wtorek, 31 maja 2016

Emigrant emigrantowi nierówny, czyli 6 wariacji na temat emigracji / Nie je emigrant ako emigrant alebo 6 variácií o emigrácii

O emigracji w ostatnim czasie powiedziano już wszystko. A nawet sporo za dużo. Ja również zajmę się tym tematem, ale tylko w ramach Europy. W tym miesiącu dokonałam bowiem prawdziwego odkrycia! Żyję na emigracji z przerwami już od kilku lat, ale dopiero niedawno uświadomiłam sobie w pełni, że tyle rodzajów emigracji, ilu emigrantów. Tak, wiem, ignorantka z klapkami na oczach ze mnie ;). A może po prostu dostrzegałam różnice, ale do tej pory ich nie ponazywałam? Dziś to się zmieni! Zapraszam do mojej subiektywnej kategoryzacji rodzajów emigracji! Z przymrużeniem oka ;).

1. Widzę podwójnie!

Jak zaczynać, to od własnego podwórka. Małżeństwo dwunarodowe. I wszystko w wersji double. 2 śluby, 2 wesela, 2 domy, 2 języki, 2 kultury… Wakacje w jednym kraju? Obowiązkowo następne wakacje w drugim! Poród w Polsce? Drugi na Słowacji! Obywatelstwo? Tylko podwójne! Z przodu auta polska rejestracja, z tyłu słowacka! Pół klawiatury z polskimi znakami, drugie pół ze słowackimi... Największe zmartwienie? Jak przekonać świat, że właśnie dwunarodowe małżeństwo jest tym najlepszym, co istnieje na świecie. A jeśli nie cały świat, to chociaż własnych rodziców.

2. Słowaczka pełną gębą

To nic, że w dowodzie osobistym widnieje obywatelstwo polskie i 2/3 życia spędziło się w Polsce. Ale przecież ja jestem Słowaczką! Jak nie z urodzenia, to z serca! Serce mam słowackie! Moi przodkowie na pewno pochodzą z Tatr! Albo w poprzednim życiu urodziłam się w Bańskiej Bystrzycy! Po polsku to ja już nawet nie umiem mówić. Po co, skoro to słowacki jest moim pierwszym i jedynym językiem! Kurczę, tylko to moje polskie imię… Ale na fejsbuku napiszę je sobie po słowacku!

3. Słowakom śmierć! Polsce wierna do końca!

Wprawdzie żyję na Słowacji, ale tu wszystko jest takie beznadziejne. Nic porządnego nie ma w sklepach, w telewizji straszna bieda, życie na tak niskim poziomie jak w Polsce zaraz po transformacji, zaścianek! Co to jest 5 milionów obywateli przy prawie 40 milionach Polaków?! A te ceny! A ten chleb z kminkiem! Tak właściwie to co ja tu jeszcze robię???

4. Ja tu tylko na chwilę!

Zgoda, mieszkam na Słowacji, ale właściwie jestem tu tylko na chwilkę, tylko przejazdem i to tylko tak jakoś wyszło, że siedzę tu od 4 lat. Ale ja zaraz jadę dalej! Język słowacki? Słowackie zwyczaje? A po co? Polak ze Słowakiem się zawsze dogada! Przecież właściwie to jedno i to samo. Niech żyją Słowianie!

5. Światowiec

Paryż, Berlin, Rzym, Londyn, Wiedeń. To są PRAWDZIWE stolice! To jest Europa! Bratysława? Do pięt im nie dorasta! Bliżej stąd do Rosji niż do zachodniego świata. Komuniści u władzy, bloki jak za Gierka, sklepy to chyba pamiętają czasy socjalizmu. Wpadłam, bo fajnie poznać jakąś nową kulturę, ale to bardziej ciekawostka przyrodnicza niż prawdziwy świat. Kto by chciał tu mieszkać? Na pewno nie ja!

6. „Dla chleba, panie, dla chleba”

Polska taka piękna, taka bliska, taka droga! I te góry! I to morze! Nie ma takich drugich na świecie! A Polki? Najpiękniejsze! Polacy? Najbardziej zaradni życiowo! Najlepsze filmy tylko w polskiej telewizji! A literatura? Nikt tak nie pisał, jak Prus, Reymont, czy Sienkiewicz! Nie ma lata bez dobrej fląderki, a zimy bez odwiedzin w Zakopanem! Tylko ta praca… Ale ja na pewno kiedyś wrócę! Zarobię, odłożę i wrócę! Byle się za bardzo nie integrować. Wolnoć Tomku w swoim domku!


O emigrácii bolo v poslednej dobe povedané už všetko. Alebo dokonca až priveľa. Ja sa budem tiež zaoberať touto témou, ale iba v rámci Európy. Tento mesiac som totiž objavila niečo veľké! Žijem v emigrácii s prestávkami už niekoľko rokov, ale až nedávno som si naplno uvedomila, že je toľko druhov emigrácie, koľko je emigrantov. Áno, viem, som ignorantka s klapkami na očiach ;). Alebo som si proste všimla rozdiely, ale nenazvala som ich? Dnes sa to zmení. Nech sa páči, moja subjektívna kategorizácia druhov emigrácie! Na veselú nôtu ;).

1. Vidím dvojmo!

Najlepšie začínať od vlastného príkladu. Dvojnárodnostné manželstvo. A všetko vo verzii double. 2 sobáše, 2 svadobné hostiny, 2 domovy, 2 jazyky, 2 kultúry... Prázdniny v jednom štáte? Ďalšie povinne v druhom! Pôrod v Poľsku? Druhý na Slovensku! Občianstvo? Jedine dvojité. Z prednej strany auta poľská ešpézetka, zozadu slovenská! Polovica klávesnice s poľskými znakmi, polovica so slovenskými... Najväčšia starosť? Ako presvedčiť svet, že práve dvojnárodnostné manželstvo je to najlepšie, čo na ňom existuje. A ak nie celý svet, tak aspoň vlastných rodičov.

2. Slovenka na plný úväzok

Nevadí, že v občianskom je poľské občianstvo a 2/3 života som prežila v Poľsku. Aj tak som Slovenka! Ak nie podľa rodiska, tak určite podľa srdca! Srdce mám slovenské! Moji predkovia určite pochádzajú z Tatier. Alebo som sa v predchádzajúcom živote narodila v Banskej Bystrici! Po poľsky už ani neviem hovoriť. Načo, veď slovenčina je môj prvý a jediný jazyk! Kurník, len to moje poľské meno... Ale na fejsbúku si ho napíšem po slovensky!

3. Smrť Slovákom! Naveky verná Poľsku!

Áno, žijem síce na Slovensku, ale tu je všetko také nanič. V obchodoch nie je nič poriadne, v televízii sa nedá na nič pozerať, život je na takej nízkej úrovni ako v Poľsku hneď po transformácii, diera! Čo to je, 5 miliónov Slovákov pri temer 40 miliónoch Poliakov?! A tie ceny! A ten chlieb s rascou! Čo tu ja vlastne ešte robím???

4. Som tu len na chvíľku!

Súhlas, bývam na Slovensku, ale som tu v skutočnosti len na chvíľku, len prechádzam, ani neviem, ako sa to stalo, že som tu už 4 roky. Ale už odchádzam! Slovenčina? Slovenské zvyky? A načo? Poliak sa so Slovákom vždy dohovorí! Predsa to je skoro to isté. Nech žijú Slovania!

5. Sveták

Paríž, Berlín, Londýn, Viedeň. To sú SKUTOČNÉ metropoly! To je Európa! Bratislava? Nesiaha im ani po päty. Odtiaľto je bližšie do Ruska ako na západ. Komunisti pri kormidle, činžiaky ako za Gierka (taký poľský Husák, pozn. prekl.), obchody si snáď ešte pamätajú socializmus. Som tu, lebo vždy je dobré spoznať novú kultúru, ale je to skôr prírodná zaujímavosť ako skutočný svet. Kto by tu chcel bývať? Ja určite nie!

6. „Za chlebom”

Poľsko, také krásne, také blízke, tak mi drahé! A tie hory! To more! Nič sa im na svete nevyrovná! A Poľky? Najkrajšie! Poliaci? Najlepšie sa obracajú v živote! Najlepšie filmy sú v poľskej televízii! A literatúra? Nikto nepísal tak, ako Prus, Reymont či Sienkiewicz! Leto bez dobrej poľskej rybky a zima bez dovolenky v Zakopanom sa nerátajú! Len tá práca... Ale určite sa raz vrátim! Zarobím, odložím si a vrátim sa! Len sa priveľmi neintegrovať. Môj dom, môj hrad!

sobota, 30 kwietnia 2016

Pocztówka znad morza / Pohľadnica od mora

22 września po raz ostatni widziałam Polskę w 2015 roku. Wróciłam do swojej ojczyzny prawie 7 miesięcy później, 9 kwietnia 2016 roku, przywożąc do kraju po raz pierwszy mojego małego syna. Prawdziwie sentymentalna podróż między przeszłością a teraźniejszością. 3 cudowne tygodnie spotkań, rozmów, odwiedzin „moich” miejsc. Wypite kilka litrów kawy bezkofeinowej i zjedzone niejedno ciasto. Do tego parę odkryć. Mój dawny pokój stał się pokojem mojej córki. Zdjęcie mojego przyjaciela w ramce to zdjęcie jej taty chrzestnego, zdjęcie przyjaciółki to zdjęcie super cioci podstólnej, która za każdym razem zabiera MN. na wycieczkę… pod stół. Ukochana schola dziecięca, którą prowadziłam w ubiegłym roku, śpiewa jeszcze lepiej. I moja córka właśnie do niej dorosła. Morze niezmienne zachwyca i ciągle znajdzie się ktoś, kto tego piękna jeszcze nie widział, tym razem odkrył je mój syn. Nic nie stoi w miejscu. Ale zarazem ciągle mogę być częścią wielu spraw, chociaż zaglądam do nich jakby z przeszłości. Wyprowadzka nie musi oznaczać końca, jeżeli postaram się o to nie tylko ja. Dobrze jest mieć gdzie wracać.

W niedzielę czeka mnie jednak inny powrót. Do domu. Na Słowację. Jestem rozdarta w tym definiowaniu słów „powrót” i „wyjazd”. Choć moje wybory życiowe dokładnie je objaśniają. Czy jest coś, za czym tęsknię? Czy przez te parę miesięcy zdążyłam już coś takiego znaleźć? Bratysława nie jest moim miastem marzeń. Mieszkam w dzielnicy, w której absolutne pierwszeństwo przed wszystkim i wszystkimi mają samochody, autobusy rozbijają się na zakrętach tak, że można poćwiczyć latanie, a park koło domu naiwnie mogłabym nazwać dziewiczym, a w rzeczywistości jest po prostu zaniedbany. Nie tęsknię za miejscem. Ale tęsknię za ludźmi. Za mężem, bo tak, tu nie trzeba żadnych wyjaśnień. Za szwagierką, dzięki której jestem na bieżąco z całą ofertą imprez dla dzieci w mieście i której mogę pokazać każdy nowy ciuch, bo „ona mnie zrozumie”. Za Basią, francuską Polką w Bratysławie, z którą co tydzień w sobotę lub niedzielę testujemy inną kawiarnię i z którą znajomość dodaje mojemu słowackiemu życiu koloru. Za księdzem z mojej parafii, którego imienia nawet nie znam, ale głosi genialne kazania. Niby nie ma tego dużo, ale… jest naprawdę dobrej jakości. Nie mam się na co skarżyć. Nie zamykam się na przyszłość, nie odgradzam od przeszłości. Jest dobrze. I widzę, że z każdym dniem coraz lepiej.

Pozdrawiam znad morza. N.




Poslednýkrát som Poľsko v roku 2015 videla 22.9. Do svojej vlasti som sa vrátila takmer o 7 mesiacov neskôr, 9.4. 2016, pričom som sem po prvýkrát priviezla môjho malého syna. Skutočne sentimentálne cestovanie medzi minulosťou a prítomnosťou. Tri úžasné týždne stretnutí, rozhovorov, návštev „mojich” miest. Vypitých niekoľko litrov bezkofeínovej kávy a nejeden zjedený koláčik. K tomu pár objavov. Moja stará izba sa stala izbou mojej dcérky. Zarámovaný obrázok môjho priateľa je fotka jej krstného otca, obrázok priateľky je fotka super tety „podstolnej”, ktorá vždy berie MN na výlet...pod stôl. Milovaný detský zbor, ktorý som viedla minulý rok, je ešte lepší. Aj moja dcérka doň práve dorástla. More budí stále rovnaký úžas a vždy sa nájde niekto, kto tú krásu ešte nevidel, tentokrát ju odkryl môj syn. Nič nezostáva na jednom mieste. Zároveň však môžem byť stále súčasťou mnohých vecí, hoci na ne nazerám akoby z minulosti. Presťahovanie nemusí znamenať koniec, pokiaľ sa o to budeme snažiť viacerí. Je dobré mať sa kam vrátiť.

V nedeľu ma však čaká iný návrat. Návrat domov. Na Slovensko. Som rozdelená pri definovaní slov „návrat” a „výjazd”. Hoci moje životné voľby ich presne určujú. Je niečo, za čím sa mi cnie? Stihla som za tých pár mesiacov niečo také objaviť? Bratislava nie je mesto mojich snov. Bývam v štvrti, v ktorej majú absolútnu prednosť pred všetkým a všetkými autá, autobusy sa trmácajú zákrutami tak, že si môžem precvičiť lietanie a park okolo domu by som mohla naivne nazvať panenským, v skutočnosti je len zanedbaný. Necnie sa mi za miestom. Chýbajú mi ľudia. Manžel, lebo, pravda, tu netreba žiadne vyjasnenia. Švagriná, vďaka ktorej mám aktuálny prehľad o celej ponuke akcií pre deti v meste a ktorej môžem ukázať všetky nové šaty, lebo „ona mi rozumie”. Baša, francúzska Poľka v Bratislave, s ktorou každý týždeň v sobotu alebo v nedeľu testujeme inú kaviareň a známosť s ktorou dodáva môjmu životu na Slovensku farbu. Kňaz z našej farnosti, o ktorom ani neviem, ako sa volá, ale má geniálne kázne. Nie je toho nejako veľa, ale... je to skutočne dobrej kvality. Nemám sa na čo sťažovať. Nezatváram sa pred budúcnosťou, nepálim mosty za minulosťou. Je dobre. A vidím, že s každým dňom čoraz lepšie.

Pozdravujem od mora. N.

czwartek, 31 marca 2016

Nudy na pudy / Nuda!

Dawno, dawno temu kde bolo, tam bolo, poznałam się z językiem słowackim. Zaczynam bajkowo, bo i to pierwsze spotkanie wydaje się już bardziej baśniowe niż realne :). Innymi słowy język słowacki to dziś raczej stary kumpel niż nowopoznany książę i coraz rzadziej potrafi mnie naprawdę solidnie zaskoczyć. Ale w naszej wspólnej historii tych zaskoczeń było co niemiara. Dziś wybrałam dla was kilka, które wciąż są żywe i bawią mnie/wprawiają w zakłopotanie/zadziwiają do tej pory :).

1. Pochodzę z niespełna 50-tysięcznego miasta, gdzie w czasach mojej edukacji można było posiedzieć gdzieś na mieście najwyżej do 22:00, bo wszystkie restauracje do tej godziny zamykali. Co to była za radość, gdy otworzono tam pierwszego McDonalda otwartego do 24:00 (!) i oddalonego od mojego domu o 5 minut drogi! Znacie to? ;) Nazwę McDonald’s przed kilkunastoma laty chyba każdy umiał odmienić przez wszystkie przypadki :). Tymczasem gdy przyjechałam na Słowację, zmroziło mnie nazywanie swojskiego „MAKDonalda” „MEKDonaldem”. Ale jak to MEKDonald??? Przecież całe moje życie chodziłam do MAKDonalda!!! Jasne, poprawna wymowa zaczerpnięta z języka angielskiego itp. itd. I może kupiłabym to wyjaśnienie, gdyby nie to, że to zwykła ściema. Słowacy do konsekwentnych wcale nie należą – właśnie do kin wchodzi film, którego tytuł wymawiają „BatMEN versus SuperMAN” ;) (informacja dla Słowaków – Polacy oczywiście czytają na odwrót: BatMAN vs. SuperMEN :D).

2. Jak się dzieci uczą czytać? Najpierw poznają literki, potem poznają sylaby… Sy-la-by. Każdy wie, że w sylabie MUSI być jakaś samogłoska, bo inaczej nie jest sylabą. Każdy, tylko nie Słowak. Bo na Słowacji sylabą jest i vlk, i krv, i krč (ok, to są akurat jednosylabowe słowa, ale bardzo proszę, jakie podzielone na więcej sylab cuda można stworzyć: vl-čí, kr-va-vý, krč­-ný). Słowacka popisówka brzmi tak: Strč prst skrz krk. To zdanie nie ma większego znaczenia, ale pokazuje, że Słowak bez samogłosek też potrafi ;).

3. Słowacja sąsiaduje z Czechami, Polską, Ukrainą, Węgrami i… Rakuskiem. Nie, to nie pomyłka. Rakusko. Austria. Rakusko. Ta nazwa jest niepodobna do niczego. Nie ma szansy jej z niczym skojarzyć, nic nie naprowadzi nas na to, że chodzi o starą, dobrą ojczyznę Mozarta czy Freuda. Ucząc się języka słowackiego, trzeba tę nazwę po prostu przyjąć z całym bogactwem inwentarza. Ja też już jeżdżę na zakupy do Rakuska, a nie do Austrii :). Ale właściwie… nie ma się co dziwić Słowakom. My przecież też mamy słoneczne Włochy, a nie Italię ;).

4. I ostatni smaczek – zwrot, który do dziś brzmi dla mnie kompletnie nienaturalnie i dziwnie :). Pamiętam nawet, kiedy zetknęłam się z nim po raz pierwszy. Byłam na kontroli u lekarza, pielęgniarka umówiła mnie w wygodnym dla mnie terminie na kolejną wizytę, ja na to: „dziękuję”, a ona: „za malo”. Konsternacja. Za mało? Jakie znowu „za mało”? Miałabym jakoś inaczej podziękować? Coś zrobić? Coś innego powiedzieć? O co jej do diaska chodzi??? Patrzę na nią, skądinąd przesympatyczną kobietę, a ona się miło uśmiecha. Ok, ulga. Nie zrobiłam żadnego głupstwa, wszystko wydaje się być w porządku. Uśmiecham się więc lekko zakłopotana, żegnam i uciekam z gabinetu najszybciej, jak się da. Za malo??? … Nigdy się nie przyzwyczaję, że to po prostu odpowiednik naszego: „nie ma za co” ;).

W notatkach do dzisiejszego posta znalazło się jeszcze kilka podobnych ciekawostek, ale na dziś już wystarczy :). Chyba każdy język obcy potrafi zaskoczyć, ale fakt, że język słowacki jest tak bliski językowi polskiemu, powoduje, że tych zaskoczeń jest jeszcze więcej. Bo niby coś rozumiem i brzmi w moich uszach „swojsko”, ale w rzeczywistości wcale takie swojskie nie jest. I chociaż znam Słowację od kilku lat i kilka dobrych lat już tu spędziłam, słysząc niektóre zwroty, chyba zawsze będę się czuła nie u siebie :). I całe szczęście, bo byłoby nudno ;).


Dawno, dawno temu kde bolo tam bolo, zoznámila som sa so slovenčinou. Začínam ako v rozprávke, pretože aj to prvé stretnutie sa zdá byť viac rozprávkové ako skutočné :). Inými slovami, slovenský jazyk je dnes skôr starý kamarát ako čerstvo spoznaný princ a čoraz zriedkavejšie sa mu podarí skutočne ma prekvapiť. Ale v našom spoločnom príbehu bolo tých prekvapení  neúrekom. Dnes som si pre Vás vybrala také, ktoré sú stále živé a ešte vždy sa na nich bavím /privádzajú ma do rozpakov/do údivu :).

1. Pochádzam z mesta s takmer 50 000 obyvateľmi, kde počas mojich školských čias bolo možné niekde v meste sedieť nanajvýš do 22:00, pretože všetky reštaurácie boli už po tej hodine zavreté. Aká to len bola radosť, keď u nás otvorili prvý McDonald, ktorý zatváral až o polnoci (!) a bol od nášho domu vzdialený 5 minút cesty! Poznáte to? ;) Názov McDonald’s v tom čase vedel vyskloňovať snáď každý :). Keď som však prišla na Slovensko, až ma zamrazilo, keď tamojší „MAKDonald“ všetci nazývali „MEKDonald“. Aký MEKDonald???? Predsa celý život som chodila do MAKDonalda!!! Jasné, správna výslovnosť anglických slov atď. Možno by som aj prijala toto vysvetlenie, keby to nebol obyčajný ofajč. Slováci skutočne nie sú dôslední – práve do kín prichádza film, ktorého názov vyslovujú „BatMEN verzus SuperMAN“ ;) (informácia pre Slovákov – Poliaci to samozrejme čítajú presne naopak: BatMAN vs. SuperMEN :D).

2. Ako sa deti učia čítať? Najprv poznávajú písmenká, potom slabiky... Sla-bi-ky. Každý vie, že v slabike MUSÍ byť nejaká samohláska, inak to nie je slabika. Každý, až na Slovákov. Lebo na Slovensku je slabikou aj vlk, aj krv, aj krč (ok, to sú práve jednoslabičné slová, ale nech sa páči, pozrite, aké zázraky podelené na niekoľko slabík možno vytvoriť: vl-čí, kr-va-vý, krč-ný). Typická slovenská veta znie: Strč prst skrz krk. Nemá veľký zmysel, ale dokazuje, že Slovák si poradí aj bez samohlások ;).

3. Slovensko hraničí s Českom, Poľskom, Ukrajinou, Maďarskom a... Rakúskom. Nie, nie je to chyba. Rakúsko. Austria. Rakúsko. Ten názov sa nepodobá na nič. Nedá sa k ničomu prirovnať, nič nám nenapovie, že ide o starú dobrú vlasť Mozarta či Freuda. Keď sa niekto učí slovenčinu, musí ten názov jednoducho prijať ako súčasť jej bohatého inventára. Ja už tiež chodím nakupovať do Rakúska a nie do Austrie :). Na druhej strane... nemôžeme sa Slovákom veľmi čudovať. My predsa tiež máme slnečné Włochy a nie Taliansko ;).

4. A posledná chuťovka – zvrat, ktorý mi dodnes znie úplne neprirodzene a divne :). Dokonca si pamätám, kedy som sa s ním stretla prvý raz. Bola som na kontrole u lekára, sestrička mi dala termín na ďalšiu návštevu, ktorý mi vyhovoval, ja na to: „ďakujem” a ona: „za málo”. Zdesenie. Akože „za mało”? [Za mało z poľštiny znamená primálo, nedostatočne veľa]. Mala by som sa jej nejako inak poďakovať? Čo teraz spraviť? Povedať niečo iné? O čo jej, dokelu, ide??? Pozerám sa na ňu, na skutočne sympatickú ženu, a ona sa milo usmieva. Ok, úľava. Neurobila som žiadnu hlúposť, všetko je zrejme v poriadku. Usmievam sa teda mierne zdezorientovaná, lúčim sa a utekám z ambulancie tak rýchlo, ako sa len dá. Za málo??? ... Nikdy si nezvyknem, že tá fráza zodpovedá poľskému „nie je zač” [=”nie ma za co”] ;).

V poznámkach k dnešnému príspevku sa ešte nachádza niekoľko podobných zaujímavostí, ale na dnes stačí :). Snáď každý cudzí jazyk dokáže prekvapiť, ale skutočnosť, že slovenčina je taká blízka poľštine spôsobuje, že tých prekvapení je ešte viac. Lebo niečo akoby som rozumela a znie mi to „ako po našom”, ale v skutočnosti to až také blízke nie je. A hoci poznám Slovensko už niekoľko rokov a zopár rokov som tu už strávila, pri niektorých zvratoch sa snáď nikdy nebudem cítiť ako doma :). A tak to má byť, lebo inak by to bola nuda ;).