sobota, 29 stycznia 2022

Rok temu / Pred rokom

Trudno mi nie myśleć o moich zbliżających się wielkimi krokami urodzinach bez przyjrzenia się całemu kończącemu się roku mojego życia. A on do łatwych nie należał. Rok temu o tej porze przyznałam wreszcie sama przed sobą, że sama sobie nie poradzę, że bez pomocy kompletnie się rozsypię. Zniknę. Zaklinałam rzeczywistość, pisząc w styczniowym poście: „co będzie potem? Nic, pójdę dalej. Nawet jeśli czasem przypomina to brnięcie przez głęboki śnieg”. Tyle że ja już od tygodni nie brnęłam, a pozwalałam temu śniegowi mnie zasypywać. I walczyłam o każdy oddech.

I choć w tym roku moje urodziny również wzbudzają we mnie mieszane uczucia, to powtarzam sobie, jak długą, długą drogę przeszłam przez te ostatnie 365 dni. I mimo smutku czuję dumę. I doceniam to wszystko, co się po drodze wydarzyło. I dziękuję za spotkania, które miały miejsce, za słowa, które padły.

W minionym roku poznałam nowych, świetnych ludzi, niektórym starszym znajomościom udało się wspólnymi siłami nadać nowy, bardziej przyjacielski kształt, podjęłam się nowych, choć jednocześnie tak dobrze mi znanych z przeszłości wyzwań. I chociaż nie istnieje już chyba powrót do dawnej mnie, bo doświadczenie depresji jest na tyle istotnym punktem w moim życiu, że zostawi w nim ślad na długo, to jednocześnie coraz częściej znowu widzę w lustrze siebie. Siebie mądrzejszą o doświadczenia ubiegłego roku, siebie nareszcie trochę mniej samotną na obczyźnie, siebie lepiej rozumiejącą, przez co przeszłam i nadal przechodzę i uznającą wreszcie, że czasem po prostu jest trudno, a życie za granicą to nie jest najłatwiejszy spacerek pod słońcem i warto zawalczyć o wsparcie ludzi wokół.

I z tymi wszystkimi myślami wchodzę w ten mój kolejny rok życia. I jedno jest pewne – w tym roku inaczej niż w poprzednim, mimo całego niepokoju, który odczuwam, towarzyszy mi także – nadzieja.

Nedá sa mi nemyslieť na moje narodeniny, ktoré sa rýchlo blížia, bez toho, aby som sa obzrela na celý ten uplynulý rok môjho života. Nepatril medzi ľahké. Pred rokom som sa približne v tomto čase sama pred sebou priznala, že to sama nezvládnem, že sa bez pomoci rozbijem na malé kúsky. Zmiznem. V januárovom poste som napísala: „čo bude potom? Nič, pôjdem ďalej. Aj keď to niekedy pripomína kráčanie hlbokým snehom”. Bolo to však maľovanie skutočnosti naružovo. Už cele týždne som namiesto kráčania dovoľovala snehu zasypať ma. A bojovala som o každý nádych.

A hoci vo mne aj tento rok moje narodeniny vyvolávajú zmiešané pocity, opakujem si, akú dlhú, dlhú cestu som prešla počas ostatných 365 dní. A napriek smútku pociťujem hrdosť. Cením si všetko, čo sa mi cestou pritrafilo. A ďakujem za stretnutia, ktoré sa odohrali, za slová, ktoré odzneli.

Za ten rok som spoznala nových, skvelých ľudí, niektorým starším známostiam sme spoločne dali nový, viac priateľský šat, chytila som sa nových výziev, ktoré som však tak dobre poznala z minulosti. A hoci asi nie je možné vrátiť sa k tomu, aká som bola kedysi, pretože skúsenosť depresie je v mojom živote natoľko významná, že v ňom zanechá trvalú stopu, zároveň čoraz častejšie vidím v zrkadle seba. Seba múdrejšiu o skúsenosti z uplynulého roka, seba lepšie chápajúcu, čo som prežila a naďalej prežívam. Vidím sa, ako s presvedčením priznávam, že niekedy je mi proste ťažko, že život za hranicou nie je tá najľahšia vec na svete a stojí za to uchádzať sa o podporu ľudí okolo mňa.

A s tými všetkými myšlienkami vstupujem v ten ďalší rok môjho života. Jedno je isté – v tomto roku ma, na rozdiel od predchádzajúceho, napriek celému pociťovanému nepokoju, bude taktiež sprevádzať – nádej.

piątek, 31 grudnia 2021

Jakby nie tak / Akoby nie celkom ok

W grudniu wszystko było jakby nie tak. Wchodziliśmy w niego chorzy na COVID, zamknięci długie tygodnie w domu. Towarzyszyło nam trochę niepokoju, nie dało się wyprawić tradycyjnych wspólnych urodzin naszym starszakom, nie dało się dokończyć niedokończonych spraw związanych z nadchodzącymi świętami, trudno było w takich warunkach pracować, nawet zwyczajnie pomyśleć. Dzieciaki były megadzielne, ale po tylu dniach zamknięcia nic dziwnego, że bawiły się na przykład w pociąg ekspresowy, który pędził od jednej ściany mieszkania do drugiej z głośnym piskiem ;).

Skoro jednak nie udało nam się wymigać od wirusa, cieszyliśmy się, że choć na przełomie listopada i grudnia nas pomęczy, do świąt zdążymy się z nim pożegnać. I rzeczywiście – udało się. Przyjechaliśmy więc na święta do Polski, by spędzić je z dziadkami i najnowszą gwiazdą rodziny, moją dwumiesięczną bratanicą :).

I… było pięknie. Było spokojnie, bez nadmiaru spotkań, przygotowań i zamętu. Bardziej polsko, ale z istotnymi słowackimi akcentami, które są dla mnie osobiście bardzo ważne. Z kolędami, choinką, polskimi ciastami i słowackimi ciastkami. Z prezentami w liczbie „tak akurat” i ogromną ilością śniegu, której moje dzieci chyba jeszcze nie doświadczyły na święta w swoim kilkuletnim życiu. Z kawami u najlepszych pod słońcem ciotek i długimi świątecznymi rozmowami z przyjaciółmi. Z odkrywaniem swoich talentów i rozumieniem swoich potrzeb. Z poczuciem tęsknoty za domem i radości z bycia w Polsce. Z wielką satysfakcją z zobaczenia efektów swojej pracy w postaci szkolnej książki kucharskiej, którą Wam zresztą serdecznie polecam (do pobrania na stronie szkoły), z małymi frustracjami związanymi z obserwacją wpływu nierealnych teorii spiskowych na realne życie.

Wszystko było jakby nie do końca tak, jak co roku, ale jednak dobrze, ale jednak w ostatecznym rozrachunku na plus. I chyba tego właśnie przede wszystkim potrzebowałam – świętego spokoju. Tego też sobie i Wam wszystkim życzę również w tym nowym, nadchodzącym już za moment roku!





V decembri bolo všetko akoby nie celkom ok. Vstúpili sme doň chorí na COVID, na dlhé týždne zavretí doma. Sprevádzal nás v tom nepokoj, nemohli sme pripraviť tradičné spoločné narodeniny našim starším deťom, nemohli sme dokončiť neukončené záležitosti súvisiace s nadchádzajúcimi sviatkami, v takých podmienkach sa ťažko pracovalo a niekedy aj nad čímkoľvek zamýšľalo. Deti boli skvelé, ale po toľkých dňoch v karanténe sme sa nemohli diviť tomu, že sa napríklad hrali na rýchlik, ktorý s hlasným piskotom uháňal z jednej strany bytu na druhú ;).

Nepodarilo sa nám vyhnúť sa vírusu. Tešili sme sa však, že hoci nás na prelome novembra a decembra potrápi, do Vianoc sa ho zbavíme. A naozaj, podarilo sa. Pricestovali sme teda na sviatky do Poľska, aby sme ich strávili so starými rodičmi a najnovšou hviezdou rodiny, mojou dvojmesačnou neterkou :).

A… bolo krásne. Sviatky sme strávili pokojne, stretnutí bolo menej, takisto príprav a sviatočného chaosu. Vianoce boli viac poľské, ale s výraznými slovenskými prvkami, ktoré sú pre mňa osobne veľmi dôležité. S koledami, stromčekom, poľskými zákuskami aj slovenskými koláčikmi. S tak akurátnym množstvom darčekov a záľahou snehu, akú moje deti ešte vo svojom krátkom živote nezažili cez Vianoce. S posedeniami pri káve u najlepších tiet na svete a dlhými sviatočnými rozhovormi s priateľmi. S odhaľovaním talentov a chápaním svojich potrieb. S pocitom clivoty za domovom aj radosťou z trávenia času v Poľsku. S veľkou spokojnosťou z výsledkov prace v podobe školskej kuchárskej knižky, ktorú Vám zároveň s radosťou ponúkam (môžete si ju stiahnuť na stránkach školy), s malými frustráciami súvisiacimi s tým, ako vplývajú neskutočné konšpiračné teórie na skutočný život.

Všetko bolo akoby nie celkom v poriadku, ale koniec koncov dobré, pozitívne. A práve to som snáď predovšetkým potrebovala – svätý pokoj. Želám ho sebe aj Vám všetkým v tom novom, už čoskoro nastávajúcom roku!


wtorek, 30 listopada 2021

Ja a sprawa polska / Ja a poľská vec ;)

Jak wiecie, mieszkanie za granicą na stałe nigdy nie było moim marzeniem. Miałam wprawdzie epizod, gdy rozważałam pewien staż parę tysięcy kilometrów od Polski, ale dostanie się na drugie, wymarzone studia szybko zrewidowało alternatywne pomysły na życie. Dlatego też nie miałam gotowej wizji, ani nawet cienia wyobrażenia, jaki kształt życiu na obczyźnie nadać, gdyby do niego doszło. Randkowanie z M. wcale nie wpłynęło na zmianę sytuacji. Nawet zaręczyny, ślub i wreszcie… pierwsza przeprowadzka na Słowację. Bo wtedy nasze życie ciągle było takie „pomiędzy krajami”, przecież studiowałam w Gdańsku, M. w Nitrze, a w perspektywie mieliśmy przeprowadzkę do Polski. Nie trzeba było podejmować decyzji, nie trzeba było „się wymyślać” za granicą, przyjaciele byli tu i tu, życie było tu i tu, a mała MN. pojawiła się dopiero po roku i upłynęło jeszcze sporo czasu, zanim poszła do szkoły. Wprawdzie jeszcze w Nitrze trafiłam parę razy na polską mszę, miałam sąsiadkę Polkę, która przynosiła mi „Monitor Polonijny” (miesięcznik słowackiej Polonii) do poczytania i wiedziałam, że „Polacy gdzieś tam są na Słowacji”, ale moje życie i bez tego było bardzo intensywne. Nie było w nim ani miejsca, ani potrzeby na więcej kontaktów z Polakami na Słowacji.

Kiedy to się zmieniło?

Na pewno samo pojawienie się dzieci i ograniczenie kontaktów ze znajomymi spowodowało, że potrzeba kontaktu z innymi ludźmi była we mnie większa. Ale największym przełomem był powrót na Słowację po tym, jak podjęliśmy „ostateczną decyzję”, że spędzimy nasze życie w Polsce. Tamten okres w naszym życiu to była jazda bez trzymanki. I pamiętam, że bardzo chciałam się zbliżyć do innych Polaków, wtedy już tych z Bratysławy. Zależało mi, by stać się częścią Polonii, zależało mi, by  poznać ludzi takich jak ja. Ale… to się absolutnie nie wydarzyło. Zabrakło czasu, dobrej woli, łutu szczęścia, iskry? Nie wiem, pewnie wszystkiego po trochu. Faktem jest, że po czasie wpadłam w wir życia rodzinnego i pragnienie kontaktu z Polakami pokrył kurz codzienności. Jednak żeby oddać pełną sprawiedliwość tamtym dniom – krótko przed narodzinami DJ. na mszy polskiej poznaliśmy jednego Polaka, który okazał nam dużo życzliwości. Jak się po paru latach okazało – spotkaliśmy się ponownie w szkole polskiej, zresztą to chyba od niego w ogóle dowiedzieliśmy się o jej istnieniu, zatem ta maleńka iskierka mimo wszystko przeskoczyła już w 2015 roku, choć przez trzy kolejne lata tego nie zauważyliśmy :).

Co się działo po tej trzyletniej przerwie? Kontakt ze szkołą polską poprzez naszą córkę, potem moja praca w szkole polskiej i współpraca z „Monitorem Polonijnym”. A w tym roku nawet projekt muzyczny Klubu Polskiego i uczestnictwo w uroczystości zorganizowanej z okazji Narodowego Święta Niepodległości przez polską ambasadę. Ani się obejrzałam, a wsiąkłam w środowisko polonijne na dobre. Ale już na innych zasadach. Wyleczyłam się z tęsknoty za Polakami, z potrzeby podtrzymywania polskości na siłę. Cieszę się, mogąc z Polakami na Słowacji współpracować, działać, robić coś dobrego na przykład na rzecz uczniów naszej szkoły. Cieszę się, że moje dzieci mają możliwość chodzenia do szkoły polskiej, kontaktu z innymi dziećmi polonijnymi i nauczycielami, do których mówi się „Proszę pani”, a nie w liczbie mnogiej, jak to jest na Słowacji ;). Myślę, że to nas wszystkich ubogaca, poszerza perspektywę, wnosi powiew świeżości. Jednocześnie nie mam potrzeby tworzenia na Słowacji „małej Polski”. Nie jestem Polką w Polsce, nie jestem Słowaczką na Słowacji, jestem sobą tu, gdzie jestem. Lubię moich polskich przyjaciół na Słowacji, ostatnio udaje nam się zacieśniać trochę te więzi, lubię też słowackich. Lubię być Polką na Słowacji. Nie mam zresztą specjalnie innego wyboru ;). Więc tworzę siebie tak, jak mogę, tak, jak umiem i czerpię zarówno z polskich korzeni, jak i słowackich źródeł. I nie mam potrzeby z niczego rezygnować, ani z niczego wybierać. Nie mam też potrzeby niczego robić na siłę. Chcę być po prostu szczęśliwa tu i teraz.


Narodowe Święto Niepodległości. Zdjęcie ze strony: polonia.sk


Słowackie świętowanie naszej 10. rocznicy ślubu

Ako viete, život v zahraničí nikdy nebol mojím snom. Mala som síce epizódu, keď som zvažovala istú stáž niekoľko tisíc kilometrov od Poľska, ale keď som sa dostala na druhé, vysnívané štúdiá, rýchlo som si premyslela alternatívne nápady o živote. Preto som tiež nemala hotovú víziu, ba ani kúsok predstavy o tom, ako formovať svoj život v zahraničí, keby k niečomu takému došlo. Chodenie s M. nijako neovplyvnilo danú situáciu. Dokonca ani zásnuby, svadba a napokon… prvé sťahovanie na Slovensko. Pretože vtedy bol náš život celý taký „medzi krajinami”, študovala som predsa v Gdaňsku, M. v Nitre, pred sebou sme mali sťahovanie do Poľska. Nebolo potrebné rozhodovať sa, nebolo treba „vymyslieť samého seba” v zahraničí, priatelia boli tu aj tam, život bol tu aj tam, malá MN sa objavila až po roku a pred jej nástupom do školy bolo ešte veľa času. Síce som ešte v Nitre bola niekoľkokrát na poľskej omši, mala som susedku Poľku, ktorá mi nosila „Monitor Polonijny“ (mesačník Poliakov na Slovensku) a vedela som, že „Poliaci niekde na Slovensku sú”, ale môj život bol aj bez toho veľmi intenzívny. Nebol v ňom priestor ani potreba na viac kontaktov s Poliakmi na Slovensku.

Kedy sa to zmenilo?

Samotná skutočnosť, že prišli deti a s tým aj obmedzenie kontaktov so známymi, určite spôsobila väčšiu potrebu kontaktu s inými ľuďmi. Najväčším prelomom však bol návrat na Slovensko po tom, ako sme sa „definitívne rozhodli”, že strávime náš život v Poľsku. To obdobie nášho života bolo ako jazda po húsenicovej dráhe. Pamätám si, že som sa veľmi chcela zblížiť s inými Poliakmi, vtedy už tu, v Bratislave. Záležalo mi na tom, aby som sa stala súčasťou Polonie (spoločenstva Poliakov v zahraničí), aby som mohla spoznať takých ľudí ako ja. Ale… to sa vôbec nestalo. Čo chýbalo - čas, dobrá vôľa, kúsok šťastia, iskra? Neviem, možno z každého rožku trošku. Pravda je taká, že po istom čase som spadla do kolotoča rodinného života a túžba po kontakte s Poliakmi zapadla prachom každodennosti. Pre úplnosť však treba dodať, že krátko pred narodením DJ sme na poľskej omši stretli jedného Poliaka, ktorý bol ku nám veľmi žičlivý. Po pár rokoch sme sa opäť stretli v poľskej škole, no a práve od neho sme sa vôbec dozvedeli o jej existencii, takže tá malá iskrička napriek všetkému preskočila už v roku 2015, hoci tri roky sme si to vôbec neuvedomili :).

Čo sa dialo po tej trojročnej pauze? Kontakt s poľskou školou prostredníctvom našej dcéry, potom moja práca v poľskej škole a spolupráca s „Monitorom Polonijnym”. A tento rok aj hudobný projekt Poľského klubu a účasť na slávnosti zorganizovanej pri príležitosti Dňa nezávislosti poľským veľvyslanectvom. Ani som nevedela ako a ponorila som sa do poľského prostredia na Slovensku. Ale už za iných podmienok. Vyliečila som sa z clivoty za Poliakmi, z potreby udržiavať v sebe poľskosť nasilu. Teším sa, že môžem s Poliakmi na Slovensku spolupracovať, činiť sa, robiť niečo dobré napríklad v prospech žiakov našej školy. Teším sa, že moje deti môžu chodiť do poľskej školy, môžu mať kontakt s inými deťmi z tohto prostredia a tiež s učiteľmi, na ktorých sa obracajú prostredníctvom oslovenia „Proszę pani”, a nie vykaním, ako na Slovensku ;). Myslím, že nás to všetkých obohacuje, rozširuje horizonty, osviežuje. Zároveň nemám v sebe potrebu tvoriť na Slovensku „malé Poľsko”. Nie som Poľkou v Poľsku ani Slovenkou na Slovensku, som sama sebou tu, kde som. Mám rada svojich poľských priateľov na Slovensku, v poslednej dobe sa nám darí trochu viac sa zbližovať, a tiež tých slovenských. Som rada Poľkou na Slovensku. Koniec koncov, nemám veľmi na výber ;). Som teda taká, aká môžem byť, aká viem byť, a čerpám aj zo svojich poľských koreňov, aj zo slovenských zdrojov. A necítim potrebu sa ničoho vzdávať ani si z ničoho vyberať. Nemám potrebu robiť niečo nasilu. Chcem byť skrátka šťastná tu a teraz.