piątek, 27 listopada 2015

Drugi raz / Druhý raz

- Jak się czujesz na Słowacji?
- Odnalazłaś się tutaj?
- Pewnie jeszcze nie przywykłaś?
- Tęsknisz za Polską?
- Gdzie ci było lepiej?

Hmmmm…………………………………………………………….

Te pytania to w ostatnim czasie mój chleb powszedni. Pytają różni ludzie. Pytają Polacy, pytają Słowacy, pytają bliżsi, pytają dalsi znajomi. A większość z nich zapomina o zasadniczej kwestii -  że ja nie zamieszkałam na Słowacji po raz pierwszy.
Ok, Bratysława to nie Nitra, życie z 3-letnią córką i w zaawansowanej ciąży to nie życie bez dzieci. Ale Słowacja to Słowacja. Język się nie zmienił, ludzie wokół (generalnie) się nie zmienili, zwyczaje i zawartość półek sklepowych też nie.

Drugi raz na Słowacji to nie to samo, co pierwszy. Drugi raz tutaj to zupełnie inna historia, niż kiedy przeprowadziłam się w 2011 roku. Tym razem już wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Wiedziałam, w co wchodzę, wiedziałam, do czego WRACAM. Poza tym w czasie, który spędziłam w Polsce, nie próżnowałam, nie byłam odcięta od słowackiej rzeczywistości, od słowackiej kultury. Ja w niej cały czas żyłam. Ok, ta słowacka kultura w moim domu jest wymieszana w zgrabną całość z polską tradycją, ale wyraźnie da się wyczuć poszczególne smaki. Ja trochę wróciłam na swoje, chociaż do innego miasta i do innego domu.

Jasne, że w nowym mieście trzeba sobie wydeptać nowe ścieżki. Ale nie zaskakują mnie wypowiedzi polityków – bo przecież już ich poznałam. Nie jest dla mnie nowością Miro Žbirka czy Marika Gombitová w radiu, bo już ich słyszałam. Nie zaskakują ceny kawy w kawiarni (na Słowacji często niższe niż w Polsce! :)), bo już niejedną kawę na Słowacji wypiłam.

Niedawno znajoma „polska paryżanka”, która przeprowadziła się na Słowację przed miesiącem, rozpaczała, że nie znalazła w sklepie mąki ziemniaczanej i z klusek śląskich wyszło… co wyszło ;). Przypomniała mi tym opisem moje własne doświadczenie – ale sprzed 4 lat. Przeżyłam to samo, tylko nie porywałam się na kluski śląskie, a placki ziemniaczane. Dziś już wiem, że mąki ziemniaczanej trzeba szukać w kartoniku pod nazwą „Solamyl”. Żadne zaskoczenie. Jeszcze inny przykład? Przyznaję, do dziś drażni mnie, że w słowackim kiosku większość babskich pism jest po czesku – ale „drażni” to coś zupełnie innego niż „szokuje”, jak było za pierwszym razem, gdy to odkryłam. Na słowackiej mszy modlę się po słowacku, w słowackiej restauracji przeglądam słowackie menu, słowacki telefon odbieram, mówiąc „prosim”.

Nie zrozumcie mnie źle, bardzo doceniam troskę ludzi bliskich, doceniam, że i dalsi znajomi mają świadomość zmiany, która zaszła w życiu mojej rodziny i okazują zainteresowanie. To naprawdę bardzo, bardzo miłe i dużo fajniejsze niż obojętność. Ale drugi raz to nie to samo, co pierwszy. Nie czuję się już taka obca.

A odpowiedzi na 2 ostatnie pytania? Te są i będą oczywiste z tej prostej przyczyny, że jestem Polką i Polką zostanę. Co jednak nie przeszkadza mi czuć się w jakiejś (większej niż mniejszej) części „słowacko”. I tak jest dobrze.



PS. Trzymajcie za mnie kciuki. Grudniowy post z pewnością napiszę już jako mama dwójki dzieci :).


- Ako sa cítiš na Slovensku?
- Našla si si tam svoje miesto?
- Asi si si ešte nezvykla, však?
- Je ti smutno za Poľskom?
- Kde ti bolo lepšie?

Hmmmm…………………………………………………………….

Tieto otázky sú v posledných dňoch mojim každodenným chlebom. Pýtajú sa rôzni ľudia. Pýtajú sa Poliaci, pýtajú sa Slováci, pýtajú sa blízki aj vzdialenejší známi. Ale väčšina z nich zabúda na zásadnú vec – že nebývam na Slovensku prvý raz.
Ok, Bratislava nie je Nitra, život s trojročnou dcérkou v pokročilom tehotenstve nie je život bez detí. Ale Slovensko je Slovensko. Jazyk sa nezmenil, ľudia okolo mňa sa (vo všeobecnosti) nezmenili, zvyky ani tovary na regáloch v obchode tiež nie.

Druhý raz na Slovensku – to nie je také isté ako prvý raz. Druhý raz – to je celkom iný príbeh v porovnaní s tým, ako keď som sa sem presťahovala v roku 2011. Teraz som už vedela, čo môžem očakávať. Vedela som, do čoho idem, vedela som, kam sa VRACIAM. Okrem toho, kým som bola v Poľsku, nezanedbávala som Slovensko, nebola som odstrihnutá od slovenskej reality, od slovenskej kultúry. Celý čas som v nej žila. Ok, tá slovenská kultúra je u nás doma vymiešaná do elegantného celku s poľskou tradíciou, ale možno vycítiť jej jednotlivé príchute. Trochu som sa vrátila na svoje, hoci do iného mesta a iného domu.

Jasné, že v novom meste si treba spraviť nové chodníčky. Ale neprekvapujú ma vyhlásenia politikov – veď predsa ich už poznám. Nie sú pre mňa novinkou Miro Žbirka či Marika Gombitová v rádiu, lebo už som ich počula. Neprekvapujú ma ceny kávy v kaviarňach (na Slovensku často nižšie ako v Poľsku! :)), lebo už som na Slovensku vypila nejednu kávu.

Nedávno bola moja známa, „poľská Parížanka”, ktorá sa presťahovala na Slovensko pred mesiacom, nešťastná, pretože nenašla v obchode zemiakovú múku a zo sliezskych halušiek (kluski śląskie, tradičné poľské jedlo) vyšlo to, čo vyšlo ;). Pripomenula mi tým moju vlastnú skúsenosť – ale spred 4 rokov. Zažila som to isté, len som sa nechystala na kluski śląskie, ale na zemiakové placky. Dnes už viem, že zemiakovú múku treba hľadať v krabičke s názvom „Solamyl”. Nič prekvapujúce. Ešte iný príklad? Priznám sa, dodnes ma dráždi, že v slovenskom stánku je väčšina babských časopisov po česky – ale „dráždi” znamená niečo celkom iné ako „šokuje”, ako to bolo na začiatku, keď som na to prišla. Na slovenskej omši sa modlím po slovensky, v slovenskej reštaurácii si prezerám slovenské menu, slovenský telefón dvíham so slovom „prosím”.

Nechápte ma zle, veľmi si vážim starostlivosť blízkych, vážim si, že aj vzdialenejší známi si uvedomujú zmenu, ktorá nastala v živote mojej rodiny a preukazujú mi záujem. To je skutočne veľmi, veľmi milé, oveľa lepšie ako ľahostajnosť. Ale druhý raz to nie je to isté ako prvý. Necítim sa tak cudzo.

A odpovede na dve posledné otázky? Tie sú aj budú samozrejmé z toho jednoduchého dôvodu, že som Poľka a Poľkou aj zostanem. To mi však nebráni cítiť sa v istej (skôr väčšej ako menšej) časti „slovensko”. A tak je to dobre.


P.S. Držte mi palce. Decembrový post už budem písať ako matka dvoch detí :). 

sobota, 31 października 2015

O nas i... o was / O nás a... o vás

 Miałam już zebrane materiały do „klasycznego” polsko-słowackiego postu, przemyślany temat (ciekawy! raz go zrealizuję!), ale… rozmyśliłam się. I będzie post o wszystkim i o niczym, czyli o tej naszej codzienności :). Bo październik, bo przedwczoraj mieliśmy kolejną rocznicę ślubu, bo wczoraj M. świętował 30-te urodziny (tak, tak, możecie mu jeszcze składać życzenia ;)), bo to taki miesiąc miłych wspomnień i różnorodnych refleksji :).

Wiecie, co jest fantastyczne w prowadzeniu tego bloga? Wy, odbiorcy. I nie chodzi teraz o liczbę odsłon, a o kontakt z wami, o świadomość, że nie jestem jedyną Polką na Słowacji i że nie jesteśmy jedyną polsko-słowacką parą we wszechświecie. Wiecie, że wpis o dokumentach potrzebnych do zawarcia związku małżeńskiego przez Polkę i Słowaka pomógł już kilku innym parom? Fantastyczna sprawa, bo przecież kiedyś mnie samej taka pomoc bardzo by się przydała, a tak mogłam się przyczynić do zwiększenia naszego grona słowiańskich duetów ;). A gdy pisałam o urokach Bratysławy, dostałam od kilkorga z was wiadomości, co jeszcze można tam znaleźć i zobaczyć :). Kolejny powód do radości, bo choć w ósmym miesiącu ciąży raczej turlam się po świecie niż chodzę, raz z tych waszych rad z przyjemnością skorzystam.

Teraz za to mam okazję (też dzięki kontaktom internetowym!) zajrzeć do jeszcze jednej polsko-słowackiej historii, która dopiero się tworzy. I mogę podzielić się swoim kilkuletnim doświadczeniem (trochę się tego już nazbierało), a z drugiej strony – przypomnieć sobie swoje własne początki ze Słowakiem, z językiem, z kulturą, z krajem.

I jeszcze to uczestnictwo w wyborach tydzień temu, spotkanie Polaków w ambasadzie, ta świadomość, że mam tu gdzieś blisko kawałek Polski. I wasze wsparcie w potyczce z restauracją Tantal, aż czułam, że stoicie w moim narożniku ;).

Niby to takie drobiazgi, może się wydawać, że bez większego znaczenia, ale one wprost cudownie tworzą naszą polsko-słowacką rzeczywistość. Takie momenty wywołują uśmiech na twarzy, podnoszą na duchu, motywują do dalszego pisania, do dalszego przyglądania się temu, co dookoła, do dokładniejszego wyłapywania tych polsko-słowackich smaczków. I to poczucie, że nie jestem sama, bezcenne! Dziękuję!

Nasz wczorajszy solenizant :)


Mala som už pripravené materiály na „klasický” poľsko-slovenský príspevok, premyslenú tému (zaujímavú! raz ju zrealizujem!), ale... rozmyslela som si to. A bude úvaha o všetkom a o ničom, čiže o tej našej každodennosti :). Lebo je október, lebo predvčerom sme mali ďalšie výročie svadby, lebo včera M. oslavoval 30.-te narodeniny (áno, áno, môžete mu ešte vždy zablahoželať ;)), lebo to je taký mesiac milých spomienok a všakovakých úvah :).

Viete, čo je fantastické na písaní tohto blogu? Vy, čitatelia. A teraz nejde o počet pozretí, ale o kontakt s vami, o vedomie, že nie som jediná Poľka na Slovensku, že nie sme jediný poľsko-slovenský pár vo vesmíre. Viete, že príspevok o dokumentoch potrebných k uzavretiu manželstva medzi Poľkou a Slovákom pomohol už niekoľkým ďalším párom? Fantastické, pretože kedysi dávno by sa mi taká pomoc veľmi hodila, no a takto sa môžem pričiniť ku zvýšeniu počtu našich slovanských duet ;). A keď som písala o krásach Bratislavy, dostala som od niekoľkých z vás správy, čo v nej ešte možno nájsť a vidieť :). Ďalší dôvod k radosti, lebo hoci sa v ôsmom mesiaci tehotenstva po svete skôr kotúľam ako chodím, raz tie vaše rady s potešením využijem.

Teraz mám navyše príležitosť (tiež vďaka internetovým kontaktom!) nahliadnuť do ďalšieho poľsko-slovenského príbehu, ktorý sa ešte iba tvorí. A môžem sa podeliť so svojou niekoľkoročnou skúsenosťou (už sa toho trochu nazbieralo), no a na druhej strane, môžem si pripomenúť moje vlastné začiatky so Slovákom, jazykom, kultúrou, krajinou.

No a ešte tá účasť na voľbách pred týždňom, stretnutie s Poliakmi v ambasáde, to vedomie, že mám tu niekde blízko seba kúsok Poľska. A vaša podpora v súboji s reštauráciou Tantal, že som až cítila, že stojíte pri mne :).

Možno sú to len také drobnosti, môže sa zdať, že nemajú väčší význam, ale ony priam zázračne dotvárajú našu poľsko-slovenskú každodennosť. Také momenty vyvolávajú úsmev na tváry, povzbudzujú, motivujú k ďalšiemu písaniu, ďalšiemu prizeraniu sa, čo sa deje okolo nás, dôkladnejšiemu hľadaniu tých poľsko-slovenských pikošiek. A ten pocit, že nie som sama, je na nezaplatenie! Ďakujem! 

środa, 30 września 2015

Dziwne miasto / Zvláštne mesto

Bratysława to dziwne miasto. Ani specjalnie piękne, ani wyjątkowo brzydkie. Ani powalające na kolana, ani rozczarowujące. Takie po prostu.

Dziś mija tydzień, od kiedy tu mieszkam. Na stałe, czyli przynajmniej na najbliższe 2 lata. To zdecydowanie za krótki czas, by cokolwiek mądrego powiedzieć. Z drugiej strony – wiem nie od dziś, że mieszkanie w stolicy – nieważne, czy polskiej, czy słowackiej – nigdy nie było moim marzeniem. A teraz co? A teraz mieszkam w stolicy. No to postanowiłam zebrać pierwsze plusy. Tak dla zmotywowania samej siebie do tego, by szukać dobrych stron całej sytuacji, a nie ulegać tęsknocie za krajem i rodziną oraz nie poddawać się samotności.

1) Położenie miasta. Bratysława jest niesłychanie nietypowo położona jak na stolicę. W 10 minut dostanę się do Austrii, w 15 na Węgry. A w minioną sobotę, gdy nie dostaliśmy jednego regału, na którym bardzo nam zależało, w bratysławskiej Ikei, pojechaliśmy do Brna. Tak, tego w Czechach. Ot, malutka wycieczka (a regał ciągle mnie cieszy w naszej kuchni).

2) Położenie naszego bloku. Ok, mieszkamy w sypialni miasta – brzydkiej, socjalistycznej, zabetonowanej Petržalce. Często można tu spotkać blok na bloku i z okna pomachać do sąsiada. Ale my z jednej strony bloku mamy widok na mały park, a z drugiej – na tereny spacerowe wzdłuż martwego ramienia Dunaju. I nikt nam do okien nie zagląda. Jak tu się nie cieszyć? Bonusem jest jeszcze niedalekie sąsiedztwo (3 przystanki autobusu) szwagierki, no i niezły plac zabaw w pobliżu – cóż, w końcu jestem matką ;).

3) Centrum salezjańskie. Poznaliśmy się z M. na międzynarodowym spotkaniu animatorów salezjańskich i do dzisiaj salezjanie są nam bardzo bliscy. A teraz są nam bliscy całkiem dosłownie, bo centrum przez nich prowadzone, zresztą największe na Słowacji, znajduje się najbliżej naszego domu (nie nazywam tego miejsca kościołem, bo kościół „robi się” tam w niedziele z połączenia kaplicy z salą gimnastyczną ;) – ale ludzi pełno).

4) Moja nowa kuchnia. Aż załączam nieskromnie zdjęcie. Było czerwono, aż oczy bolały. A teraz jest po prostu pięknie włącznie z tym, że mam kosze do segregowania odpadów i moja córka biega co chwilę ze śmieciami i pyta: „to do plastików? Tu na dół?”. Cóż, może to mała rzecz, ale cieszy ogromnie :).

5) Kawiarnie. Wielki wybór kawiarni ;). Wprawdzie większą swobodę ruchu zyskam dopiero za kilka miesięcy, ale już teraz korzystam z możliwości, które daje duże miasto. Kawiarnie małe i duże, z przestrzenią dla dzieci i bez, oldskulowe i nowoczesne. To lubię.

6) I zdecydowanie najważniejsza kwestia – jesteśmy znów razem. M., MN. i ja w wersji +1.

A reszta potrzebna mi do szczęścia? Mam nadzieję, że przyjdzie z czasem.



Bratislava je zvláštne mesto. Ani výnimočne pekné, ani výnimočne škaredé. Ani Vás nedostane do kolien, ani nesklame. Proste také.

Dnes je to týždeň, odkedy tu bývam. Na stálo, čiže prinajmenšom na najbližšie 2 roky. To je rozhodne príliš krátko na to, aby som mohla povedať čokoľvek múdre. Na druhej strane – viem už oddávna, že život v hlavnom meste – nezáleží na tom, či v poľskom, či v slovenskom – nikdy nebol mojou túžbou. A teraz čo? A teraz bývam v hlavnom meste. Tak som sa rozhodla pozbierať prvé plusy. Tak pre seba, aby som našla motiváciu hľadať dobré stránky v celej tejto situácii, nepodliehať smútku za rodným krajom a nepoddávať sa samote.

1) Poloha mesta. Bratislava je neuveriteľne netypicky položená na hlavné mesto. Za 10 minút ste v Rakúsku, za 15 v Maďarsku. A minulú sobotu, keď sme nedostali jeden regál, na ktorom nám veľmi záležalo, v bratislavskej Ikey, šli sme do Brna. Áno, toho českého. Taký malý výletík (a stále sa teším z regálu v kuchyni).

2) Poloha nášho domu. Ok, bývame v spálni mesta – škaredej, socialistickej, betónovej Petržalke. Často sa  tu môžete stretnúť s domom na dome a z okna zakývať susedovi. Ale my máme z jednej strany výhľad na malý park a z druhej na chodníky pozdĺž mŕtveho ramena Dunaja, ako stvorené na prechádzky. A do okien nám nikto nevidí. Ako sa z toho netešiť? Bonusom je ešte neďaleké susedstvo (3 zastávky autobusu) švagrinej, no a tiež celkom dobré detské ihrisko v okolí – napokon, som matka ;).

3) Saleziánske centrum. S M. sme sa spoznali na medzinárodnom stretnutí saleziánskych animátorov a saleziáni sú nám stále veľmi blízki. A teraz aj doslovne, pretože ich centrum, mimochodom najväčšie na Slovensku, sa nachádza najbližšie k nášmu domu (nenazývam to miesto kostol, pretože kostol tam „vzniká” v nedeľu, keď sa kaplnka spojí s priľahlou telocvičňou ;) – ale ľudí tam je plno).

4) Moja nová kuchyňa. Až musím neskromne pripojiť obrázok. Najprv bola červená, až z toho boleli oči. A teraz je jednoducho krásna, a k tomu máme ešte aj koše na separáciu odpadu a moja dcérka behá každú chvíľu so smeťami a pýta sa: „to je plast? Sem dole?”. Je to síce možno maličkosť, ale veľmi ma teší :).

5) Kaviarne. Široký výber kaviarní ;). Väčšiu pohyblivosť síce nadobudnem až za pár mesiacov, ale už teraz si užívam možnosti, ktoré ponúka veľké mesto. Kaviarne, malé aj veľké, s priestorom pre deti aj bez, oldschoolové aj moderné. To mám rada.

6) A rozhodne najdôležitejšia vec – sme znovu spolu. M., MN. a ja vo verzii +1.

A zvyšné veci, ktoré potrebujem ku šťastiu? Dúfam, že časom sa objavia.