środa, 30 września 2015

Dziwne miasto / Zvláštne mesto

Bratysława to dziwne miasto. Ani specjalnie piękne, ani wyjątkowo brzydkie. Ani powalające na kolana, ani rozczarowujące. Takie po prostu.

Dziś mija tydzień, od kiedy tu mieszkam. Na stałe, czyli przynajmniej na najbliższe 2 lata. To zdecydowanie za krótki czas, by cokolwiek mądrego powiedzieć. Z drugiej strony – wiem nie od dziś, że mieszkanie w stolicy – nieważne, czy polskiej, czy słowackiej – nigdy nie było moim marzeniem. A teraz co? A teraz mieszkam w stolicy. No to postanowiłam zebrać pierwsze plusy. Tak dla zmotywowania samej siebie do tego, by szukać dobrych stron całej sytuacji, a nie ulegać tęsknocie za krajem i rodziną oraz nie poddawać się samotności.

1) Położenie miasta. Bratysława jest niesłychanie nietypowo położona jak na stolicę. W 10 minut dostanę się do Austrii, w 15 na Węgry. A w minioną sobotę, gdy nie dostaliśmy jednego regału, na którym bardzo nam zależało, w bratysławskiej Ikei, pojechaliśmy do Brna. Tak, tego w Czechach. Ot, malutka wycieczka (a regał ciągle mnie cieszy w naszej kuchni).

2) Położenie naszego bloku. Ok, mieszkamy w sypialni miasta – brzydkiej, socjalistycznej, zabetonowanej Petržalce. Często można tu spotkać blok na bloku i z okna pomachać do sąsiada. Ale my z jednej strony bloku mamy widok na mały park, a z drugiej – na tereny spacerowe wzdłuż martwego ramienia Dunaju. I nikt nam do okien nie zagląda. Jak tu się nie cieszyć? Bonusem jest jeszcze niedalekie sąsiedztwo (3 przystanki autobusu) szwagierki, no i niezły plac zabaw w pobliżu – cóż, w końcu jestem matką ;).

3) Centrum salezjańskie. Poznaliśmy się z M. na międzynarodowym spotkaniu animatorów salezjańskich i do dzisiaj salezjanie są nam bardzo bliscy. A teraz są nam bliscy całkiem dosłownie, bo centrum przez nich prowadzone, zresztą największe na Słowacji, znajduje się najbliżej naszego domu (nie nazywam tego miejsca kościołem, bo kościół „robi się” tam w niedziele z połączenia kaplicy z salą gimnastyczną ;) – ale ludzi pełno).

4) Moja nowa kuchnia. Aż załączam nieskromnie zdjęcie. Było czerwono, aż oczy bolały. A teraz jest po prostu pięknie włącznie z tym, że mam kosze do segregowania odpadów i moja córka biega co chwilę ze śmieciami i pyta: „to do plastików? Tu na dół?”. Cóż, może to mała rzecz, ale cieszy ogromnie :).

5) Kawiarnie. Wielki wybór kawiarni ;). Wprawdzie większą swobodę ruchu zyskam dopiero za kilka miesięcy, ale już teraz korzystam z możliwości, które daje duże miasto. Kawiarnie małe i duże, z przestrzenią dla dzieci i bez, oldskulowe i nowoczesne. To lubię.

6) I zdecydowanie najważniejsza kwestia – jesteśmy znów razem. M., MN. i ja w wersji +1.

A reszta potrzebna mi do szczęścia? Mam nadzieję, że przyjdzie z czasem.



Bratislava je zvláštne mesto. Ani výnimočne pekné, ani výnimočne škaredé. Ani Vás nedostane do kolien, ani nesklame. Proste také.

Dnes je to týždeň, odkedy tu bývam. Na stálo, čiže prinajmenšom na najbližšie 2 roky. To je rozhodne príliš krátko na to, aby som mohla povedať čokoľvek múdre. Na druhej strane – viem už oddávna, že život v hlavnom meste – nezáleží na tom, či v poľskom, či v slovenskom – nikdy nebol mojou túžbou. A teraz čo? A teraz bývam v hlavnom meste. Tak som sa rozhodla pozbierať prvé plusy. Tak pre seba, aby som našla motiváciu hľadať dobré stránky v celej tejto situácii, nepodliehať smútku za rodným krajom a nepoddávať sa samote.

1) Poloha mesta. Bratislava je neuveriteľne netypicky položená na hlavné mesto. Za 10 minút ste v Rakúsku, za 15 v Maďarsku. A minulú sobotu, keď sme nedostali jeden regál, na ktorom nám veľmi záležalo, v bratislavskej Ikey, šli sme do Brna. Áno, toho českého. Taký malý výletík (a stále sa teším z regálu v kuchyni).

2) Poloha nášho domu. Ok, bývame v spálni mesta – škaredej, socialistickej, betónovej Petržalke. Často sa  tu môžete stretnúť s domom na dome a z okna zakývať susedovi. Ale my máme z jednej strany výhľad na malý park a z druhej na chodníky pozdĺž mŕtveho ramena Dunaja, ako stvorené na prechádzky. A do okien nám nikto nevidí. Ako sa z toho netešiť? Bonusom je ešte neďaleké susedstvo (3 zastávky autobusu) švagrinej, no a tiež celkom dobré detské ihrisko v okolí – napokon, som matka ;).

3) Saleziánske centrum. S M. sme sa spoznali na medzinárodnom stretnutí saleziánskych animátorov a saleziáni sú nám stále veľmi blízki. A teraz aj doslovne, pretože ich centrum, mimochodom najväčšie na Slovensku, sa nachádza najbližšie k nášmu domu (nenazývam to miesto kostol, pretože kostol tam „vzniká” v nedeľu, keď sa kaplnka spojí s priľahlou telocvičňou ;) – ale ľudí tam je plno).

4) Moja nová kuchyňa. Až musím neskromne pripojiť obrázok. Najprv bola červená, až z toho boleli oči. A teraz je jednoducho krásna, a k tomu máme ešte aj koše na separáciu odpadu a moja dcérka behá každú chvíľu so smeťami a pýta sa: „to je plast? Sem dole?”. Je to síce možno maličkosť, ale veľmi ma teší :).

5) Kaviarne. Široký výber kaviarní ;). Väčšiu pohyblivosť síce nadobudnem až za pár mesiacov, ale už teraz si užívam možnosti, ktoré ponúka veľké mesto. Kaviarne, malé aj veľké, s priestorom pre deti aj bez, oldschoolové aj moderné. To mám rada.

6) A rozhodne najdôležitejšia vec – sme znovu spolu. M., MN. a ja vo verzii +1.

A zvyšné veci, ktoré potrebujem ku šťastiu? Dúfam, že časom sa objavia.

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Kobieta czynu / Žena činu

To koniec. Od 3 miesięcy zero polsko-słowackiego życia, wszystko osobno, trzaskają tylko drzwi w samochodzie, wiatr hula i ogólnie bieda. Pora na rozwód? Jasne, że nie ;). Ale w sierpniu minęły 3 miesiące, od kiedy M. mieszka w Bratysławie, a my z małą MN. na polskim Wybrzeżu. I to o 3 miesiące za długo, serio. Pisałam w czerwcu, że daję radę? Dalej daję, ale z coraz większym trudem. Nasza córka? Też daje radę z coraz większym trudem („Tatusiu, ja bym nie chciała, żebyś ty wyjeżdżał. Ja bym chciała, żebyś przyjeżdżał”). Nie jest łatwo żyć osobno. Nie jest łatwo żyć osobno, gdy jest dziecko. Nie jest łatwo żyć osobno, gdy jest dziecko i drugie w drodze. Nie polecam.

Ale! Nie nadszedł jeszcze koniec świata ani całkowity zmierzch naszej polsko-słowackiej rzeczywistości. Powiedziałabym nawet, że w tej przestrzeni cały czas dzieje się całkiem sporo. Udało nam się znaleźć mieszkanie, remontujemy je, urządzamy. Ja będąc tu, on będąc tam. Jak to się robi na odległość 950 km? Bułka z masłem ;). Zaprzyjaźniając się z internetem, aparatem fotograficznym i telefonem. Cud miód malina. Ale co to dla nas, nie takim wyzwaniom musieliśmy po drodze sprostać ;). Pokój naszej córki urządziłam, mając tylko orientacyjne wymiary i nie widząc go na oczy. Przy całym zamieszaniu wokół – to pestka ;).

A co dalej? Możecie spodziewać się jakiegoś wpisu o Bratysławie. Raz, kiedyś, jak opanuję sytuację ;). Póki co mamy nadzieję na przeprowadzkę pod koniec września. Czy będziemy mieli do wtedy lodówkę? Czy zdążymy kupić pralkę? Nie mam zielonego pojęcia. Ale będziemy mieli siebie.

Szczerze? Za nic w świecie nie spieszy mi się do pakowania i rozpakowywania sterty kartonów. Ani do rozstania z bliskimi, pożegnania Polski na najbliższych kilka miesięcy i do zamieszkania w Bratysławie. Ale spieszno mi do bycia razem. Bo co jak co, ale rodzina powinna być razem. Mąż i żona stanowią jedno. Nawet jak wychodzi z tego taki polsko-słowacki dziwoląg jak my :). Dzieci potrzebują oboje rodziców. Bo kto ma niby gadać w domu po słowacku? JA?! ;) Nie rozważam sytuacji, „co jeśli”, nie gdybam, nie teoretyzuję.  To moje własne doświadczenie. Tu i teraz żyję bez mojego męża i ojca moich dzieci, i tu i teraz stwierdzam, że tak się na dłuższą metę nie da, może tym bardziej w dwunarodowej rodzinie, bo nagle połowy – całej jednej kultury brakuje. Na szczęście oprócz płakania rzewnymi łzami, mogę zrobić jeszcze jedno – tak działać, by jak najszybciej zmienić zaistniałą sytuację. Już niedługo! :)


Koniec. Už 3 mesiace nemáme žiadny poľsko-slovenský život, všetko oddelene, iba čo sa zabuchujú dvere na aute, veje vietor a celkovo je to na figu. Čas na rozvod? Jasné, že nie ;). Ale v auguste prešli 3 mesiace odkedy M. býva v Bratislave a my s malou MN. na poľskom pobreží. A to je presne o 3 mesiace dlhšie ako treba, fakt. Písala som v júni, že si poradím? Poradím, ale je to čoraz ťažšie. Naša dcéra? Tiež si poradí, ale je to pre ňu čoraz ťažšie („Tatinko, nechcem, aby si odchádzal. Chcela by som, aby si prichádzal”). Nie je ľahké žiť oddelene. Nie je ľahké žiť oddelene, keď máme dieťa. Nie je ľahké žiť oddelene, keď máme dieťa a čakáme druhé. Neodporúčam.

Ale! Neprišiel ešte koniec sveta ani nezapadlo Slnko za našou poľsko-slovenskou realitou. Dokonca by som povedala, že v tej oblasti sa stále niečo deje. Podarilo sa nám nájsť byt, opravujeme ho, zariaďujeme. Ja tu, on tam. Ako sa to robí na vzdialenosť 950 km? Žiadny problém ;). Treba sa len skamarátiť s internetom, fotoaparátom a telefónom. Pohoda jahoda. Ale čo už je to pre nás, na našej ceste sme sa museli vyrovnať s ťažšími výzvami ;). Izbu našej dcérky som zariadila, hoci som mala iba orientačné rozmery a vôbec som ju nevidela naživo. Popri tom celom zmätku je to len drobnosť ;).

A čo ďalej? Môžete očakávať nejaký príspevok o Bratislave. Raz, niekedy, keď budem paňou situácie ;). Zatiaľ dúfam v sťahovanie koncom septembra. Budeme mať dovtedy chladničku? Stihneme kúpiť práčku? Netuším. Ale budeme mať seba.

Úprimne? Absolútne sa neponáhľam s balením a rozbaľovaním kopy krabíc. Ani s odchodom od blízkych, rozlúčkou s Poľskom na niekoľko najbližších mesiacov a s presťahovaním do Bratislavy. Ale ponáhľam sa do spoločného života. Lebo nech si hovorí kto chce čo chce, rodina má byť spolu. Muž a žena sú jedno. Dokonca aj keď je výsledkom taký poľsko-slovenský zmätok ako u nás :). Deti potrebujú oboch rodičov. Veď kto má doma hovoriť po slovensky? JA?! ;) Nepremýšľam nad tým, „čo by bolo keby”, neteoretizujem. Je to moja vlastná skúsenosť. Tu a teraz žijem bez môjho manžela a otca mojich detí, a tu a teraz tvrdím, že sa tak dlho žiť nedá, a možno je to ešte ťažšie v medzinárodnej rodine, pretože náhle chýba jedna polovica = jedna celá kultúra. Našťastie, okrem plakania horkými slzami môžem spraviť ešte jedno – činiť tak, aby sa táto situácia čo najrýchlejšie zmenila. Ešte trošku! :) 

wtorek, 28 lipca 2015

8 złotych rad, czyli czego nie robić, rozmawiając z obcokrajowcem (we własnym języku) / 8 zlatých rád alebo čoho sa vyvarovať pri rozhovore s cudzincom (vo vlastnom jazyku)

Niedawno spotkałam się ze znajomą Słowaczką, żoną Polaka, mieszkającą w Polsce. Tematów do rozmowy zdecydowanie nam nie brakowało, bo nasze doświadczenia, choć w odwrotnej kombinacji, są niesamowicie zbliżone. Wyszłam ze spotkania z przekonaniem, że widzimy się zdecydowanie zbyt rzadko i… pomysłem na niniejszy post ;). K. zresztą nie tylko go zainspirowała, ale i miała później swój wkład w jego napisanie. Zatem… oto jest!

Pewnie wielu z nas zdarzyło się spotkać obcokrajowca, który rozmawiał z nami po polsku (w Polsce) lub po słowacku (na Słowacji). Zresztą, każdy z nas był też pewnie takim obcokrajowcem na jakichś wakacjach w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii czy Niemczech (to tylko wybór tych najpopularniejszych drugich języków ;) ), jednak dzisiejszy post nie jest o obcokrajowcu, który przyjechał do nas na wakacje, ale o takim, którego łączy z naszym krajem coś więcej (np. studia, partner itp.). Z perspektywy takiego obcokrajowca żyjącego w kraju swojego męża spotkałyśmy się z K. z przynajmniej kilkoma zachowaniami lub komentarzami miejscowych, które niekoniecznie były trafione. Przed Wami podsumowanie naszych doświadczeń – czego lepiej NIE mówić lub NIE robić, gdy rozmawiamy z obcokrajowcem we własnym języku ;).

1. Nie wyśmiewaj jego wymowy. Ok, czasami rozmowa z obcokrajowcem, który dopiero uczy się naszego języka, może być naprawdę zabawna. Może przekręcać słówka lub nie umieć niektórych wymówić. Ale jeśli obcokrajowiec ten nie jest naszym bliskim przyjacielem, to lepiej zachowajmy poziom i odpuśćmy sobie żarty, bo on się naprawdę stara, przyswajając nasz trudny język. Przykład? Polacy nie rozróżniają w mowie „h” od „ch”, co w języku słowackim zupełnie zmienia znaczenie wyrazu. Teraz już się z tego śmieję, ale gdy stawiałam pierwsze kroki na drodze posługiwania się językiem słowackim, wcale nie było mi do śmiechu, gdy ktoś znajomy zażartował, czy jestem hladná (=jestem głodna), czy chladná (=jest mi zimno), bo źle wymówiłam pierwszą literę. Zablokowało mnie to do tego stopnia, że później bałam się wymówić własne nazwisko (pisane przez „h” właśnie). To samo odnosiło się do żartów z mojego męża (Słowacy nie mają litery „ś” i z trudem opanowują jej wymowę), gdy nie zrozumiał go jakiś znajomy Polak. Nie rozumiesz? Zapytaj. Nie rozumiesz, ale domyślasz się znaczenia? Przejdź w rozmowie dalej. Naśmiewanie się naprawdę podcina skrzydła.

2. Nie poprawiaj pomyłek. Nie zrozummy się źle – do dzisiaj poprawiam mojego męża, a on mnie, gdy posługujemy się tym drugim językiem. Ale jest różnica, czy poprawia mnie mój mąż (który też świetnie opanował mój język), czy poprawia mnie ktoś obcy i robi to tylko dla własnej satysfakcji. Takie poprawianie może spowodować, że rozmówca traci wątek i ma jeszcze większą trudność z pozbieraniem myśli. Jest potrzebne do poprawy znajomości języka, ale jak to ładnie podsumowała K.: „Ważny jest sposób i wyczucie sytuacji”. Nie wymagajmy od razu perfekcji, nie tędy droga.

3. Nie ignoruj prośby o podpowiedź. Z tym spotykałam się bardzo często, gdy już posługiwałam się językiem słowackim całkiem płynnie. Jestem gadułą, potrafię mówić całkiem sporo ;). W trakcie rozmowy czasami zabrakło mi jakiegoś słowa i chciałam dowiedzieć się, jak ono brzmi. Gdy opisywałam jego znaczenie lub podawałam polski odpowiednik (czasem zrozumiały dla rozmówców), często przez grzeczność nie odpowiadali na moje pytanie, jak to powiedzieć po słowacku, tylko przytakiwali, że rozumieją i zachęcali do dalszego opowiadania. Takie sytuacje zdarzały się chyba najczęściej w rodzinie mojego męża, której członkowie okazywali mi po prostu ogromną życzliwość, gdy uczyłam się języka. Tylko że gdy pytam – to daję zielone światło do nauczenia mnie, chcę się dowiedzieć, chcę się rozwijać językowo, a nie usłyszeć: „rozumiemy, opowiadaj dalej” :). Jeśli obcokrajowiec jasno poprosi Cię o podpowiedź – po prostu mu odpowiedz, w takiej sytuacji nie będzie to wcale niegrzeczne :).

4. Nie porównuj dwóch języków. Tak, tak, słowacki i polski to taaakie podobne języki, że nauczenie się ich to z pewnością bułka z masłem. Tylko dlaczego Słowak czy Polak wygłaszający takie sądy, po prostu się ich nie nauczy? No właśnie. Polak mówiący po słowacku, czy Słowak mówiący po polsku wykonali ogromną pracę, by ten drugi język opanować. Im bliższe języki, tym trudniej jest w nich dojść do perfekcji, bo nakładamy na ten drugi kalki z własnego języka – związane z odmianą, szykiem zdania itp. Tymczasem język polski i słowacki należą do grupy języków słowiańskich, ale nie jest to tożsame z tym, że są identyczne. Warto docenić pracę, którą ktoś wykonał, by się ich nauczyć.

5. Nie posługuj się stereotypami. Stereotypy potrafią ułatwić komunikację, ale czasami naprawdę męczą i są po prostu niestosowne. Jasne, że ułatwiają nam życie, ale jeśli stoi przed nami obcokrajowiec z krwi i kości, to nie nakładajmy na niego zasłyszanych wzorów (w tym przypadku tego, co typowo polskie lub tego, co typowo słowackie), ale po prostu go poznajmy, bez zbędnych uprzedzeń.

6. Jeśli naprawdę nie wiesz, nie rób z siebie idioty, tylko spytaj. Jeśli nie wiesz, czy Słowacja leży nad morzem, a Polska ma jakieś góry poza Tatrami, to nie graj eksperta, ale zwyczajnie zapytaj. Wprawdzie ignorancja odnośnie najbliższego sąsiada nie jest zbyt fajna, ale dobrze wiemy, że sprzyja jej sposób nauczania o Polsce i Słowacji w szkole i polityka zagraniczna naszych państw. Dlatego spotkanie z obcokrajowcem warto wykorzystać do lepszego poznania jego kraju.

7. Nie powtarzaj po raz tysięczny, jak Twój rozmówca super radzi sobie z Twoim językiem. Coś, co na początku jest miłe, z czasem może zrobić się nieznośne. Jeśli mówię po słowacku od kilku lat, to naprawdę nie warto mi ciągle powtarzać, jak sobie super radzę, bo byłoby co najmniej dziwne, gdybym radziła sobie słabo po takim czasie. Język słowacki to w tej chwili mój drugi język, słyszę go na co dzień w domu, więc logiczne, że przyswoiłam go na niezłym poziomie. Jeśli spotykam kogoś po raz pierwszy – pochwała z jego ust jest naprawdę miła (bo to jednak drugi język, a nie ojczysty :)), ale jeśli znamy się od dawna, to takie pochwały są po prostu bez wartości.

8. Nie naśmiewaj się z jego języka. W internecie krąży mnóstwo słówek pseudosłowackich i pseudopolskich, które są pseudozabawne. Skoro już znasz Polaka lub Słowaka i koniecznie musisz zaspokoić swoją ciekawość, po prostu spytaj go, jak w jego języku brzmi słowo „nietoperz” czy „gołąb”, a nie powtarzaj zasłyszanych z internetu lub czyichś opowiadań bzdur. To tylko utrwala niepotrzebne stereotypy i obraża rozmówcę.

Ufff, skończyłam odrobinę ostro :). Ale to, co najważniejsze w tym wszystkim, jest bardzo pozytywne – znajomy obcokrajowiec to ogromna szansa na poznanie nowego człowieka, nowego kraju, nowej kultury. Może poszerzyć nasze horyzonty, rozwinąć nas, nauczyć czegoś nowego. Warunek jest tylko jeden – odniesiemy się do siebie z szacunkiem i będziemy na siebie nawzajem naprawdę otwarci. Warto!


Nedávno som sa stretla so známou, Slovenkou, manželkou Poliaka bývajúcou v Poľsku. Rozhodne nám nechýbali témy k rozhovoru, pretože naše skúsenosti, hoci v opačnej kombinácii, sú neuveriteľne podobné. Odišla som od nej s presvedčením, že sa rozhodne vídame príliš zriedka a.. s nápadom na dnešný príspevok ;). Koniec koncov, K. bola pri ňom nielen inšpiráciou, ale tiež pomohla svojim dielom k jeho napísaniu. A teda... tu je!

Určite sme už mnohí stretli cudzinca, ktorý s nami rozprával po poľsky (v Poľsku) alebo po slovensky (na Slovensku). Koniec koncov, každý z nás už určite bol takým cudzincom počas nejakých prázdnin vo Veľkej Británii, Španielsku či Nemecku (to je len výpočet najpopulárnejších druhých jazykov ;)), avšak dnešný post nie je o cudzincovi, ktorý pricestoval na prázdniny, ale o takom, ktorého s našou krajinou spája niečo viac (napr. štúdium, partner, atď.). Z perspektívy takého cudzinca, žijúceho v krajine svojho manžela, sme sa s K. stretli s niekoľkými situáciami alebo komentármi miestnych, ktoré neboli veľmi vhodné. Ponúkame Vám sumár našich skúseností – čo radšej Nevravieť alebo Nerobiť, keď rozprávame s cudzincom vo vlastnom jazyku ;).

1. Nevysmievaj sa z jeho výslovnosti. Ok, niekedy môže byť rozhovor s cudzincom, ktorý sa ešte iba učí náš jazyk, skutočne zábavný. Môže prekrúcať slovíčka alebo niektoré nevie správne vysloviť. Pokiaľ však tento cudzinec nie je naším blízkym priateľom, radšej si zachovajme nadhľad a nechajme si žarty, pretože on sa naozaj snaží osvojiť si náš ťažký jazyk. Príklad? Poliaci vo výslovnosti nerozlišujú medzi „h” a „ch”, čo môže v slovenčine úplne zmeniť význam slova. Teraz sa už na tom smejem, ale keď som robila svoje prvé kroky na pôde slovenčiny, vôbec mi nebolo smiešne, keď sa niekto zabával na tom, či som hladná alebo chladná, pretože som zle vyslovila prvé písmenko. Zablokovalo ma to natoľko, že som sa neskôr bála vysloviť vlastné priezvisko (začínajúce sa práve písmenom „h”). To isté platilo o žartoch z môjho manžela (Slováci nemajú písmenko „ś” a ťažko zvládajú jeho výslovnosť), keď ho niekto z Poľska nerozumel. Nerozumieš? Opýtaj sa. Nerozumieš, ale vieš si domyslieť, o čo ide? Pokračuj v rozhovore. Výsmech naozaj demotivuje.

2. Neopravuj chyby. Aby sme sa správne pochopili, dodnes opravujem môjho manžela a on mňa, keď používame jazyk toho druhého. Ale je rozdiel, či ma opravuje môj manžel (ktorý sa tiež veľmi dobre naučil po poľsky), alebo či ma opravuje niekto cudzí a robí to iba pre svoje uspokojenie. Také opravovanie môže spôsobiť, že rozprávač stratí niť a má ešte väčší problém so sústredením sa na zmysel. Je to potrebné, ak chceme zlepšiť svoj jazyk, ale ako to pekne povedala K.: „Dôležitý je spôsob a vycítenie situácie.” Nepožadujme hneď dokonalosť, to nie je tá správna cesta.

3. Neignoruj prosbu o pomoc. S tým som sa stretávala veľmi často, keď som už používala slovenčinu pomerne plynulo. Som ukecaná, dokážem hovoriť pomerne dlho ;). Počas rozhovoru mi niekedy vypadlo nejaké slovíčko a chcela som sa dozvedieť, ako znie. Keď som začala opisovať jeho význam alebo povedala poľské slovo s tým istým významom (niekedy zrozumiteľné pre ostatných), ľudia mi často zo slušnosti neodpovedali na moju otázku, ako to povedať po slovensky, ale pritakávali, že rozumejú a povzbudzovali ma, aby som pokračovala. Také situácie sa stávali snáď najčastejšie v rodine môjho manžela, ktorej členovia ma jednoducho zahŕňali veľkou žičlivosťou, keď som sa učila jazyk. Ale keď sa pýtam, dávam zelenú, aby som sa niečo naučila, chcem sa niečo dozvedieť, chcem sa rozvíjať po jazykovej stránke, a nie vypočuť si: „rozumieme, hovor ďalej” :). Pokiaľ Ťa cudzinec výrazne poprosí o pomoc, jednoducho mu odpovedz, v takejto situácii to vôbec nebude znieť neslušne.

4. Neporovnávaj dva jazyky. Áno, áno, slovenčina a poľština, to sú dva tááááké podobné jazyky, že naučiť sa ten druhý musí byť najľahšia vec na svete. Prečo však Slovák či Poliak, ktorý niečo také tvrdí, neovláda ten druhý jazyk? No práve. Poliak hovoriaci po slovensky aj Slovák hovoriaci po poľsky vykonali veľkú prácu, aby ten druhý jazyk zvládli. Čím bližšie sú jazyky, tým ťažšie je ovládnuť ich dokonale, pretože používame slová z nášho vlastného jazyka, skloňujeme i tvoríme vety ako v našom jazyku. Poľština a slovenčina sú síce oba slovanské jazyky, ale to neznamená, že sú identické. Treba si vážiť námahu, ktorú niekto vykonal pri ich učení.

5. Nepoužívaj stereotypy. Stereotypy dokážu zjednodušiť komunikáciu, ale niekedy sú skutočne únavné a skrátka nevhodné. Jasné, že nám uľahčujú životy, ale pokiaľ pred nami stojí cudzinec z mäsa a kostí, nenavliekajme naňho vzorce, o ktorých sme niekde počuli (v tomto prípade sa týkajú toho, čo je typicky poľské a čo typicky slovenské), ale jednoducho ho spoznajme, bez predsudkov.

6. Pokiaľ niečo naozaj nevieš, nerob zo seba hlupáka a opýtaj sa. Pokiaľ nevieš, či Slovensko leží nad morom a či má Poľsko nejaké iné pohorie okrem Tatier, nehraj sa na experta, ale normálne sa spýtaj. Nevedomosť týkajúca sa najbližšieho suseda síce nie je príliš príjemná, ale dobre vieme, že tomu napomáha spôsob učenia sa o Poľsku i Slovensku v školách a zahraničná politika našich štátov. Preto je veľmi potrebné využiť stretnutie s cudzincom a lepšie spoznať jeho krajinu.

7. Neopakuj tisíckrát ako cudzinec, s ktorým hovoríš, vynikajúco ovláda Tvoj jazyk. Niečo, čo je zo začiatku milé, môže postupne prerásť do nepríjemnosti. Pokiaľ hovorím po slovensky už niekoľko rokov, skutočne nie je najvhodnejšie celý čas mi opakovať, ako mi to ide, pretože by bolo prinajmenšom divné, keby mi to nešlo po takom dlhom čase. Slovenčina je môj druhý jazyk, počúvam ho doma každý deň, je teda logické, že som si ho osvojila na celkom dobrej úrovni. Pokiaľ niekoho stretneme po prvý raz, pochvala z jeho úst je skutočne milá (predsa len, je to druhý jazyk, nie materinský :)), ale pokiaľ sa poznáme už dlho, sú takéto pochvaly o ničom.

8. Nevysmievaj sa z jeho jazyka. Po internete blúdi množstvo pseudopoľských a pseudoslovenských slovíčok, ktoré su pseudovtipné. Pokiaľ poznáš nejakého Poliaka či Slováka a skutočne sa musíš na niektoré z nich opýtať kvôli ukojeniu svojej zvedavosti, jednoducho sa spýtaj, ako v jeho jazyku znie slovo „kamzík” či „svokra” a neopakuj hlúposti, s ktorými si sa stretol na webe alebo ktoré Ti povedal nejaký kamarát. To len zbytočne umocňuje stereotypy a uráža druhého človeka.

Ufff, skončila som trošku ostro :). Ale to najdôležitejšie je veľmi pozitívne – kamarát cudzinec môže byť príležitosťou na spoznanie nového človeka, novej krajiny, novej kultúry. Môže rozšíriť naše horizonty, rozvinúť nás, naučiť niečo nové. Je len jedna podmienka – správajme sa k sebe s rešpektom a buďme k sebe navzájom skutočne otvorení. Stojí to za to!