sobota, 31 maja 2014

Cztery miliony dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć tysięcy dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć / Štyrimiliónydeväťstodeväťdesiatdeväťtisícdeväťstodeväťdesiatdeväť

Jesteście ze mną od roku, trochę już mnie znacie. Dziś poznacie mnie odrobinę lepiej, bo w końcu nie da się tego bloga oddzielić od mojego życia. A w tym życiu właśnie kończę drugie studia. Dla tych, co nie wiedzą, studiuję wokalistykę jazzową. Wczoraj złożyłam w dziekanacie pracę licencjacką, za 2 tygodnie mam recital dyplomowy. Trudno mi myśleć o czymś innym niż akademia, skupić się na czymkolwiek niezwiązanym z moim dyplomem. I może powinnam powiedzieć: „całe szczęście, że tak jest”, bo właśnie to zainspirowało mnie do napisania dzisiejszego posta :).
Wiecie, jaki jest temat mojej pracy licencjackiej? „Izolacja polityczna Czechosłowacji a rozwój słowackiego jazzu”. Większość pewnie pomyśli: „O zgrozo!”, ale spokojnie, nie będę wdawać się w szczegóły :). Chcę napisać co innego. Chcę napisać, za co jestem wdzięczna mojemu mężowi, mojemu Słowakowi. Sami spójrzcie, nawet temat pracy licencjackiej mu zawdzięczam :).
Nie chcę tu pisać o rzeczach oczywistych, bo te widać jak na dłoni – kochający mąż, cudowna córka, znajomość ciekawego języka, dzięki temu nietypowa praca. Ale poślubienie Słowaka przyniosło jeszcze mnóstwo innych fajnych rzeczy, których przybywa z każdym dniem wspólnego życia. Z tych codziennych drobiazgów – dzięki M. mój świat poszerzył się o mnóstwo nowych książek (przykład: na 14 pozycji, które znalazły się w bibliografii do mojego licencjatu, 12 było po słowacku lub po angielsku, ale słowackiego autorstwa). Poznałam kilku świetnych muzyków słowackich (w tym jazzmani, o których pisałam – Peter Lipa, Laco Déczi, warto posłuchać :)). W naszej kuchni zdarzają się czasem typowo słowackie potrawy (pyszny makaron z twarogiem albo Bożonarodzeniowa kapustnica), dostajemy też od słowackich rodziców ichnie przysmaki (pikant, czyli taki sos paprykowy, kwaśna kapusta z kiełbasą). Na olimpiadach zdobywamy więcej medali (bo polsko-słowackie), mamy razem świetnych hokeistów (słowackich) i świetnych siatkarzy (polskich), a osobno każde z nas mogłoby kibicować tylko jednej z tych drużyn. Mamy w naszej polsko-słowackiej ojczyźnie i morze, i wysokie góry, i jeziora polodowcowe i gorące źródła.
Mogłabym tak jeszcze długo wymieniać, ale to ciągle nie wszystko. Są też rzeczy zupełnie niewidoczne z zewnątrz, które jednak sama bardzo wyraźnie dostrzegam. Dzięki M. wiem, że świat nie kończy się na Polsce. Wiem, co dzieje się w polityce słowackiej, wiem co nieco o czeskiej. Mam w sobie taką ciekawość tego, co za miedzą. Mam w sobie też więcej empatii w stosunku do ludzi, którzy są nowi w moim środowisku, bo wiem z własnego doświadczenia, jak bardzo taki człowiek potrzebuje wsparcia i ciepłego przyjęcia. Staram się w mniejszym stopniu ulegać stereotypom, bo przecież większość tego, co mówi się na Słowacji o Polakach, a w Polsce o Słowakach, to nieprawda. Moja rodzina uczy się otwartości na nową kulturę, inny język (żebyście wiedzieli, jak moja mama dobrze rozumie język słowacki!). W głowie mam mnóstwo pomysłów, jak przybliżyć Polakom słowacką kulturę. Cieszę się, że polska tradycja staje się dla mnie bardziej zrozumiała, gdy opowiadam o niej na Słowacji. Łatwiej mi zdefiniować własną polskość. Może to ostatnie jest zresztą najciekawsze, bo spotkanie ze Słowakiem uczy mnie… bycia Polką. Szacunku dla mojego kraju, docenienia tego, co dobre, rozsądnego stosunku do tego, co jeszcze wymaga poprawy, świadomego istnienia – znajomości historii, tradycji…

Uff! Kto by pomyślał, że taki jeden Słowak w życiu Polki tyle może :). Gdyby ktoś chciał się przekonać na własnej skórze – niech się pospieszy! Jeśli Słowaków jest 5 milionów, to zostało już tylko 4 999 999! 


Ste so mnou už rok, trochu ma poznáte. Dnes ma spoznáte o trošku viac, lebo koniec koncov, tento blog nemožno oddeliť od môjho života. A v tom živote práve končím druhé štúdium. Pre tých, ktorí nevedia: študujem džezový spev. Včera som na dekanáte odovzdala bakalársku prácu, o dva týždne mám diplomový recitál. Ťažko sa mi premýšľa o niečom inom ako o akadémii, ťažko sa koncentruje na čokoľvek, čo nie je spojené s mojim štúdiom. A možno by som mala povedať: „našťastie to tak je”, lebo práve to ma inšpirovalo k dnešnému príspevku :).
Viete, aká je téma mojej bakalárskej práce? „Politická izolácia Československa a rozvoj slovenského džezu”. Väčšina si iste pomyslí: „Hrôza!”, ale nebojte sa, nebudem zachádzať do detailov :). Chcem napísať niečo iné. Chcem napísať, za čo som vďačná môjmu mužovi, môjmu Slovákovi. Sami vidíte, že mu vďačím ešte aj za tému svojej bakalárskej práce :).
Nechcem písať o samozrejmostiach, lebo tie sú viditeľné ako na dlani – milujúci manžel, čarovná dcérka, poznanie zaujímavého jazyka spojené s netypickou prácou. Ale manželstvo so Slovákom prinieslo ešte množstvo iných fajn vecí, ktoré pribúdajú každým dňom nášho spoločného života. K tým každodenným drobnostiam – vďaka M. sa môj svet rozšíril o množstvo nových knižiek (príklad: zo 14 titulov, ktoré sú uvedené v bibliografii mojej bakalárky, bolo 12 po slovensky alebo po anglicky, ale od slovenského autora). Spoznala som niekoľko vynikajúcich slovenských hudobníkov (v tom džezmenov, o ktorých som písala – Peter Lipa, Laco Déczi, treba si vypočuť :)). V našej kuchyni sa občas pritrafia typické slovenské jedlá (výborné slíže s tvarohom alebo vianočná kapustnica), dostávame tiež od slovenských rodičov ich chuťovky (pikant, čiže taká papriková omáčka, kyslá kapusta s klobásou). Na olympiádach získavame viac medailí (veď poľsko-slovenské), máme spolu skvelých hokejistov (slovenských) aj skvelých volejbalistov (poľských), pričom sami by sme mohli fandiť iba jednému tímu. Máme v našej poľsko-slovenskej vlasti aj more, aj vysoké hory, aj ľadovcové jazerá, aj horúce pramene.
Mohla by som takto ešte dlho vymenúvať, ale to stále nie je všetko. Sú tiež veci, ktoré zvonku vôbec nevidieť, ale ja sama ich veľmi výrazne vnímam. Vďaka M. viem, že svet sa nekončí v Poľsku. Viem, čo sa deje v slovenskej politike, aj čo-to o českej. Mám v sebe takú zvedavosť na to, čo je za hraničným kameňom. Mám v sebe tiež viac empatie vo vzťahu k ľuďom, ktorí sú noví v mojom prostredí, pretože viem z vlastnej skúsenosti, ako veľmi taký človek potrebuje podporu a srdečné prijatie. Snažím sa menej podliehať stereotypom, pretože väčšina toho, čo sa hovorí na Slovensku o Poliakoch a v Poľsku o Slovákoch je nepravda. Moja rodina sa učí otvorenosti voči novej kultúre, inému jazyku (keby ste vedeli, ako moja mama dobre rozumie slovenčine!). V hlave mám mnoho nápadov, ako priblížiť Poliakom slovenskú kultúru. Teším sa, že hlbšie rozumiem poľským tradíciam, keď o nich rozprávam na Slovensku. Je pre mňa ľahšie zadefinovať moju poľskosť. Tá ostatná vec je možno najzaujímavejšia, pretože stretnutie so Slovákom ma učí... byť Poľkou. Rešpektu voči mojej krajine, uznania pre to, čo je dobré, rozumného vzťahu voči tomu, čo ešte potrebuje vylepšiť, uvedomelosti – poznania dejín, tradície...

Uff! Kto by si bol pomyslel, čo dokáže taký jeden Slovák v živote Poľky :). Keby sa o tom chcel niekto presvedčiť na vlastnej koži, nech sa poponáhľa! Ak je Slovákov 5 miliónov, zostalo už len 4 999 999!

środa, 30 kwietnia 2014

Stan duszy / Stav duše

Nasza córka pytana po słowacku, jak się czuje, odpowiada: „Hamada!” Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego (w końcu niespełna półtoraroczne dzieci mówią przeróżne rzeczy), gdyby nie fakt, że „Hamada” to jej nazwisko. Śmiejemy się, że w przypadku małej „Hamada” to stan duszy, choć tak naprawdę całe zamieszanie wynika z tego, że po słowacku zwroty „jak się nazywasz” i „jak się masz” brzmią podobnie (ako sa voláš, ako sa máš).
Dlaczego o tym piszę? Bo MN. ma tak naprawdę bardzo niesłowackie nazwisko. Polak, przeczytawszy pierwszy akapit tego posta, pewnie niczego nie zauważy, Słowak może się zdziwić. Nasza córka przyszła na świat na Słowacji.  W kraju pań Kováčových, Novákových, Balážových, w kraju, w którym na lekcji historii młodzież uczy się o Margaret Thatcherovej, w gazecie można przeczytać o kolejnym medalu zdobytym przez Justynę Kowalczykovą, a po godzinach ludzie zaczytują się w książkach J.K. Rowlingovej. Tak, (prawie) wszystkie nazwiska żeńskie mają końcówkę „-ová”.
Początkowo brzmiało to dla mnie dość archaicznie :). W Polsce podobne sformułowania przestały być aktualne w drugiej połowie XX wieku, ale nawet w czasach, gdy obowiązywały, pozostawały raczej w sferze tradycji mówionej niż pisanej (poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale wydaje mi się, że nie pisano tych końcówek w oficjalnych dokumentach). Co ciekawe kiedyś mieliśmy nawet rozróżnienie na „Nowakowa” (gdy kobieta zamężna) i „Nowakówna” (gdy panna). Dziś jednak taką odmianę nazwiska słyszę tylko z ust mojej babci, gdy mówi o swoich koleżankach (np. pani Duszakowa).
Gdy już oswoiłam się z brzmieniem nazwisk moich słowackich znajomych, przeszłam etap buntu ;) – do dziś zupełnie nie rozumiem i złości mnie, że w oficjalnym języku (w prasie, w telewizji) należy dodawać „-ová” do nazwiska każdej kobiety, niezależnie od jej narodowości. Najśmieszniejsze było to dla mnie, gdy oglądałam olimpiadę letnią i nie było szans rozróżnić (na słuch) narodowości danej zawodniczki, bo przykładowo w takim finale biegu na 100 m startowały: Shelly-Ann Fraserová-Pryceová, Carmelita Jeterová, Veronica Campbellová-Brownová, Tianna Madisonová, Allyson Felixová, Kelly-Ann Baptisteová, Murielle Ahouréová i Blessing Okagbareová ;) (dla jasności – reprezentantki kolejno: Jamajki, USA, Jamajki, USA, USA, Trynidadu i Tobago, Wybrzeża Kości Słoniowej, Nigerii ; Słowacji, mimo słowackich nazwisk, brak ;)).
Chciałabym, żebyśmy się dobrze zrozumieli – szanuję i lubię to, że Słowaczki mają takie, a nie inne nazwiska. Nie lubię tylko zmieniania nazwisk paniom, które ze Słowacją mają niewiele wspólnego :). Niemniej jednak po okresie buntu przyszedł czas coraz większej akceptacji i sympatii dla nazwisk z końcówką „-ová” :). Nie jest to dla mnie w najmniejszym stopniu powód do żartów, ale – zachwytu, zachwytu słowacką tradycją i przynależnością do mężczyzny, którą takie nazwisko w swej wymowie niesie (przyznaję, jestem w tym temacie kompletnie nienowoczesna, lubię być kobietą mojego mężczyzny :)). Długo zastanawiałam się, jakie nazwisko przyjąć po ślubie. Nie przyjęłam końcówki „-ová” ze względów pragmatycznych i pewnej potrzeby zaakcentowania mojej polskości, skoro miałam zamieszkać na Słowacji, ale wbrew pozorom decyzja ta nie była aż tak oczywista :).
A co z naszą córką? Przyjęła nasze nazwisko, bo poza krajami słowiańskimi raczej trudno byłoby zrozumieć, dlaczego nazywa się inaczej niż mama i tata. M., choć ze smutkiem, zgodził się natychmiast, bo nasz świat nie ogranicza się tylko do jednego państwa, o czym obydwoje bardzo dobrze wiemy. Ale nie obyło się bez trudności :). Bo chociaż ślub wzięliśmy w Polsce i w akcie ślubu w rubryce „Nazwisko dzieci” wyraźnie napisano: „Hamada”, słowacki urząd wydał nam potwierdzenie zawarcia za granicą małżeństwa w wersji „ulepszonej” – z nazwiskami dzieci: dla chłopca – Hamada, dla dziewczynki – Hamadová. Skończyło się na tym, że podczas gdy ja w szpitalu dochodziłam do siebie po porodzie, M. musiał wykonać rundkę po urzędach i zaliczyć kilka rozmów telefonicznych, żeby jednak postawić na swoim (naszym). Sprawę można było rozwiązać na dwa sposoby, jeden w moim odczuciu dziwny (w akcie urodzenia byłoby napisane „Hamadová”, ale we wszystkich innych dokumentach widniałoby „Hamada”), a jeden prostszy, choć w naszym przypadku nie do końca prawdziwy – nasza córka nie miałaby w dokumentach narodowości słowackiej. I tak oto MN. stała się dla słowackiego urzędu Polką bez „-ová”, mając 50% słowackiej krwi :). Na szczęście my wiemy, jak to z tą naszą małą Słowianką naprawdę jest. W końcu „Hamada” to stan duszy… ;)



Keď sa našej dcérky po slovensky pýtame ako sa má, odpovedá: „Hamada!” Nebolo by to vôbec nezvyčajné (koniec koncov, jedenapolročné deti hovoria prerôzne veci), keby nie to, že „Hamada” je jej priezvisko. Smejeme sa, že v prípade malej je „Hamada” stav duše, hoci v skutočnosti celá situácia vzniká preto, lebo slovenské zvraty „ako sa voláš” a „ako sa máš” znejú podobne.
Prečo o tom píšem? Lebo MN. má v skutočnosti veľmi neslovenské priezvisko. Poliak si po prečítaní prvého odstavca tohto postu zrejme nič nevšimne, Slováka môže prekvapiť. Naša dcérka prišla na svet na Slovensku. V krajine paní Kováčových, Novákových, Balážových, v krajine, v ktorej sa na hodine dejepisu mládež učí o Margaret Thatcherovej, v novinách si môžete prečítať o ďalšej medaile Justyny Kowalczykovej a ľudia sa vo voľnom čase ponárajú do knižiek J.K. Rowlingovej. Áno, (skoro) všetky ženské priezviská majú koncovku „-ová”.
Na začiatku mi to znelo dosť archaicky :). V Poľsku prestali byť podobné tvary aktuálne v druhej polovice 20. storočia, ale aj v časoch, keď boli používané, zostávali skôr v sfére hovoreného jazyka a nie v písanej forme (opravte ma, ak sa mýlim, ale zdá sa mi, že tie koncovky sa nepísali do oficiálnych dokumentov). Zaujímavé je, že kedysi sme mali tiež rozdiel medzi formami „Nowakowa” (vydatá žena) a „Nowakówna” (čítaj Novakuvna, keď išlo o slečnu). Dnes však túto koncovku počúvam iba z úst mojej starkej, keď hovorí o svojich kamarátkach (napr. pani Duszakowa).
Keď som si už zvykla na znenie priezvisk mojich slovenských známych, prešla som obdobím vzdoru ;) – dodnes celkom nerozumiem a zlostí ma fakt, že v oficiálnom jazyku (v novinách, v televízii) sa musí dodávať „-ová” k priezvisku každej ženy, bez ohľadu na jej národnosť. Najsmiešnejšie to pre mňa bolo, keď som pozerala letnú olympiádu a nebolo možné (sluchom) odlíšiť pôvod jednotlivých športovkýň, lebo napríklad  v takom finále behu na 100 m štartovali: Shelly-Ann Fraserová-Pryceová, Carmelita Jeterová, Veronica Campbellová-Brownová, Tianna Madisonová, Allyson Felixová, Kelly-Ann Baptisteová, Murielle Ahouréová i Blessing Okagbareová ;) (pre vysvetlenie, ide po poradí o reprezentantky Jamajky, USA, Jamajky, USA, USA, Trinidadu a Tobaga, Pobrežia Slonoviny a Nigérie; Slovensko chýbalo, slovenské priezviská nie ;)).
Chcela by som, aby sme sa správne pochopili – rešpektujem a mám rada to, že Slovenky majú také a nie iné priezviská. Nemám však rada, keď sa menia priezviská paniam, ktoré nemajú so Slovenskom veľa spoločného :). Jednako však, po období vzdoru prišiel čas čoraz väčšieho akceptovania a sympatie voči priezivskám s koncovkou „-ová”. Nie je to pre mňa ani v najmenšom dôvod k žartom, ale k obdivu voči slovenskej tradícii a príslušnosti k mužovi, čo v sebe takéto priezvisko nesie (priznám sa, som v tejto veci úplne nemoderná, som totiž rada ženou svojho muža :)). Dlho som premýšľala nad tým, aké priezvisko prijať po svadbe. Neprijala som koncovku „-ová” z pragmatických dôvodov a kvôli potrebe akéhosi zdôraznenia svojej poľskosti, keďže som mala začať bývať na Slovensku, ale napriek všetkému toto rozhodnutie nebolo až také samozrejmé :).
A čo s našou dcérkou? Prijala naše priezvisko, pretože mimo slovanských krajín by bolo asi ťažké pochopiť, prečo sa nazýva inak ako mama a tato. M. s tým súhlasil, hoci so smútkom, ale okamžite, pretože náš svet nie je ohraničený jedným štátom, o čom obidvaja veľmi dobre vieme. Ale neobišlo sa to bez problémov :). Lebo napriek tomu, že sme sa vzali v Poľsku a v sobášnom liste máme v rubrike „Priezvisko detí” jasne napísané „Hamada”, slovenský úrad nám vydal potvrdenie o uzavretí manželstva v zahraničí vo „vylepšenej” verzii – s priezviskami detí Hamada pre chlapca a Hamadová pre dievča. Skončilo sa to tak, že kým ja som prichádzala k sebe po pôrode v nemocnici, M. musel urobiť okruh po úradoch a niekoľko telefonátov, aby sme predsa dosiahli svoje. Dalo sa to vybaviť dvomi spôsobmi: jedným podľa mňa zvláštnym (v rodnom liste by bolo napísané „Hamadová”, ale vo všetkých ostatných dokumentoch by bolo „Hamada”) a jedným jednoduchším, hoci v našom prípade nie celkom pravdivým – naša dcérka by nemala v dokumentoch slovenskú národnosť. A tak sa z MN. stala v očiach slovenského úradu Poľka bez „-ová”, s 50% slovenskej krvi :). Našťastie, my vieme, ako to s našou malou Slovankou v skutočnosti je. Koniec koncov, „Hamada” je stav duše... ;) 

środa, 26 marca 2014

Szyfry / Šifry

Małżeństwo dwujęzyczne to wcale nie taka prosta sprawa, rodzina dwujęzyczna – tym bardziej. Tworzenie wspólnych kodów i wzorców wymaga pewnej konsekwencji i konkretnych decyzji. Jasne, tak jest w każdym związku, ale u dwujęzycznych małżeństw dochodzą jeszcze kwestie, którymi przeciętna para w ogóle nie zawraca sobie głowy.  Bo kto normalny pyta swojego partnera, w jakim języku będziemy się porozumiewać? ;) Spokojnie, u nas to pytanie też nie padło ;). Ale stało się tak tylko dlatego, że od początku dzieliliśmy na całą sprawę wspólny pogląd.
Nigdy nie istniała dla nas możliwość, że możemy nie znać tego drugiego języka – ja słowackiego, M. polskiego. Owszem, początkowo rozmawialiśmy wyłącznie po angielsku. Ale M. zaczął uczęszczać na kurs polskiego, a ja rozwiązywać ćwiczenia z podręcznika English-Slovenčina (bo wtedy mogłam tylko pomarzyć o podręczniku polsko-słowackim, a gdy go w końcu dostałam – nie był mi już potrzebny :)). Przyswojenie języka słowackiego było dla mnie naturalną częścią miłości do mojego męża. Kocham, więc chcę mojego partnera rozumieć w pełni, chcę poznać wszystkie jego odcienie. Jestem przekonana, że mimo najlepszej znajomości języka obcego, nie jesteśmy w stanie wyrazić się w nim w sposób tak pełny, jak w ojczystym języku. Gdy M. zaczął rozumieć polski, poczułam ulgę. Zyskałam swobodę, której język angielski nie mógł mi zapewnić, poczułam się prawdziwsza. Gdy ja zaczęłam rozumieć słowacki, zobaczyłam M. na nowo, poznałam go lepiej w jego relacjach z innymi ludźmi, dotarły do mnie nieuchwytne wcześniej drobiazgi. To rozumienie języka było dla mnie chyba nawet ważniejsze niż nauczenie się posługiwania się nim w mowie, bo mówienie pozwoliło mi na zbliżenie do rodziny i przyjaciół M., a rozumienie – na zbliżenie się do niego. Nie chcę jednak umniejszać znaczenia momentu, w którym zaczęłam wypowiadać całe zdania po słowacku, bo i ten był przełomowy – stałam się w jakimś stopniu częścią społeczności, bo mogłam już swobodnie uczestniczyć w codziennym życiu – bez ciągłego tłumaczenia, bez pośredniczenia M., bez nieporadnych ruchów rękami i przepraszających uśmiechów, gdy druga strona nie znała angielskiego. Do dziś, gdy wspominam te chwile, nie mogę wyjść z zadziwienia – to były prawdziwe kamienie milowe w moim życiu.
Skoro jednak najpełniej wyrażamy siebie we własnych językach, to dochodzimy do tytułowych szyfrów :). Otóż ludziom przysłuchującym się moim rozmowom z M. często wydaje się, że to nimi się właśnie posługujemy ;). Nic bardziej mylnego. My po prostu rozmawiamy w swoich językach, ja – po polsku, M. – po słowacku. I to jest dla mnie podstawa komunikacji w małżeństwie dwujęzycznym; mówienie każdy w swoim języku. Zasadniczy powód opisałam już wcześniej, ale jest to potrzebne też do tego, by budować równowagę między naszymi dwoma kulturami, pewną łączność między nimi bez szczególnego wskazania na którąkolwiek. Nie mogę też nie wspomnieć o dzieciach – posługuję się w domu (wyłącznie!) własnym językiem dla dobra mojej córki. Po pierwsze – służy to budowaniu głębszej relacji z nią, a po drugie – daje jej szansę na bycie dwujęzyczną, na posiadanie dwóch języków ojczystych. Spotykamy się często z twierdzeniem, że mała „będzie miała trudniej” – nie, o ile będziemy konsekwentni. Dlatego jesteśmy. A ona już teraz tak samo rozumie swojego tatę, jak i swoją mamę, dokańcza wierszyki po słowacku, jak i po polsku.
To wszystko nie obywa się bez trudności – np. dobra znajomość słowackiego sprawia, że czasem trudniej mi mówić po polsku, a gdy mówię do córki po polsku na Słowacji, przyciągamy sporo spojrzeń. Niemniej jednak podjęliśmy kiedyś decyzję. I dalej się jej trzymamy w naszym dwujęzycznym świecie.



Dvojjazyčný manželský pár nie je jednoduchá záležitosť, dvojjazyčná rodina už vôbec nie. Vytvorenie spoločných kódov a vzorcov vyžaduje vytrvalosť a konkrétne rozhodnutia. Jasné, tak je to v každom vzťahu, ale v dvojjazyčných manželstvách prichádza ešte k otázkam, nad ktorými si ostatné páry vôbec nemusia lámať hlavu. Kto normálny sa pýta svojho partnera, v akom jazyku sa budú spolu dorozumievať? ;) Nebojte sa, u nás taká otázka tiež nepadla ;). Stalo sa tak však iba vďaka tomu, že už od začiatku sme mali na celú vec rovnaký pohľad.
Nikdy sme si nepripúšťali, že by sme nepoznali jazyk toho druhého človeka – ja slovenský a M. poľský. Isteže, zo začiatku sme sa rozprávali výlučne po anglicky. Ale M. začal chodiť na kurz poľštiny a ja som riešila cvičenia z učebnice English – Slovenčina (lebo v tom čase som mohla o poľsko-slovenskej učebnici iba snívať, a keď som ju napokon dostala, už som ju nepotrebovala :)). Osvojenie si slovenčiny bolo pre mňa prirodzenou súčasťou lásky k môjmu mužovi. Ľúbim, a teda chcem svojmu partnerovi hlboko porozumieť, chcem poznať všetky jeho odtiene. Som presvedčená, že hoci ovládame nejaký cudzí jazyk na vynikajúcej úrovni, nedokážeme sa v ňom vyjadrovať tak úplne ako v materinskom jazyku. Keď začal M. rozumieť poľštine, uľavilo sa mi. Nadobudla som slobodu, ktorú mi angličtina nemohla dať, cítila som sa viac pravdivá. Keď som ja začala rozumieť slovenčine, uzrela som M. nanovo, spoznala som ho lepšie vo vzťahoch s inými ľuďmi, pochopila som nuansy, ktoré boli pre mňa predtým nedostupné. To, že som slovenčine rozumela, bola pre mňa snáď ešte dôležitejšie než to, že som sa v nej naučila rozprávať, pretože rozprávanie mi umožnilo zblížiť sa s M. rodinou a priateľmi, ale porozumenie ma priblížilo k nemu. Nechcem však podceňovať význam momentu, keď som začala hovoriť celé vety po slovensky, lebo aj ten bol prelomový – stala som sa na istom stupni časťou spoločnosti, pretože som sa mohla slobodne zúčastňovať každodenného života – bez ustavičných prekladov, bez vysvetľovania M., bez neistých pohybov rúk a ospravedlňujúcich úsmevov, keď partner v komunikácii nehovoril po anglicky.
Keďže sa teda najlepšie vyjadrujeme vo svojich jazykoch, prichádzam k šifrám z nadpisu :). Ľudia, ktorí počúvajú naše rozhovory s M. si často myslia, že si v nich práve šiframi pomáhame ;). Vôbec nie. My jednoducho rozprávame svojimi jazykmi, ja po poľsky a M. po slovensky. A to je pre mňa základ komunikácie v dvojjazyčnom manželstve – aby každý hovoril vo svojom jazyku. Ten hlavný dôvod som napísala už vyššie, ale je to tiež dôležité pri budovaní rovnováhy medzi našimi dvoma kultúrami, väzieb medzi nimi, bez zvláštneho dôrazu na ktorúkoľvek z nich. Nemôžem tiež nespomenúť deti – doma rozprávam (výlučne!) vo svojom jazyku pre dobro mojej dcérky. Po prvé, slúži to budovaniu hlbších vzťahov medzi nami, a po druhé, dáva jej to možnosť byť dvojjazyčnou, mať dva materinské jazyky. Často sa stretávame s tvrdením, že malá „to bude mať ťažšie” – nie, pokiaľ  budeme dôslední. A preto takí sme. Ona už teraz tak isto rozumie svojho tatka ako svoju mamku, dopĺňa slová tak v slovenských, ako aj v poľských básničkách.
To všetko sa nedeje bez ťažkostí – napr. dobrá znalosť slovenčiny spôsobuje, že niekedy sa mi ťažšie hovorí po poľsky, a keď oslovujem dcérku na Slovensku po poľsky, priťahuje to veľa pohľadov. Kedysi sme však spravili rozhodnutie. A ďalej sa ho v našom dvojjazyčnom svete držíme.