wtorek, 31 lipca 2018

Odcienie lipca / Júlové odtiene

Lipiec, no!... :) Ci z was, którzy towarzyszą mi już od dłuższego czasu, wiedzą, że to mój ukochany polski miesiąc. Ten jeden w roku, który spędzam prawie w całości w domu – Polsce. Tegoroczny był dobry, wiecie? Słoneczny, kolorowy, pełen wrażeń. Był w nim czas na nudę, na pracę, na odkrycia i zabawę. Nie jestem w stanie zebrać wszystkiego w jedną spójną całość, więc tegoroczny lipiec zamykam w kilku punktach.

1.      Pogoda

To ten element, który zawsze spędza mi sen z powiek przed przyjazdem do Polski :). Nie tylko dlatego, że pakując ubrania na miesiąc dla małych dzieci, muszę spakować absolutnie wszystko – cieniutkie bluzeczki, krótkie spodenki, dresy i płaszcze przeciwdeszczowe :). Ale też dlatego, że moje dzieciaki po prostu marzą o morzu – MN. praktycznie od chwili przekroczenia progu domu dziadków wypytywała, kiedy pojedziemy na plażę :). W tym roku oczekiwania naszych pociech zostały zaspokojone z nawiązką, a kąpieli w morzu było naprawdę sporo (tak, od razu uprzedzę nieśmiertelne pytanie Słowaków – w polskim morzu naprawdę DA się kąpać, woda w zatoce miała ponad 20 stopni ;)). Poza tym dom wolnostojący ma tę wielką przewagę nad mieszkaniem w bloku, że ma ogród, a ogród jak łatwo się domyślić, to taki mały raj i to nie tylko dla najmłodszych, ale i dla dorosłych :). Stąd basen (dzieci) i kawa (ja, moja mama i moja babcia) w ogrodzie były na porządku dziennym :). A do tego lody, jagodzianki (uwielbiam!), gofry, sok z domowych jabłek i własne porzeczki… Nie pytajcie, ile przytyłam ;).

2.      Rozłąka

Nie lubię rozstawać się z M. na dłużej. Nie, żebyśmy byli takim małżeństwem idealnym (chociaż… ;)), ale lubimy swoje towarzystwo, dobrze nam razem i śmieję się zawsze, że limit rozłąki wyczerpaliśmy już przed ślubem (wolę nie myśleć, co by na to powiedziała moja babcia – pani marynarzowa – która potrafiła być 9 miesięcy bez dziadka :D). Nasze wakacje stoją jednak w dużej mierze właśnie pod znakiem rozstań. Pracując zdalnie i na własny rachunek, mogę sobie pozwolić na liczne wyjazdy, M. jest za to ograniczony liczbą dni urlopu. A jedni i drudzy dziadkowie czekają z utęsknieniem na wnuki. Ot, taki nasz chleb powszedni. Mam wrażenie, że im dłużej jesteśmy razem, tym bardziej nie lubię tych momentów „osobno”. Co na to pomaga? Teoretycznie rozmowy, praktycznie chyba nic :D. Ciągle nie znalazłam na ten problem sposobu :).

3.      Szwajcaria Kaszubska

Dla niewtajemniczonych – Szwajcaria Kaszubska to przepiękny, niezwykle malowniczy region w północnej Polsce. W tym roku lipiec stał pod znakiem zwiedzania właśnie tej krainy. I tak odwiedziliśmy fascynujący Kaszubski Park Etnograficzny im. Teodory i Izydora Gulgowskich we Wdzydzach Kiszewskich, pełen starych domostw i sprzętów, a przede wszystkim świadectwa życia ludzi żyjących dawniej na Kaszubach; wdrapaliśmy się na wieżę widokową nad morzem kaszubskim, czyli jeziorem Wdzydze; zwiedziliśmy niewielki, ale bardzo ciekawy zamek krzyżacki w Bytowie, w którego murach odkryliśmy fantastyczną restaurację (do dziś wspominam smak rozpływającej się na języku kaczki z opiekanymi kopytkami, mniam!); zaliczyliśmy Muzeum Volkswagena w Pępowie, które – choć niewielkie – było świetnie zorganizowane, prowadzone przez przemiłych ludzi z pomysłem i zachwyciło nas swoimi eksponatami; a na ostatek zajrzeliśmy do Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie, położonego niezwykle malowniczo i świetnie przybliżającego historię i znaczenie polskiego hymnu nawet tak małym turystom, jak moje dzieci. Wszystkie te miejsca z ręką na sercu gorąco polecam. Myślę, że warto poznawać nie tylko to, co daleko, ale też to, co blisko.

4.      Mundial

Mundial, Mundial i po Mundialu. Dużo oczekiwań, dużo szumu i już dawno po wszystkim. Niemniej jednak z dużą przyjemnością oglądaliśmy kolejne mecze, ciekawie też było w trakcie mundialu zamienić słowackich komentatorów na polskich :). Ale w tym miejscu chcę napisać o czymś innym. O tym, co poruszyło mnie szczególnie po ostatnim gwizdku – o krytyce, która pojawiła się w polskich i słowackich mediach (zwykłych i społecznościowych) w stosunku do Francuzów, a konkretnie ich rzekomego nieprawdziwego (nie w pełni wartościowego?) obywatelstwa. Aż sama sprawdzałam, gdzie się francuscy zawodnicy urodzili – znalazłam może dwóch, którzy urodzili się poza francuską ziemią. TYLKO dwóch. Pamiętam katarską drużynę w piłce ręcznej, która zajęła drugie miejsce na Mistrzostwach Świata w 2015 roku – kilku zawodników światowej klasy dosłownie kupionych do drużyny za niemałe pieniądze, rozdawanie obywatelstwa obliczone na zwycięstwo w zawodach. Taka polityka jest według mnie słusznie krytykowana. Ale podważanie francuskiego pochodzenia, gdy ktoś całe życie spędził we Francji? Według mnie – totalna głupota i niesamowite ograniczenie horyzontów. Poruszyło mnie to tak bardzo chyba właśnie dlatego, że przecież i moje dzieciaki nie są takie „jednorodne”. Są dwukulturowe, dwunarodowe, urodziły się w jednym kraju, ale przecież przynależą też do drugiego. Nie wydaje mi się, by ktokolwiek miał prawo krytykować czy komentować ich przynależność, być władnym, by oceniać ich pochodzenie jako lepsze lub gorsze. Nie, po prostu nie.

5.      Kłótnie o… język

Na koniec zostawiłam taki mały smaczek z naszego podwórka, który niezwykle mnie bawi :). Otóż w tym miesiącu nasz syn niesamowicie rozkręcił się językowo. Cały czas ma bardzo „swój” język, wielu zbitek nie jest w stanie wymówić, niesłychanie zniekształca wyrazy. Jednocześnie bardzo, bardzo dużo powtarza, naśladuje dźwięki, komunikuje się całkowicie świadomie, posługuje się prostymi zdaniami i faktycznie, coraz częściej jesteśmy w stanie się z nim dogadać. I tu pojawia się pewna trudność, z którą DJ. musi się zmierzyć – mianowicie mama i tata posługują się dwoma różnymi językami :D. DJ. jest dość uparty w swoim doborze słownictwa, ma słówka, które wymawia tylko po polsku i takie, które czerpie tylko z języka słowackiego. W momencie gdy w odpowiedzi słyszy od nas odpowiednik danego wyrazu w tym drugim języku, zaczyna się… kłócić :D. Mówi stanowcze „nie!” i nas poprawia swoim słówkiem. Gdy próbujemy mu tłumaczyć, że tak, tatuś mówi w ten sposób, ale mamusia inaczej, DJ. dalej uparcie trwa przy swoim, ewentualnie powie czasami zdziwionym głosem: „taaaaaaak?” i… nic z tego nie wynika, bo za jakiś czas dochodzi do kolejnej „dyskusji” ;). Nie ma co, jest wesoło ;).

No, sami widzicie – jak to wszystko zamknąć w jednej notce? :) A to i tak pewnie nawet nie połowa naszych przeżyć :). Nie wszystko jest różowe, nie wszystko wspaniałe, ale dobrze nam było w Polsce i dobrze nam na Słowacji. A wakacje jeszcze się nie kończą :).





Júl, no!... :) Tí z vás, ktorí ma už dlhšie sprevádzajú vedia, že je to môj obľúbený poľský mesiac. Ten jeden v roku, ktorý trávim takmer celý doma – v Poľsku. Tohoročný bol dobrý, viete? Slnečný, farebný, plný dojmov. Bol v ňom čas na nudu, na prácu, na objavy aj zábavu. Nedokážem všetko zhrnúť, a preto chcem tento júl rozdeliť do niekoľkých bodov.

1.      Počasie

To je ten prvok, ktorý mi pred príjazdom do Poľska kazí spánok :). Nielen preto, že pri balení oblečenia na mesiac pre malé deti musím zbaliť úplne všetko – tenké tričká, krátke nohavice, tepláky aj pršiplášte :). Tiež preto, že moje deti doslova snívajú o mori – MN. sa prakticky od momentu, keď prekročí prah domu starých rodičov vypytuje, kedy pôjdeme na pláž :). V tomto roku boli očakávania našich detí naplnené až po okraj a kúpania sa v mori bolo skutočne veľa (áno, už dopredu odpoviem na nesmrteľnú otázku Slovákov – v poľskom mori sa naozaj DÁ kúpať, voda v zátoke mala viac ako 20 stupňov ;)). Navyše, rodinný dom má voči bytu tú výhodu, že má záhradu a záhrada, ako si môžete ľahko domyslieť, to je taký malý raj, a to nielen pre najmenších, ale tiež pre dospelých :). Preto bol bazén (deti) a káva (ja, moja mama a stará mama) na záhrade na dennom poriadku :). A k tomu zmrzlina, čučoriedkové koláče (milujem!), gofry, domáca jablková šťava a vlastné ríbezle... Nepýtajte sa, koľko kilov som pribrala ;).

2.      Odlúčenie

Nerada sa na dlhšie lúčim s M. Nie, že by sme boli taký ideálny pár (hoci... ;)), ale máme radi svoju spoločnosť a vždy sa smejem, že limit odlúčení sme si vyčerpali už pre svadbou (radšej nemyslím na to, čo by na to povedala moja stará mama – manželka námorníka – ktorá bola bez starého otca aj 9 mesiacov :D). Naše prázdniny sú však silne poznačené práve rozlúčkami. Keďže pracujem z domu a sama na seba, môžem si dovoliť početné výjazdy, M. má však obmedzený počet voľných dní. A všetci starí rodičia clivo čakajú na vnúčatá. Nuž, taký je náš každodenný chlieb. Mám pocit, že čím dlhšie sme spolu, tým viac nemám rada také momenty, keď je každý sám. Čo na to pomáha? Teoreticky rozhovory, prakticky asi nič :D. Stále som na to nenašla liek :).

3.      Kašubské Švajčiarsko

Pre tých, ktorí nevedia, o čo ide – Kašubské Švajčiarsko je krásny, neobyčajne malebný región v severnom Poľsku. V tomto roku bol júl práve v znamení objavovania tejto oblasti. A tak sme navštívili fascinujúci Kaszubski Park Etnograficzny im.Teodory i Izydora Gulgowskich vo Wdzydzach Kiszewskich, plný starých domov a nástrojov, ale predovšetkým svedectva o živote ľudí žijúcich kedysi na Kašubách; vyštverali sme sa na vyhliadkovú vežu nad kašubským morom, čiže nad jazerom Wdzydze; navštívili sme neveľký, ale veľmi zaujímavý križiacky hrad v Bytowe, v ktorého múroch sme našli fantastickú reštauráciu (dodnes spomínam na chuť kačky s opekanými „kopytkami” /malé zemiakové halušky/, ktorá sa rozplývala na jazyku, mňam!); stihli sme aj múzeum Volkswagen v Pępowe, ktoré – hoci neveľké – bolo skvelo zorganizované, vedené veľmi milými ľuďmi s dobrými nápadmi a očarilo nás svojimi exponátmi; a napokon sme si prezreli aj Múzeum hymny v Będomine, veľmi pekne položené a výborne približujúce dejiny a význam poľskej hymny dokonca aj takým malým turistom ako sú moje deti. Všetky tie miesta úprimne a srdečne odporúčam. Myslím, že treba poznávať nielen to, čo je ďaleko, ale aj to, čo je blízko.

4.      Majstrovstvá sveta

Majstrovstvá sveta tu boli dlho, ale už je po nich. Dlho sa na ne čakalo, veľa sa o nich hovorilo, a už sú dávno za nami. Veľmi sme si však užívali jednotlivé zápasy, bolo tiež zaujímavé vymeniť počas šampionátu slovenských komentátorov za poľských :). Avšak na tomto mieste chcem napísať o niečom inom. O tom, čo ma zasiahlo najmä po poslednom zápase – o kritike, ktorá sa objavila v poľských aj slovenských médiách (tradičných aj sociálnych) voči Francúzom, a konkrétne voči ich vraj nepravdivému (nie celkom plnohodnotnému?) občianstvu. Až som si sama overila, kde sa francúzski športovci narodili – našla som najviac dvoch, ktorí sa narodili mimo Francúzska. LEN dvoch. Pamätám si na katarský tím v hádzanej, ktorý získal druhé miesto na majstrovstvách sveta v roku 2015 – niekoľko športovcov svetovej triedy si doslova kúpili do tímu za obrovské peniaze, rozdávali občianstvo za víťazstvo v súťažiach. Taká politika je podľa mňa oprávnene predmetom kritiky. Avšak spochybňovať francúzsky pôvod niekoho, kto celý život strávil vo Francúzsku? Podľa mňa je to úplná hlúposť  a neuveriteľné obmedzenie horizontu. Zasiahlo ma to však najmä preto, že predsa ani moje deti nie sú také „homogénne”. Sú z dvoch kultúr, dvoch národov, narodili sa síce v jednej krajine, ale predsa patria i tomu druhému. Nezdá sa mi, že by mal niekto právo kritizovať či komentovať ich príslušnosť alebo hodnotiť ich pôvod ako lepší či horší. Nie, skrátka nie.

5.      Hádky o… jazyk

Na koniec som si nechala takú malú chuťovku z našej vlastnej domácnosti, ktorá ma veľmi baví :). Tento mesiac sa náš syn neuveriteľne jazykovo rozvinul. Stále má ten „svoj” jazyk, veľa hlások nedokáže vysloviť, hrozne deformuje výrazy. Zároveň však veľa opakuje, imituje zvuky, komunikuje úplne vedome, používa jednoduché vety a naozaj, čoraz lepšie sa s ním dá dohodnúť. Objavila sa však jedna ťažkosť, s ktorou sa DJ musí vyrovnať – totiž to, že mama a tata používajú dva rôzne jazyky :D. DJ je dosť tvrdohlavý vo svojej voľbe výrazov, má slová, ktoré hovorí iba po poľsky a tiež tie, ktoré si obľúbil v slovenčine. Keď od nás počuje adekvátne slovo v tom druhom jazyku, začína sa hádka :D. Odpovedá jednoznačným „nie!” a opravuje nás svojim výrazom. Keď mu skúšame vysvetliť, že tato hovorí takto a mama inak, DJ si stojí za svojim, eventuálne povie prekvapeným hlasom: „taaaaaak?”, ale k ničomu to nevedie, pretože zakrátko dôjde k ďalšej diskusii ;), No nič, aspoň je veselo ;).

Sami vidíte, že sa to nedalo spojiť do jedného hesla :). A aj tak to snáď nie je ani polovica našich zážitkov :). Nie všetko je ružové, nie všetko je skvelé, ale bolo nám dobre v Poľsku a dobre je nám aj na Slovensku. A prázdniny sa ešte nekončia :).

sobota, 30 czerwca 2018

Slamené leto / Słomiane lato


Končí sa jún, MN. bola poslednýkrát v škôlke, mňa čakajú ešte dva dni v práci a opäť ideme na sever. Ďalšie poľsko-slovenské leto pred nami, prvé prázdninové.

Ako vtipne skonštatoval môj svokor, už sa teší na to, keď prídeme a prerušíme tú vlnu horúčav v Poľsku, pretože je jasné, že s našim príjazdom príde aj studené počasie a zrážky :). Presne tak to bolo v minulých rokoch, jún bol horúci, náš príjazd znamenal obrat o 180°a škaredé počasie. Mne to, samozrejme, veľmi nevadilo, ja sa na more rád pozriem, ale kúpať sa nemusím, ani ležať na pláži. Môj pobyt je vždy v znamení nejakej poznávačky, moja drahá svokra vymýšľa výlety, aby som videl čo najviac z Poľska a ešte viac sa zamiloval. Darí sa jej to už celé roky, klobúk dole. Na druhej strane, stále je čo objavovať a kultúrno-historické klenoty v regióne N. nechýbajú.

Po týždni však opäť využijem skvelú linku Gdańsk – Viedeň a vrátim sa do Bratislavy, do práce. V niečom to bude dosť ťažké, je náročné po intenzívnom kontakte s deťmi dva týždne komunikovať cez všelijaké skajpy a fejsbuky. Darmo, chýba dotyk i tie štebotavé hlásky naživo. Počas tých dvoch týždňov však môžem trošku dobehnúť to, čo sa nám s N. asi nikdy skĺbiť nepodarí – vybehnúť niekam do hôr, na chatu, s plecniakom na chrbte sa potúlať po slovenských pohoriach a psychicky zrelaxovať. To skutočne potrebujem a v tomto jedinom som trošku xenofóbny – som presvedčený o tom, že na celý život mám čo robiť v slovenských horách a nepotrebujem žiadne iné :).

Ten čas odlúčenia, ktorý sa nám stáva tak raz za 2-3 mesiace, je inak celkom zaujímavý. Domáci režim je celkom iný, umývačka má prázdniny, v chladničke sú základné potraviny (pivo, vajcia, zelenina a nejaký syr), večer je úplné ticho a tma až na malú lampičku na čítanie alebo obrazovku nejakého elektronického zariadenia. Byt je väčšinou až do neskorého večera prázdny, pretože jeho obyvateľ doháňa deficity v kine, divadle alebo s priateľmi. Aj to je prvok nášho poľsko-slovenského manželstva a rodiny. Rozhodli sme sa dopriať deťom veľa času s ich starými rodičmi na jednej i druhej strane a oni sa rozhodli to prijať, preto sa často takto rozdelíme a fungujeme v rôznych režimoch. Starí rodičia si užívajú vnúčatá, N. to, že má viac času pre seba a ja môžem v práci i po práci nadrábať :). Temnejšou stránkou je to, že my dvaja sme viac od seba, ale možno aj nám takáto pauza z času na čas prospieva.

Koncom mesiaca ma čaká spiatočný let na mojej obľúbenej leteckej linke - idem si pre rodinu. August bude zas v znamení starých rodičov na Slovensku a tradičného rodinného výletu do Maďarska. Koniec koncov, veľmi sa to celé v priebehu rokov nemení, ale veď prečo aj, keď sa nám model poľsko-maďarsko-slovenských prázdnin tak osvedčil? Nemám nič proti nepatrnej rutine, ak všetkým prináša sladké ovocie.

Teším sa na tie naše rodinné prázdniny, hoci budeme dosť často od seba, hoci budeme s N. niekde v pozadí veľkej radosti našich maličkých a ostatných blízkych. Želám všetkým veľa osviežujúceho odpočinku a krásne, snáď aj poľsko-slovenské prázdniny.


Rok temu o tej porze


Czerwiec dobiega końca, MN. była ostatni raz w przedszkolu, mnie czekają jeszcze dwa dni w pracy i znowu jedziemy na północ. Kolejne polsko-słowackie lato przed nami, pierwsze „wakacyjne”.

Jak dowcipnie stwierdził mój teść, już się cieszy na to, że gdy przyjedziemy, przerwiemy falę upałów w Polsce, ponieważ nasz przyjazd na pewno przyniesie zimno i deszcze :). Właśnie tak to wyglądało w ubiegłych latach, czerwiec był gorący, a wraz z naszym przyjazdem następowała zmiana o 180° i brzydka pogoda. Mi to oczywiście nie przeszkadzało, na morze to ja mogę popatrzeć, a nie się w nim kąpać czy leżeć na plaży. Mój pobyt stoi zawsze pod znakiem zwiedzania, moja kochana teściowa wymyśla wycieczki, bym zobaczył jak największą część Polski i jeszcze bardziej się w niej zakochał. Robi to z powodzeniem już od kilku lat, chapeau bas. Z drugiej strony ciągle jest co poznawać, a skarbów kulturowo-historycznych w regionie N. nie brakuje.


Po tygodniu jednak ponownie skorzystam ze świetnego połączenia Gdańsk – Wiedeń i wrócę do Bratysławy, do pracy. Pod pewnymi względami będzie to trudne, nie jest łatwo po intensywnym kontakcie z dziećmi komunikować się z nimi przez następne dwa tygodnie za pośrednictwem tych wszystkich skajpów czy fejsbuków. Nie ma co, brakuje dotyku i tęskno za tymi szczebiotliwymi głosami na żywo. W czasie tych dwóch tygodni mogę jednak nadrobić trochę to, w czym chyba nigdy nie spotkam się z N. – wybrać się w góry, przenocować w górskiej chacie, wędrować z plecakiem po słowackich szczytach i odpocząć psychicznie. Tego naprawdę mi trzeba i w tej jednej jedynej kwestii jestem odrobinę ksenofobiczny – jestem święcie przekonany o tym, że przez całe życie będę miał co robić w słowackich górach i nie potrzebuję żadnych innych :).

Swoją drogą ten czas rozłąki, który zdarza nam się  raz na 2-3 miesiące, jest całkiem interesujący. Rytm życia domowego jest nagle zupełnie inny, zmywarka do naczyń ma wakacje, w lodówce są podstawowe produkty (piwo, jajka, warzywa i ser), wieczorem jest zupełnie cicho i ciemno, z wyjątkiem małej lampki do czytania lub ekranu jakiegoś elektronicznego urządzenia. Mieszkanie przeważnie do późnych godzin wieczornych stoi puste, dlatego że jego mieszkaniec nadrabia zaległości w kinie, teatrze albo z przyjaciółmi. To również jest elementem naszego polsko-słowackiego małżeństwa i rodziny. Postanowiliśmy umożliwić dzieciom spędzanie jak najwięcej czasu z dziadkami z jednej i drugiej strony, a oni postanowili to przyjąć, dlatego często się rozdzielamy i funkcjonujemy w różnych rytmach. Dziadkowie cieszą się wnukami, N. korzysta z tego, że ma więcej czasu dla siebie, a ja mogę nadganiać zaległości w pracy i po pracy :). Ciemniejszą stroną tego wszystkiego jest fakt, że my dwoje jesteśmy z dala od siebie, ale może i dla nas taka przerwa jest od czasu do czasu korzystna.

Pod koniec miesiąca czeka mnie lot powrotny moimi ulubionymi liniami lotniczymi i sprowadzenie rodziny do domu. Sierpień upłynie ponownie pod znakiem dziadków na Słowacji i tradycyjnego rodzinnego wypadu na Węgry. W gruncie rzeczy nie zmienia się to zbytnio na przestrzeni lat, ale niby dlaczego by miało, skoro ten model polsko-węgiersko-słowackich wakacji sprawdził się u nas tak dobrze? Nie mam nic przeciwko odrobinie rutyny, jeżeli wszystkim przynosi słodkie owoce.

Cieszę się na te nasze rodzinne wakacje, chociaż będziemy dość często osobno, chociaż będziemy z N. gdzieś w tle wielkiej radości naszych maluchów i innych bliskich. Życzę wszystkim ożywczego wypoczynku i pięknych, być może także polsko-słowackich wakacji.

czwartek, 31 maja 2018

Dobry miesiąc / Dobrý mesiac


Ten mijający maj to był całkiem dobry miesiąc. M. otworzy pewnie szeroko oczy ze zdziwienia, gdy to przeczyta (bo najczęściej w moim słowniku rzeczy czy wydarzenia nie są fajne, póki całkowicie nie dobiegną końca, żeby nie było już cienia możliwości, że coś je popsuje ;)), ale tak – piszę to z pełnym przekonaniem – ten miesiąc jeszcze się nie skończył, ale choćby 31 maja o 23:59 wydarzył się jakiś kataklizm, nie wpłynie to na mój odbiór jego pozostałych 30 dni ;).

Przywitałam maj w Polsce. Po długim czasie nareszcie trafiliśmy szóstkę w totka, czyli prawie przez cały nasz pobyt na Wybrzeżu dopisywała nam piękna pogoda. Zamoczyliśmy pierwszy raz w tym roku nogi w morzu, budowaliśmy zamki z piasku na plaży, odpoczywaliśmy w hamaku, ścigaliśmy się na trawie, zajadaliśmy się lodami, nawet festyn miejski zaliczyliśmy! M. zdążył też przetestować samolot na trasie Gdańsk-Wiedeń, Wiedeń-Gdańsk – lata jak marzenie, polecamy ;).

Powrót do domu okazał się bezbolesny, a weekend, który po nim nastąpił, był dla mnie niczym gwiazdka z nieba – M. pojechał na dwudniowy wypad kawalerski, dzieci pojechały do słowackich dziadków, a ja… spędziłam swój pierwszy weekend, od kiedy mieszkamy w Bratysławie, zupełnie samiuteńka w mieszkaniu. Nie powiem, to było naprawdę coś ;). I wcale nie narzekałam na nudę, kto rzadko zostaje sam we własnym domu, pewnie dobrze mnie zrozumie :D.

Tymczasem dzień po tym, jak wszystkie potwory zwaliły się na powrót do mieszania, przyjechała… moja mama :). Ostatnio była u nas na przełomie listopada i grudnia, więc trochę czasu od tego momentu minęło. Wprawdzie dopiero co widzieliśmy się w Polsce, ale kalendarza czasem nie da się rozciągnąć i nie byliśmy w stanie znaleźć żadnego innego dogodnego terminu w ciągu najbliższych dwóch miesięcy. Spotkanie z mamą odbyło się niestety kosztem tak przeze mnie zachwalanego festiwalu słowackiego filmu, który odbywał się już po raz trzeci w Partizánskem, ale wybiorę się na czwartą edycję :). Z mamą tymczasem byłyśmy na wieży UFO świętować jej urodziny, pojechaliśmy na moje ukochane Węgry do Lébény, Pannonhalma i Györu (cudowne miejsca, gorąco wszystkim polecam, kolejny raz doceniam położenie Bratysławy i możliwości organizowania wspaniałych wycieczek, które stwarza), a gdy dołączył do nas mój tato wraz ze swoimi znajomymi – obejrzeliśmy zaporę wodną Gabčíkovo w akcji („winda” wodna na Dunaju dla wielkich promów :)) i zaliczyliśmy niezapomnianą jazdę Prešporáčikiem po Starym Mieście, o której wspominałam już na fb niniejszego bloga ;). Aha, no i miałam ogromne szczęście spędzić Dzień Matki ze swoimi dziećmi i ze swoją własną mamą :). Czego chcieć więcej? :)

W międzyczasie otrzymałam jeszcze parę świetnych wiadomości, nawiązałam parę cennych kontaktów, wykonałam parę ciekawych zleceń. Do tego wspaniałe nagrody dla polskich twórców (Złota Palma dla najlepszego reżysera w Cannes dla Pawła Pawlikowskiego i Międzynarodowa Nagroda Bookera dla Olgi Tokarczuk). Tak. To to był naprawdę dobry miesiąc. Bez dwóch zdań :).



Ten končiaci sa máj to bol celkom dobrý mesiac. M. isto naširoko otvorí oči od prekvapenia, keď si to prečíta (pretože najčastejšie v mojom slovníku veci alebo udalosti nie sú dobré, kým sa celkom neskončia, aby nebola žiadna šanca, že sa v nich niečo pokazí ;)), ale áno – píšem to s plným presvedčením – ten mesiac sa ešte neskončil, ale aj keby sa 31.5. o 23:59 stala nejaká katastrofa, neovplyvní to moje vnímanie zvyšných 30 dní ;).

Máj som privítala v Poľsku. po dlhom čase sme konečne mali šťastie, pretože celý náš pobyt na pobreží nás sprevádzalo krásne počasie. Prvýkrát v tomto roku sme si omočili nohy v mori, stavali sme hrady z piesku na pláži, odpočívali sme v sieti, naháňali sme sa po tráve, napchávali sa zmrzlinou, dokonca sme sa zúčastnili aj miestneho festivalu! M. tiež stihol otestovať lietadlo na trase Gdańsk-Viedeň, Viedeň-Gdańsk – je to spojenie podľa našich predstáv, odporúčame ;).

Návrat domov bol bezbolestný a víkend, ktorý po ňom nasledoval, bol pre mňa ako dar z neba – M. šiel na dvojdňovú rozlúčku so slobodou, deti odišli k slovenským starým rodičom a ja.... ja som strávila svoj prvý víkend, odkedy bývame v Bratislave, úplne sama v byte. Nebudem klamať – to bolo skutočne niečo! ;) A vôbec som sa nesťažovala na nudu – kto býva zriedka sám vo vlastnom byte, ten ma určite ľahko pochopí :D.

No a deň po tom, ako sa všetky potvory vrátili do bytu, prišla... moja mama :). Naposledy u nás bola na prelome novembra a decembra, a odvtedy už prešlo veľa času. V skutočnosti sme sa len chvíľu predtým rozlúčili v Poľsku, ale kalendár sa niekedy nedá natiahnuť a nedokázali sme nájsť žiadny iný vhodný termín počas najbližších dvoch mesiacov. Stretnutie s mamou síce znamenalo, že som sa musela vzdať účasti na festivale slovenského filmu, ktorý som naposledy tak chválila a ktorý sa už tretíkrát uskutočnil v Partizánskom, ale určite pôjdem na štvrtý ročník :). S mamou sme však boli na veži UFO sláviť jej narodeniny, vycestovali sme do môjho obľúbeného Maďarska, do Lébény, Pannonhalmy aj Györu (krásne miesta, veľmi ich všetkým odporúčam a opätovne sa teším z polohy Bratislavy a možnosti organizovania skvelých výletov, ktorú vďaka tomu máme), a keď sa k nám pridal môj tato spolu so svojimi známymi, prezreli sme si Vodné dielo Gabčíkovo v akcii (vodný „výťah” na Dunaji pre veľké lode :)) a prešli sme sa tiež Starým mestom na nezabudnuteľnom Prešporáčiku, čo som už spomenula aj na fb blogu ;). Aha, no a mala som veľké šťastie, pretože som mohla stráviť Deň matiek (26. maj) so svojimi deťmi aj so svojou mamou :). Čo viac si priať? :)

Medzitým som dostala niekoľko výborných správ, nadviazala zopár cenných kontaktov, vybavila niekoľko zaujímavých objednávok. K tomu ešte úžasné ocenenia poľských tvorcov (Zlatá palma pre najlepšieho režiséra v Cannes pre Pawła Pawlikowského a Medzinárodná cena Bookera pre Olgu Tokarczuk). Áno. Bol to skutočne dobrý mesiac. Nepochybne :).