyglądają identycznie lub bardzo podobnie, ale oznaczają coś zupełnie innego. Kilka takich znajdziecie w części Językowo, zapraszam serdecznie, zajrzyjcie :).

4. W polskim morzu nie da się kąpać.

Ulubiony mit, ponieważ moja N. pochodzi z północy. Większość Słowaków, których spotykam, wyobraża sobie polskie plaże jako opuszczone miejsca, gdzie koczuje jedynie klub morsów, a wiatr roznosi po okolicy kryształki lodu. To nie do końca tak wygląda :). Kiedy po raz pierwszy zawitałem w lecie nad morze, myślałem, że znalazłem się na jakiejś śródziemnomorskiej plaży, wszędzie było pełno ludzi, restauracji, stateczków, krótko mówiąc – ruch turystyczny na wysokim poziomie. Miejscowi szukają sposobów na ominięcie najpopularniejszych tras przejazdu, a zakwaterowanie trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem.

Nie zatytułowałem jednak tego mitu „polskie morze jest chłodne”, ponieważ dla Słowaka przyzwyczajonego do tureckich czy greckich temperatur z pewnością będzie chłodniejsze. Nie oznacza to jednak, że nie da się w nim kąpać. Przeciwnie – nawet ja, choć nie należę do miłośników morskich kąpieli, kąpałem się w nim kilkukrotnie, a nasze dzieci szaleją w Bałtyku na całego. Coraz więcej Słowaków trafia nad polskie morze, co znajduje odzwierciedlenie np. w ofercie Zľavomatu [słow. Groupon – przyp. N.] (choć ostatnio nieźle się uśmiałem, widząc ofertę zatytułowaną „Urlop w nadmorskim miasteczku Gdynia” – to nadmorskie „miasteczko” byłoby na Słowacji jedną z metropolii).

Mity i legendy najłatwiej zburzyć dzięki własnemu doświadczeniu. I choć możliwości podróżowania są aktualnie dość mocno ograniczone, zachęcam wszystkich do poznawania naszych sąsiadów, jeśli nawet nie w sposób rzeczywisty, to chociaż wirtualnie. Mamy sobie sporo do powiedzenia :).